Ofertę HBO Max zasiliła trylogia filmów adaptujących bestsellerową prozę Dana Browna. Z czego wynika ich fenomen?

Czego by o nim nie mówić, twórczość Dana Browna okazała się jednym z najwiekszych komercyjnych fenomenów literatury popularnej XXI w. Rzecz jasna największym przełomem w jego karierze okazało się wydanie „Kodu Leonarda da Vinci” w 2003 r. - ten flagowy reprezentant specyficznego gatunku, po który najchętniej sięgał pisarz (thriller flirtujący z historią, religią, sensacją i teoriami spiskowymi), błyskawicznie stał się światowym bestsellerem. Tytuł sprzedał się w dziesiątkach milionów egzemplarzy i wywołał dyskusję wykraczającą daleko poza świat literatury. Kontrowersje związane z przedstawieniem historii chrześcijaństwa, tajnych stowarzyszeń i postaci Jezusa Chrystusa sprawiły, że książka stała się jednym z najgłośniejszych tytułów swoich czasów. Nic dziwnego, że wkrótce zainteresowało się nią Hollywood - ekranizacje powieści Browna miały ambicję stać się nową serią wysokobudżetowych thrillerów przygodowych, które ściągną tłumy do sal kinowych.
Potencjał był ogromny. Swój sukces Brown zawdzięczał przecież również przystępności - jego książki trafiły do bardzo szerokiej grupy odbiorców. Łączyły prostą, dynamiczną narrację z zagadkami historycznymi, dzięki czemu czytelnicy mieli wrażenie uczestniczenia w intelektualnej przygodzie. Krytycy często zarzucali autorowi powierzchowność psychologiczną bohaterów, schematyczność i powtarzalność fabuł, jednak czytelnicy nie zwracali na to większej uwagi. Liczyło się tempo akcji, liczne zwroty fabularne oraz poczucie odkrywania tajemnic ukrytych w największych zabytkach świata.
Hollywood bardzo szybko dostrzegło potencjał ekranizacji. Prawa do „Kodu” zostały sprzedane jeszcze przed premierą książki za ogromną sumę, a za produkcję odpowiadało Sony Pictures. Studio postawiło na twórców gwarantujących sukces komercyjny. Reżyserem został Ron Howard, laureat Oscara za „Piękny umysł” natomiast scenariusz napisał Akiva Goldsman. W głównej roli obsadzono Toma Hanksa, który w tamtym okresie należał do największych gwiazd światowego kina.
HBO Max: co obejrzeć w weekend? Kod da Vinci już w serwisie
Premiera „Kodu da Vinci” w 2006 r. była jednym z największych wydarzeń filmowych dekady. Produkcja otworzyła Festiwal Filmowy w Cannes, co samo w sobie było wydarzeniem bez precedensu dla hollywoodzkiego thrillera. Film spotkał się jednak z bardzo chłodnym przyjęciem krytyków. Zarzucano mu przede wszystkim nadmierną dosłowność, rozwlekłe dialogi, mizerne napięcie oraz... zbyt wierne przeniesienie książki na ekran (nie wszystko, co sprawdziło się na papierze, mogło zadziałać w kinie). Powieść Browna opierała się na ciągłym odkrywaniu kolejnych informacji i tajemnic, które podczas lektury budowały napięcie. W filmie długie sceny wyjaśniające symbolikę i historię często spowalniały tempo akcji.
Nie przeszkodziło to jednak w spektakularnym sukcesie finansowym. Film zarobił na świecie ponad 760 mln dol., stając się jednym z największych hitów roku. Dla Sony był to sygnał, że mimo negatywnych recenzji kolejne odsłony mają wysoki potencjał komercyjny. Widzowie byli znacznie bardziej wyrozumiali niż krytycy, doceniając widowiskowość, europejskie lokacje oraz atmosferę tajemnicy. Poza tym obraz wywołał również ogromne kontrowersje religijne. Jeszcze przed premierą organizacje katolickie apelowały o bojkot produkcji, a w niektórych krajach dochodziło do protestów. Takie sytuacje zawsze potęgują zainteresowanie i działają jak najlepsza kampania marketingowa.
Anioły i demony wśród nowości
Choć „Anioły i demony” były pierwszą książką z Langdonem, Hollywood zdecydowało się zekranizować ją dopiero po sukcesie „Kodu”. Film trafił do kin w 2009 r., a za sterami ponownie stanął Howard. Tom Hanks powrócił jako Langdon, a akcja została osadzona po wydarzeniach z poprzedniego filmu. Twórcy uznali, że widzowie łatwiej zaakceptują chronologiczną kontynuację niż prequel. Co ciekawe, druga część została przyjęta zauważalnie lepiej od poprzedniczki. Krytycy podkreślali, że film jest bardziej dynamiczny, lepiej wykorzystuje thrillerową konwencję i ogranicza liczbę przydługich wykładów historycznych. Nadal pojawiały się zarzuty dotyczące uproszczeń oraz charakterologicznej płytkości bohaterów, jednak wielu recenzentów uznało, że tym razem Howard skutecznie zbalansował zagadki i elementy kina akcji. Również publiczność przyjęła film bardzo dobrze, a światowe wpływy przekroczyły 480 mln dol. Produkcja zarobiła trzy razy więcej, niż wynosił jej koszt.
Na kolejną adaptację trzeba było czekać siedem lat. W tym czasie Dan Brown opublikował „Zaginiony symbol”, jednak studio zdecydowało się pominąć tę książkę. Powodem były między innymi zmieniające się trendy w kinie oraz obawy, że intryga oparta na symbolice masonerii i amerykańskiej historii nie będzie miała równie uniwersalnego potencjału jak wcześniejsze powieści. Zamiast tego ekranizacji doczekało się „Inferno” z 2013 r.
Inferno
Film zadebiutował w 2016. Howard i Hanks ponownie powrócili do swoich ról, jednak tym razem zainteresowanie serią było już wyraźnie mniejsze (co odzwierciedliły zauważalnie słabsze wyniki finansowe). Krytycy ocenili produkcję przeciętnie, wskazując na schematyczność, przewidywalność oraz zmęczenie formułą. Twórcom zarzucano także znaczące odejście od zakończenia książki. Brown wykreował mocny, niejednoznaczny finał - tymczasem film postawił na klasyczne hollywoodzkie rozwiązanie, co rozczarowało wielu fanów.
Warto zauważyć, że wszystkie trzy filmy zachowały charakterystyczne elementy prozy Browna. Każda historia rozgrywa się w ciągu zaledwie kilkudziesięciu godzin, prowadzi bohaterów przez najsłynniejsze zabytki świata i wykorzystuje prawdziwe dzieła sztuki jako elementy kolejnych zagadek. Powiedzmy sobie szczerze: nie były to filmy szczególnie nowatorskie, ambitne ani wybitne artystycznie, jednak skutecznie przenosiły na ekran uwielbianą atmosferę intelektualnej przygody, która uczyniła książki Browna światowym fenomenem. Nic dziwnego, że subskrybenci serwisów streamingowych wciąż lubią do nich wracać.
Teraz obejrzycie je również w serwisie Warnera.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Nawet AI tutaj nie pomogło. Młody Waszyngton zabija nudą
- Armie Hammer to upadła gwiazda. Afera i kontrowersje prawie go zniszczyły
- Ponad pół miliona. Tyle negatywnych reakcji zebrała Odyseja
- Domek na prerii to nowy western Netfliksa. Recenzja kapitalnego serialu
- Netflix za darmo? Tak, to znowu możliwe, również w Polsce
Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).