REKLAMA

Hot Spot to koszmar. Tak się nie robi kina science fiction. Recenzja

Nie będę owijał w bawełnę - kiedy pierwszy raz zobaczyłem zwiastun nowego filmu Agnieszki Smoczyńskiej, pomyślałem sobie: "polski Blade Runner" (i to niekoniecznie w dobrym sensie). Ambicje podbijania nietypowych dla polskiego kina gatunków są zwykle godne docenienia. "Hot Spot" jednak raczej jest przewodnikiem na temat tego, jak nie zabierać się do tej roboty.

OCENA :
3/10
hot spot film recenzja

Agnieszka Smoczyńska to z pewnością jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich reżyserek, w tym poza granicami naszego kraju. Jej dzieła były w Gdyni, Cannes, za oceanem na Sundance. Pochodząca z Wrocławia twórczyni cieszy się dość sporą renomą, a co za tym idzie - każdy kolejny jej film wiąże się z pewnymi oczekiwaniami. Przed pokazem "Hot Spotu" w ramach ostatniego dnia wrocławskiego festiwalu, twórcy, w tym sama Smoczyńska, zapowiadali swój film w tonie dystopijnej przyszłości, która jest bliższa teraźniejszości, niż nam się wydaje. Jeśli zaś przyszłość twórczości reżyserki ma wyglądać tak, jak jej najnowsze filmowe dzieło, to ja dziękuję.

Hot Spot - recenzja filmu. Przyszłość pośrodku niczego

Przyszłość, w której świat na skutek suszy stał się w większości pustynią, na którek ostały się nieliczne społeczeństwa. Częścią jednego z nich - rządzonego przez świadomą, wszechpotężną sztuczną inteligencję zwaną Głową - jest Jan (Andrzej Konopka), żyjący na co dzień w oddalonym od centrum cywilizacji domu wraz z ukochaną Ayką (Reika Kirishima) i synem Zenem (George Aurimas Cris). Mężczyzna jest detektywem, któremu zostaje przydzielone śledztwo dotyczące rytualnego morderstwa. W centrum zdarzenia znajduje się członkini opierającej się wpływowi Głowy grupy uchodźców, Rana (Noomi Rapace).

Na papierze - wszystko wygląda znakomicie. Prywatny detektyw będący mężczyzną w średnim wieku, doświadczony na tyle, by wiedzieć, że podległość i posłuszność silnie kontrolującemu swoich obywateli systemowi to najlepszy możliwy życiowy wybór. Śledztwo ujawniające rodzącą się rebelię i zarazem prowokujące głównego bohatera do moralnych dylematów. Wszystko to osnute wizją świata, w którym AI w zasadzie odpowiada w pełni za ludzkie życie - dostarcza i racjonuje zasoby, pozwala na rozmawianie w myślach, samochody same się kierują, kiedy trzeba - emituje egzekucje przeprowadzane na tych, którzy ośmielili się złamać prawo, a nawet sugeruje, kiedy się ubrać, by nagie ciało nie zmarzło.

Nie ma co ukrywać - świat przedstawiony przez Smoczyńską potrafi wstępnie zaintrygować, a reżyserka, znana z dobrej ręki do obrazu, nieraz korzysta z tego, co umie najlepiej. Z każdym kolejnym krokiem okazuje się jednak, że nie ma on niczego ciekawego do zaoferowania, a wielkie hasła o zawartych w filmie dywagacjach związanych z AI czy przyszłością człowieka okazują się bezczelnie sprzedanym marketingowym chwytem. Morderstwo, którym zajmuje się Jan, stopniowo przestaje mieć znaczenie w fabule (nie ma tu w ogóle napięcia czy niejednoznaczności, a ujawnienie tajemnicy nie robi żadnego wrażenia), intryga związana z buntem wobec władzy AI nad społeczeństwem nie ma absolutnie żadnej stawki ani dramaturgii, a im częściej opowieść skręca w wątki rodzinne bohatera, tym mętniejsza i chaotyczna staje się całość.

Andrzej Konopka - kadr z filmu "Hot Spot"

Gdy do tego dodamy pulsujące (i zdecydowanie zbyt często obecne na ekranie) "techno-obrazy", łatwiej tu o atak epilepsji niż o wywołanie poczucia zanurzenia się w zdominowanym przez technologię świecie. To sytuacje, w których szczególnie można odnieść wrażenie, jakby Agnieszka Smoczyńska wyszła z założenia, że defekty scenariusza uda się przykryć intensywnymi efektami specjalnymi i jakoś to będzie. Spoiler: nie jest. Widać też, że budżet na lokacje nie był zbyt spektakularny - w zasadzie na przestrzeni całego filmu jesteśmy w kilku miejscach, co mało wiarygodnie buduje nam epickość świata pogrążonego w upadku.

"Hot Spot" nieraz przypomina parodię kina sci-fi, jednak problem w tym, że traktuje siebie poważnie.

Smoczyńska bardzo często nie potrafi złapać balansu między tonami swojego filmu - jakby chciała, by naraz był ponurym obrazem dystopii i kampowym kinem inspirowanym "Diuną" (NeoSoul to biedawersja Bene Gesserit) czy "Blade Runnerem". To sprawia, że te domyślnie zabawne momenty wypadają sztucznie, te w których ma być mrocznie - nie są. Żaden z bohaterów nie jest ciekawie rozwinięty w ramach scenariusza autorstwa Roberta Bolesto. O ile jeszcze na upartego można to wybaczyć postaciom z dalszego planu, o tyle częstszym lokatorom ekranu - już nie. Przydzielona Janowi partnerka nie znaczy nic w tej historii i nie wyróżnia się niczym oprócz wyglądu przypominającego cosplay z Pyrkonu. Nie buduje się nam żadnego realnego zagrożenia ze strony Głowy - system totalnej kontroli nad człowiekiem paradoksalnie rzadko kiedy okazuje się złowrogi. Rana jest kimś na kształt uosobienia wyrzutu sumienia, postacią-symbolem, aniżeli rywalką, z którą główny bohater podejmuje jakąś psychologiczną walkę.

Jan, napisany jako postać reprezentująca system, nie dostaje żadnego pola by zadać sobie pytanie o zasadność własnej życiowej postawy (finał symbolizujący "uwolnienie instynktów" jest niesamowity, i to nie w dobrym znaczeniu). Biorąc jednak pod uwagę to, w jaki kwadratowy sposób są pisane i wypowiadane dialogi, strona werbalna wcale nie ratuje całości. Bywa, że napisy są naprawdę pomocne, bo film lubi tak przytłaczać warstwą audiowizualną, że przy okazji zagłusza to, co bohaterowie mówią. Jest więcej montażowych potworków, dla przykładu: scena, w której Jan jedzie z Ayką autem do lasu. Gdy opuszcza samochód, obok niego nie ma nikogo. Idzie do lasu, coś się dzieje, a gdy wraca do auta, Ayka tam jest i niespodziewanie krwawi. Co się tam wydarzyło?

Mam teorię, że ten film powstał wyłącznie po to, by Andrzej Konopka mógł sobie pohasać w zabawnym stroju i aktorsko poszarżować. Polski aktor wyraźnie dobrze się bawi, może mając świadomość oparów absurdu, w których operuje jego postać. Jan nie spełnia się jako interesujący protagonista w centrum akcji, jego realny komediowy potencjał rzadko się uwalnia, a poważny wypada równie sztucznie. W zasadzie, tylko dzięki naturalnej charyzmie Konopki (oraz oczywiście wyjątkowo dziwnej charakteryzacji i kostiumom) da się śledzić losy jego postaci z uwagą. Kirishima za sprawą swojej bohaterki niby wchodzi w jakiś dialog z głównym bohaterem, ale aktorsko nie ma zbyt wiele do pokazania - jeszcze mniej Noomi Rapace w roli buntowniczej, acz poważnej Rany.

Noomi Rapace - kadr z filmu "Hot Spot"

"Hot Spot" to ogromna porażka Agnieszki Smoczyńskiej - nie tylko najgorszy jej film, ale także jeden z najgorszych tytułów tego roku. Zupełnie nie wiadomo, co ten film chce powiedzieć, a forma i język, których w tym celu używa, praktycznie w ogóle się nie sprawdza. Ambicje spróbowania swoich sił w gatunku, który polskie kino częściej omija niż eksploruje, są godne podziwu. Czym innym jest jednak przelanie ich na rzeczywistość, a ta jest dla polskiej reżyserki druzgocąca.

Recenzja opublikowana w związku z pokazem filmu na 26. MFF Tauron Nowe Horyzonty we Wrocławiu. Premiera jest zaplanowana na 25 września.

Czytaj więcej w Spider's Web:

Adam Kudyba
Redaktor

W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.