San Diego Comic-Con już za nami. Fani Marvela muszą nieco ochłonąć, bowiem tym razem Kevin Feige nie poszedł w ilość, a w jakość. Ogłoszone na wydarzeniu filmy oraz decyzje castingowe pozwalają wierzyć, że po "Doomsday" i "Secret Wars" będzie życie w MCU.

W tym roku mamy do czynienia z dwoma filmami pochodzącymi z marvelowskiej stajni. O ile wobec filmu "Spider-Man: Całkiem nowy dzień" nie ma jakichś fundamentalnych obaw, o tyle względem mającego premierę w grudniu "Avengers: Doomsday" nie jest już tak jednoznacznie. Jasne, jest to projekt ekscytujący, niewątpliwie mający potencjał by wzbudzić wielkie emocje zwłaszcza u tych, którzy na jednym ekranie zobaczą dziesiątki kultowych superbohaterów. Nieukończony scenariusz w trakcie kręcenia filmu, ryzyko przeładowania i ugięcia się fabuły pod jej rozmachem - to realne zagrożenia, w związku z którymi od "Doomsday" nie tylko sporo się oczekuje, ale również nie do końca wierzy się, że taki kolos ma szansę się sprawdzić w praktyce.
Nowe nabytki w MCU. Dają nadzieję na świetne filmy
San Diego Comic-Con to jedno z najważniejszych, corocznych wydarzeń świata popkultury. Dla Marvela to standardowa szansa na wzbudzenie szumu wokół swoich najnowszych projektów. To właśnie tam bracia Russo ogłosili, że Robert Downey Jr. wcieli się w Doktora Dooma w "Avengers: Doomsday". To na SDCC zapowiedziano, że Mahershala Ali wcieli się w Blade'a w poświęconym mu filmie Marvela - co jak wiemy, do dziś się nie wydarzyło i już nie wydarzy. Marvel na przestrzeni ostatnich lat miał swoje problemy, ale zdaje się powoli wychodzić na prostą, radzić sobie z kolejnymi wyzwaniami. Przed nim kolejne - co po "Doomsday" i "Secret Wars"?
Wiemy, że trwają prace nad castingiem do nowego filmu poświęconego mutantom z grupy X-Men, mającym stać się kluczowymi postaciami MCU po zakończeniu Sagi Multiwersum, a za reżyserię odpowiada jedna z jaśniejszych gwiazd uniwersum - Jake Schreier, autor kapitalnych "Thunderbolts*". Spodziewano się, że spekulacje zostaną choć częściowo przecięte, jednak nie puszczono pary z ust, a odtwórcy ról m.in. Cyklopa, Rudej, Bestii Magneto, profesora Xaviera i innych, pozostają nieznane. Premiera jest zaplanowana na 2028 rok, póki co bez konkretnej daty ani nazwisk aktorów.
Jeśli Schreier dotrzyma terminu, to w 2028 roku dostaniemy aż trzy filmy Marvela! Niespodziewanie okazało się, że Marvel planuje powrót do kultowej postaci Ghost Ridera, w którego przed laty wcielał się Nicolas Cage. Tym razem zaszczyt ten przypadł Ryanowi Goslingowi. Doniesienie o obsadzeniu go w tej roli to prawdziwa bomba - choć aktor od dawna mówił, że chętnie zagrałby tę postać, przez długi czas wydawało się to pobożnym życzeniem samego zainteresowanego, jak i fanów widzących w nim idealnego kandydata. Słowo jednak stało się ciałem, a Marvel zyskał w swoich szeregach jednego z najlepszych współczesnych aktorów, doskonałych zarówno w kinie dramatycznym, jak i komediowym.
To jednak nie koniec - jeszcze większym zaskoczeniem była prezentacja nowego aktora, który wcieli się w Czarną Panterę, a konkretniej T'Challę juniora. Do tego zadania został wybrany David Jonsson, co, prawdę powiedziawszy jest nawet jeszcze lepszym wyborem castingowym od Goslinga. 32-letni brytyjski aktor w ostatnich latach ma doskonałą passę - zwłaszcza w "Wielkim Marszu" i Obcym: Romulusie" udowodnił, że jego talent jest nieprawdopodobnie wysoki, a charyzma i poważna aura, którą roztacza - niemożliwa do zmierzenia. To idealny kandydat do roli Czarnej Pantery. Wbrew temu, co się spodziewano, na SDCC nie ogłoszono, że w "Czarnej Panterze 3" zobaczymy Denzela Washingtona (co sam aktor już jakiś czas temu potwierdził).
Jeśli chodzi zaś o nazwiska twórców stojących za wspomnianymi filmami, jest tu całkiem ciekawie. "Ghost Ridera" wyreżyseruje Shawn Levy, co już nie jest aż tak wymarzoną informacją jak casting Goslinga. Mam do Levy'ego minimalny kredyt zaufania jako do współtwórcy "Stranger Things", ale znaczna większość jego reżyserskiego dorobku nie przekonuje mnie do pełnej ekscytacji tym wyborem. Kluczowy z pewnością będzie najnowszy wspólny projekt obu panów - "Starfighter", osadzony w uniwersum Gwiezdnych Wojen. Wówczas będziemy mogli mieć szersze spojrzenie na to, jak obaj sobie radzą w twórczym duecie, jednak na papierze już teraz ich projekt o Ghost Riderze wygląda obiecująco.
W przypadku "Czarnej Pantery 3" (której premiera zaplanowana jest na 15 grudnia 2028 roku) stary, zwycięski skład się nie zmienia - za trzecią część ponownie odpowie znakomity, utalentowany i wreszcie dostrzeżony na szerszą skalę dzięki "Grzesznikom", Ryan Coogler. Jestem bardzo ciekaw, jak twórcy wprowadzą Jonssona do fabuły (aktor ma tyle samo lat, co Letitia Wright, wcielająca się w Shuri, ciocię jego postaci), a także jaką rolę odegra w niej Denzel Washington (ponoć ma on się wcielić w złoczyńcę). Wygląda na to, że po obniżce formy w "Wakanda Forever" znów dostaniemy fantastyczne kino.
Więcej o Marvelu przeczytacie na Spider's Web:
- Nowy film o Spider-Manie lada dzień. Co musisz o nim wiedzieć?
- Gdzie obejrzeć wszystkie filmy o Spider-Manie? Pełna rozpiska
- Znamy czas trwania Avengers: Doomsday. Dłuższy niż broda Kapitana Ameryki
- Wyciek fabuły Avengers: Doomsday. Rzeźnia to mało powiedziane
- Kto zagra Spider-Mana w Avengers: Doomsday? Nie uwierzycie
W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.