REKLAMA

Hugh Jackman wraca do kin w obłędnej roli. Ten aktor umie wszystko

Już w nadchodzący weekend kinomani będą mieli spory wybór. Jedną z najsilniejszych propozycji jest nowa interpretacja losów Robin Hooda, którego gra Hugh Jackman. Już dawno nie widzieliśmy go w tak surowej i ciężkiej roli.

hugh jackman aktor felieton
REKLAMA

Uzdolniony aktorsko, odnajdujący się w każdym gatunku filmowym, fenomenalny wokalnie, pełen osobistego uroku i charyzmy. Każde z tych określeń pasuje do Hugh Jackmana - 57-letniego Australijczyka, który od mniej więcej ćwierć wieku dzierży miano jednego z najlepszych reprezentantów swojego kraju w Hollywood. Aby móc chwalić się z tym statusem został gwiazdą Marvela, ikoną filmowych musicali - przeszedł długą drogę, by dziś nie musieć zabiegać o uwagę i przebierać w propozycjach. Takich jak ta, która zagości w repertuarach kin już za moment.

REKLAMA

Hugh Jackman - śpiewający mistrz z Australii

Mało kto dziś pamięta, ale Hugh Jackman z aktorstwem na poważnie związał się stosunkowo późno - dopiero w okolicy 1990 roku, czyli w wieku 22 lat. Wcześniej studiował dziennikarstwo oraz na wydziale komunikacji, pracował również jako nauczyciel WF (swego czasu hitem internetu był wywiad z Jackmanem, który, jak się okazało, przeprowadzał jeden z jego byłych uczniów).

Australijczyk jest jednym z mimo wszystko dość nielicznych przykładów tego, że da się być ikoną konkretnego gatunku filmowego i zarazem świetnie odnajdować się w "mainstreamowym" kinie. Jackman w scenicznym musicalu był obecny od dawna - grał Gastona w "Pięknej i bestii", Curly'a McLaina w legendarnej "Oklahomie!", główną rolę w "Boy from OZ". Nikogo, kto pamięta Jackmana z tamtego okresu, nie powinno dziwić, jak doskonale odnalazł się w filmowych musicalach. Poniższe wideo pochodzi z 2019 roku i przedstawia aktora dającego show przed publicznością jako Gaston. Chyba po obejrzeniu tego filmiku nikt nie będzie mieć wątpliwości, że Luke Evans nie jest jedynym doskonałym odtwórcą tej roli:

Jackman doskonale uniósł na swoich barkach kolosa w postaci śpiewanych dialogów w 2,5-godzinnych "Nędznikach" i znakomitej roli Jeana Valjeana, fantastycznie sprzedał charyzmatycznego P. T. Barnuma, tytułowego "Króla rozrywki", wzruszająco zagrał i zaśpiewał jako Mike Sardina w niedawnym "Song Sung Blue". Ale Jackman to nie tylko doskonale śpiewający aktor. To multitalent, który ma wyjątkową zdolność do przekazywania widzom bardzo różnych od siebie emocji, uwalniania swojego potencjału niezależnie od gatunku filmowego.

REKLAMA

Przez lata wybitnie portretował zawzięcie, gniew i traumę Wolverine'a, świetnie zagrał z Meg Ryan w romkomie Jamesa Mangolda ("Kate i Leopold"), uniósł dramat zaintonowany przez Darrena Aronofsky'ego ("Źródło"), wykreował totalną emocjonalnie postać w porywającym thrillerze Denisa Villeneuve ("Labirynt"), odnalazł się w lżejszych produkcjach, które komentatorzy nazwaliby kinem familijnym lub feel good movie ("Eddie zwany Orłem", "Giganci ze stali", "Sprawiedliwość owiec"). Chyba jedynie w horrorze jeszcze nie zdążył pokazać swoich ogromnych możliwości (nie, "Van Helsinga" z 2004 roku nie uznaję za horror).

Teraz nadszedł czas na nowe wcielenie australijskiego mistrza. Dotychczas raczej kojarzono postać Robin Hooda z bardziej przygodowymi klimatami: oto bohater ludu walczy z despotycznym szeryfem z Nottingham, jest powszechnie kojarzony z tym, że "zabiera bogatym i oddaje biednym". Na ekrany wchodzi "Robin Hood: Koniec legendy", który idzie zdecydowanie inną ścieżką narracyjną. Mroczniejszą, trudniejszą, bardziej ponurą.

REKLAMA

W interpretacji stworzonej przez Michaela Sarnoskiego ("Świnia", "Ciche miejsce: Dzień pierwszy"), a zagranej przez Jackmana, Robin Hood to były bandyta, niosący na swoich barkach przeszłość naznaczoną przemocą, krwią i cierpieniem. Zostaje uratowany przez tajemniczą kobietę (Jodie Comer), a z czasem otrzymuje od losu szansę na odkupienie. Taki kierunek jest znacznie bardziej intrygujący, a wiele głosów zza oceanu wskazuje, że Jackman jest wspaniały w tytułowej roli.

Umówmy się, nikogo by taki obrót spraw nie zdziwił. Jeszcze niedawno Hugh Jackmana widzieliśmy w roli pełnego ciepła pasterza, a teraz pokaże nam swoje surowe, zmęczone oblicze. To świetny aktor, doskonale radzący sobie niezależnie od tego, pod czyimi skrzydłami i w jakim gatunku filmowym, przychodzi mu grać. Jestem pewien, że "Koniec legendy" będzie kolejnym dowodem, który to potwierdzi.

"Robin Hood: Koniec legendy" w kinach od 19 czerwca.

REKLAMA

Czytaj więcej na Spider's Web:

REKLAMA
Adam Kudyba
Redaktor

W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA