REKLAMA

Najlepsza komedia roku już w Disney+. Prosto z kin

Czerwiec jest mocny, jeśli chodzi o premiery dobrych filmów w streamingu. Na Disney+ od dziś widzowie znajdą film, który jest jednocześnie najzabawniejszym i najsmutniejszym dziełem tego roku. A przy okazji - najlepszą produkcją nakręconą przez Bradleya Coopera.

czy mnie slychac disney
REKLAMA

Bradley Cooper od momentu swojego debiutu reżyserskiego w "Narodzinach gwiazdy" próbuje udowodnić światu, że jest świetny po obu stronach kamery. Jestem sympatykiem jego talentu - uważam, że choć do "wielkości" mu jeszcze brakuje, widać w nim sporą wrażliwość twórczą, chęć uczciwego spoglądania na bohaterów, zarówno biorąc pod uwagę ich dobre cechy, jak i te prowadzące do autodestrukcji. Na Disney+ zawitał właśnie jego trzeci - i jak dotąd najlepszy - film.

REKLAMA

Czy mnie słychać? już w Disney+. Pośmiejecie się i popłaczecie

Alex Novak (Will Arnett) właśnie rozstaje się z żoną Tess (Laura Dern). Oboje prowadzili dotychczas ułożone życie. On pracuje w finansach, ona ma za sobą długą i udaną karierę w sporcie, mają dwójkę uroczych synów. Niestety, pomiędzy wspomnianą dwójką od dawna coś się wypala, wkrada się rutyna. Alex nie potrafi poradzić sobie z nową rzeczywistością i niespodziewanie decyduje się wziąć udział w amatorskim stand-upie w jednym z pobliskich pubów. To okaże się dla mężczyzny ważnym, na swój sposób oczyszczającym krokiem.

Trudno pozbyć mi się wrażenia, że o tym filmie mało kto jeszcze pamięta. Polska premiera była w marcu, a zatem w momencie, gdy zajmowano się Oscarami - do których film Bradleya Coopera po raz pierwszy w karierze reżysera, nie został nominowany. Szkoda, bo "Czy mnie słychać?" to dzieło, w którym Cooper bije na głowę swoje poprzednie dokonania. Choć za każdym razem wypadał fenomenalnie w głównej roli, tym razem skupił się bardziej na przestrzeni dla innych aktorów i tym, jak ich dobrze poprowadzić.

"Czy mnie słychać?" jest filmem bardzo życiowym. Dotyka realnych problemów i emocji, z którymi mierzą się bohaterowie. Pokazuje ich takimi, jacy są - bez wygładzania czy wypłaszczania ich charakterów. To nie jest kino, w którym mamy wielkie zwroty akcji, surrealistyczne wstawki czy wielkie, niedające oddechu tempo. Nie ma tutaj osądzania, stawania po czyjejkolwiek ze stron w jasny sposób. Cooper dostrzega, że sytuacja między Alexem i Tess źle wpływa na ich oboje, sprawia, że są pogubieni. Nie oszukuje, że rozstanie jest najlepszym rozwiązaniem, że da się łatwo odciąć i zapomnieć. Mimo tego dość ponurego tonu, "Czy mnie słychać?" jest filmem naturalnie zabawnym.

REKLAMA

Cała odpowiedzialność stoi tu jednak nie tylko na Cooperze (w świetnej drugoplanowej roli), ale zwłaszcza na aktorskim duecie Willa Arnetta i Laury Dern. Oboje są w swoich kreacjach znakomici - Arnett świetnie portretuje zwykłego, lekko zrzędliwego faceta, który szuka dla siebie emocjonalnego miejsca i niespodziewanie odnajduje je w stand-upie. Dern zaś wnosi do postaci Tess sporo niewypowiedzianych emocji, wyrażanych czasami tylko mimiką. Oboje, zarówno razem, jak i osobno, prezentują się na ekranie fantastycznie i wiarygodnie.

"Czy mnie słychać?" to wisienka na torcie dotychczasowego dorobku Bradleya Coopera. Reżyser po raz pierwszy nieco usunął się w cień, pozwolił swoim aktorom zabłysnąć. Zrobili to, sprawiając, że film ma ogromną emocjonalną inteligencję, ciepło oraz smutek naraz. Pogodzić to, jest sztuką. Tu ona się udała.

"Czy mnie słychać?" od 10 czerwca w Disney+.

REKLAMA

Czytaj więcej w Spider's Web:

REKLAMA
Adam Kudyba
Redaktor

W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA