Józefina Siwko i Mateusz Kmiecik w serialu "Morfeusz" wcielają się w Marikę i Mora. Opowiedzieli nam, jak wyglądała praca na planie i z jakimi trudnościami musieli się zmierzyć.

"Morfeusz" zadebiutował w serwisie SkyShowtime. Polska produkcja gangsterska skupia się na historii Piotra Leyera (Kamil Szeptycki), młodego prawnika, który po zabójstwie brata zostaje wciągnięty do rodzinnego gangu, którym wcześniej kierował jego brat, a przed nim - ojciec, Andrzej Leyer (Andrzej Grabowski). Mimo że Piotr chciał odciąć się od przestępczego półświatka, po przejęciu władzy nad organizacją okazało się, że radzi on sobie bardzo dobrze. Nowa rola wiąże się jednak z tym, że będzie on musiał przekraczać granice moralne, czego nigdy wcześniej by się nie spodziewał.
Bohaterami serialu są również Marika (Józefina Siwko), prostytutka z Białorusi, która trafia w sam środek gangsterskiego półświatka, oraz Moro (Mateusz Kmiecik), policjant pod przykrywką. Aktorzy opowiedzieli nam o kulisach pracy nad serialem.
Józefina Siwko i Mateusz Kmiecik - wywiad z obsadą serialu Morfeusz
Anna Bortniak: W serialu wcielacie się w Mora i Marikę, czyli postaci raczej zagubione, wielowymiarowe. Zastanawiałam się, czy właśnie dlatego trudniej było wam zrozumieć swoich bohaterów i się w nich wcielić.
Józefina Siwko: Oczywiście, że tak. Moja postać, szczególnie na samym początku, jest dosyć zagubiona. Trafia do świata, którego kompletnie nie zna. Nie wie, co się dzieje, nie wie, czy przeżyje. Codziennie myśli o tym, czy ten dzień nie jest jej ostatnim. Wiązało się to z wieloma ciężkimi emocjami, z których nie zawsze łatwo było potem wyjść. To było dla mnie duże wyzwanie, ale też ogromna satysfakcja, że mogłam tak głęboko wejść w te emocje i w tę bohaterkę.
Najważniejsze było dla mnie to, czy na planie mam wsparcie. Przy takich scenach i przy budowaniu takiej postaci bardzo potrzebowałam oparcia - czy to w ekipie, czy w partnerach, z którymi grałam. I rzeczywiście je dostałam, za co jestem bardzo wdzięczna, szczególnie Mateuszowi. Mateusz był cudowny. Większość scen miałam albo sama, albo właśnie z nim, i był dla mnie niesamowitym wsparciem. Jest też doświadczonym aktorem, więc mogłam się od niego bardzo dużo nauczyć.
Biorąc pod uwagę, że była to też twoja pierwsza większa rola, czy wcielenie się w prostytutkę i zagranie tak odważnej postaci było dla ciebie trudne?
Oczywiście, że tak. To było trudne, ale uważam też, że pewnego rodzaju presja i stres są dla nas przywilejem. Jeśli znajdujemy się w sytuacjach, które wymagają od nas większego spięcia, stresu i odwagi, to znaczy, że robimy coś ważnego. Jak mówiła Billie Jean King, presja to przywilej, i totalnie się z tym zgadzam. Jestem bardzo wdzięczna, że mogłam wcielić się w tę postać.
Kiedy przeczytałam scenariusz, Marika po prostu mnie uwiodła. Zakochałam się w tej postaci, w jej wrażliwości, w tej walce, w tej na pozór kruchej dziewczynie, która bardzo szybko przekuwa strach i zagubienie w siłę. Najbardziej urzekło mnie w niej to, że nie jest tylko ofiarą. To nie jest postać, która jest wystraszona i na tym kończy się jej historia, ani ozdoba do bardzo męskiego świata, który pokazujemy. Jest w niej niesamowita siła i determinacja.
Marika mówi w serialu po angielsku. Czy przez tę barierę językową trudniej było ci ją zagrać i wyrazić emocje w innym języku?
Józefina: Zdecydowanie było to bardzo ciekawe doświadczenie. Marika jest jedną z niewielu postaci w serialu, które mówią po angielsku, i czasem rzeczywiście było to problemem - szczególnie wtedy, kiedy chciała coś zakomunikować ludziom wokół siebie, a ich angielski był, powiedziałabym, co najwyżej średni. Co w tym świecie jest zresztą absolutnie normalne.
Myślę, że dlatego Marika tak wiele przeżywa wewnętrznie. Jej emocje cały czas buzują, ale ona przede wszystkim obserwuje, przetwarza, próbuje zrozumieć, kto jest kim, gdzie jest i dlaczego. Mimo że nie używa słów w dużej ilości, jej obecność bardzo mocno opiera się na emocjonalnej obserwacji świata. Samo używanie angielskiego było ciekawe, bo Marika jest z Czarnogóry, ale na co dzień porozumiewa się właśnie w tym języku. To nie było takie proste, choć dla mnie sam angielski nie stanowił większego problemu. Najciekawsze było to, żeby wkomponować go w postać Mariki i w to, co ona przechodzi wewnętrznie.
Mateusz, twoje warunki i poprzednie role - choćby ta świetna w "Ślebodzie" - sprzyjają temu, żebyś grał typów spod ciemnej gwiazdy. Dobrze się czujesz w takich rolach mocnych rolach, rolach czarnych charakterów, czy jednak wolisz bardziej pozytywne postaci?
Mateusz Kmiecik: W przypadku czarnych charakterów zawsze interesujące jest to, że można sobie w nich pozwolić na więcej. Chociaż paradoksalnie muszę powiedzieć, że tutaj nie jestem do końca czarnym charakterem. Mam wrażenie, że Moro działa bardzo prężnie i w słusznej sprawie. Po prostu sytuacje, na które trafia po drodze, bardzo często popychają go do drastycznych decyzji, które musi podejmować natychmiast. Czasem są one nieprzewidywalne nawet dla niego samego.
Jest do tego zmuszany przez warunki zewnętrzne - zarówno policyjne, jak i gangsterskie. I wydaje mi się, że mimo wielu niekorzystnych sytuacji, które na niego spadają, jest to jedna z najbardziej pozytywnych postaci, jakie zagrałem. Może nie będzie tego bardzo widać w jego czynach, ale kiedy widz zagłębi się w wątek rodzinny czy późniejszą relację z Mariką, zobaczy, że z Mora wychodzi naprawdę dobry człowiek. Pod tym kątem to chyba jedna z najbardziej szlachetnych i dobrych postaci, które miałem okazję grać.
Józefina Siwko: To prawda, muszę się z tym zgodzić. Obserwując Mateusza na planie i widząc, jak gra te ciężkie sceny - pościgi, strzelanie, całą tę twardą energię - a potem nasze wspólne sceny, naprawdę miałam wrażenie, że to zupełnie inna osoba.
Jedno z moich z pierwszych pytań podczas oglądania pierwszego odcinka brzmiało: czy uczyłeś się jeździć na motorówce? Jak to wyglądało - miałeś jakieś przeszkolenie, czy po prostu wsiadłeś i popłynąłeś?
Mateusz Kmiecik: Nie, nie, mieliśmy przeszkolenie. Razem z Alim Bahrudinowem, który gra u nas Mamukę, przygotowywaliśmy się z profesjonalistą do bardzo dynamicznego pływania po wodzie. Musieliśmy też zrobić patent sternika, żeby mieć odpowiednie uprawnienia. Zrobiliśmy to, ale szczerze mówiąc, chyba na planie pozwoliłem sobie na dużo więcej niż podczas samych przygotowań.
A jeśli chodzi o sceny walki, te w klubie i te na ringu - jak wyglądały przygotowania?
Mateusz Kmiecik: Ja się do tego całe życie przygotowywałem. Dużo się w życiu spierałem z różnymi ludźmi i bywało, że konflikty kończyły się jakąś przemocą, bo wszystko było jeszcze podkręcone hormonami buzującymi w człowieku między trzynastym a siedemnastym rokiem życia. Miałem więc dość barwne życie. Cieszę się, że nadal mam dwie ręce i dwie nogi. Trochę zostało na nosie, ale nie jest najgorzej.
Profesjonalnie jednak nigdy tego nie trenowałem. Przy wcześniejszych produkcjach zdarzały się sceny walki, więc przez kilka miesięcy przed planem miałem przygotowania, ale bez jakiegoś specjalistycznego sportowego zaplecza. Na ulicy pewnie bym dostał.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Morfeusz wciąga jak bagno. Polacy nakręcili świetny serial gangsterski
- Polskie seriale w SkyShowtime. TOP 8 wspaniałych tytułów
- Trio to serial, który trzeba obejrzeć latem. Namiętność ubrana w piękne kadry
- Co nowego w czerwcu 2026 w SkyShowtime? Przecieram oczy
- Yellowstone nie miało większego hitu. Nowy serial pobił rekord



















