Na tę premierę fani Bartosza Walaszka czekali aż 13 lat. Kultowy „Kapitan Bomba” niespodziewanie wrócił na YouTube z nowym odcinkiem, wywołując w sieci prawdziwą burzę. Czy genialny powrót legendarnego bohatera okazał się jedynie bezczelnym trollingiem?

Zaledwie wczoraj odbyła się wielka premiera nowego odcinka „Kapitana Bomby”. Wielka, bo długo wyczekiwana. Ostatni epizod kultowego serialu miał przecież premierę 13 lat temu. Przez ten czas twórca serialu, Bartosz Walaszek, nie próżnował. Zrealizował kilka nowych seriali, wprowadził kilkudziesięciu bohaterów, w tym Porucznika Kaburę, który w pewnym sensie nawiązywał do Kapitana Bomby.
„Porucznik Kabura” nawiązywał do „Kapitana Bomby” przede wszystkim kosmicznym anturażem, bo reszta, umówmy się, była po staremu. Choć oczywiście koneserzy humoru Walaszka z pewnością wskażą znacznie więcej różnic.
Kapitan Bomba wrócił, ale nie tak, jakbyśmy się spodziewali
Nowy odcinek „Kapitana Bomby” zadebiutował w serwisie Youtube wczoraj o godzinie 19.00 i zdecydowanie była to najważniejsza premiera tego tygodnia. Tyle tylko, że… cały epizod wygląda na trolling. Na samym początku widzimy grupę kosmitów, którzy za pomocą popularnej gry Ouija próbują skontaktować się z duchem. Trochę tak, jakby nawiązywali do martwego przecież serialu, który dopiero co ma wrócić.
Fabuła jednak szybko wkracza na właściwe sobie tory, bo drugą częścią opowieści jest Kabura i jego potyczka z gigantycznym kosmitą. A gdzie w tym wszystkim Kapitan Bomba? Cóż, w końcu się pojawia, ale na zaledwie kilkanaście sekund. Po scenie, w której Kabura umiera, Bomba budzi się ze snu i przyznaje:
Ale miałem c*&%^ sen, że jestem jakąś Kaburą
– mówi Kapitan Bomba.
Fani nie byli zadowoleni z takiego obrotu spraw – delikatnie mówiąc. Na platformie nazywanej dawniej Twitterem możemy znaleźć dziesiątki komentarzy, które wskazują, że wszyscy spodziewali się zobaczyć swojego ulubieńca w akcji. Pojawiają się też bardzo krytyczne komentarze, co do taniego trollingu, jakiego miał dopuścić się Walaszek.
Ja jednak uważam, że jest jeszcze gorzej. Ten trolling, o ile jest prawdziwy, oznacza, że wszystko to, co widzieliśmy w „Poruczniku Kaburze” nie istniało. To był tylko sen kultowego bohatera. Ten stary jak świat zwrot akcji to jeden z najgorszych sposobów na to, aby wyjaśnić jakąś fabularną zawiłość. Zagranie „To był tylko sen” od lat jest już uważane za rozwiązanie leniwe i pozbawione scenariuszowego polotu. I Walaszek na pewno też to wie. Jego campowa produkcja przecież cały czas korzysta z najgorszych, najbardziej banalnych klisz i eksploatuje je zupełnie bezwstydnie. I jest to jeden z jego znaków rozpoznawczych.
To oczywiście nie przesądza, czy będą kolejne odcinki „Kapitana Bomby”, czy może był to jednorazowy żart z widzów. Wszystkie opcje są na stole. Jedno jest jednak pewne – marketing tego epizodu wyszedł wybornie.
Czytaj więcej w Spider's Web:
Szef serwisu Rozrywka.Blog. Współpracownicy wyobrażają sobie go jako dżentelmena w surducie i z cygarem w ręku. Na co dzień walczy na polu walki z brakiem kultury, prowadząc Rozrywka.Blog. Specjalista od seriali i ich historii. Kocha dobre fabuły również w komiksach i animacji. W wolnych chwilach gra w gry bez prądu, maluje figurki. Wcześniej zajmował się zawodowo grami planszowymi, pracował branży PR i marketingu internetowym.