Jeden z najlepszych tegorocznych filmów trafił w tym tygodniu do streamingu, ale mam wrażenie, że ten fakt nie został należycie nagłośniony. Być może przegapiliście trudny, ale i fascynujący seans obrazu „Kopnęłabym cię, gdybym mogła”, za który Rose Byrne dostała Złoty Glob oraz nominację do Oscara. Jeśli tak: biegiem, do telewizorów!

Linda jest psychoterapeutką, która znajduje się na skraju wytrzymałości. Daje z siebie wszystko, starając się zapewnić opiekę lękliwej, bardzo wymagającej córce. Niestety, dziewczynka cierpi na pediatryczne zaburzenie odżywiania, przez co każdej nocy musi otrzymywać dodatkowe pożywienie za pomocą sondy. Każdego dnia musi też uczestniczyć w zajęciach w szpitalu, do którego Linda musi ją zawozić i z którego musi ją odbierać. Mąż Lindy, Charles, jest kapitanem na statku; swoją nieobecność tłumaczy zatem obowiązkami zawodowymi.
Jak widać, bohaterka musi w pojedynkę zajmować się dzieckiem, pracować i zachowywać pozory normalności. Sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje, gdy w jej mieszkaniu zawala się sufit, na skutek czego dochodzi do zalania. Linda i jej córka muszą zatem przenieść się do obskurnego motelu. Z dnia na dzień sytuacja staje się coraz bardziej absurdalna i nawet terapeuta, zamiast przynosić ulgę, zaczyna frustrować.
Bohaterka stopniowo traci poczucie kontroli nad własnym życiem. Jej zmęczenie, gniew, bezsilność i poczucie osamotnienia narastają do tego stopnia, że jej codzienność przekształca egzystencjalny koszmar.
Kopnęłabym cię, gdybym mogła - czyli co obejrzeć w ten weekend w serwisie CANAL+?
Mary Bronstein, która napisała i wyreżyserowała „Kopnęłabym cię, gdybym mogła”, przedstawiła swój film w Sundance w 2025 r. Odbiór okazał bardzo entuzjastyczny, a występ Rose Byrne w głównej roli spotkał się z wielkim uznaniem. I nic dziwnego.
Jak można wywnioskować z powyższego opisu, ten obraz nie jest klasycznym dramatem o chorej córce i walczącej o nią matce. Nic z tych rzeczy. Ta czarna komedia psychologiczna wykorzystuje dramatyczną sytuację Lindy, by precyzyjnie sportretować doświadczenie skrajnego przeciążenia. Znaczy się: ten moment, w którym człowiek ma tak wiele problemów, że dociera do punktu granicznego i nawet najdrobniejsza przeszkoda może doprowadzić go do furii. Tytułowe „kopnięcie” jest właściwie metaforą bezsilnej wściekłości wobec świata, który nieustannie czegoś od nas chce, podstawia nam nogi, utrudnia życie na kolejne sposoby, nie pomaga.
Obraz balansuje między realizmem a absurdem. Im bardziej Linda próbuje odzyskać kontrolę, tym bardziej rzeczywistość wymyka jej się z rąk. Kamera pozostaje bardzo blisko bohaterki, przez co widz niemal fizycznie odczuwa jej stres, zmęczenie i narastającą paranoję. O to tu chodzi: śledząc kryzys Lindy, mamy go również - do pewnego stopnia - współdoświadczać. Chylę czoła przed tym, co udaje się twórczyni - chodzi mianowicie o wprowadzenie widza „do głowy” kobiety znajdującej się na granicy mentalnego wyczerpania. Linda jest jednocześnie wściekła, egoistyczna, przerażona, zmęczona, bezradna i momentami antypatyczna. Film nie próbuje jej usprawiedliwiać na siłę - ale sprawia, że potrafimy z nią zrozumieć, empatyzować z nią.
To tytuł wręcz klaustrofobiczny, niewygodny, gęsty, męczący, oddziałujący na każdą komórkę, przenoszący macierzyństwo na ekran w sposób chyba najbardziej dosadny i wiarygodny w historii, bez upiększania, wygładzania, za to z psychicznym wycieńczeniem i uwzględnieniem wszystkich wynikających z tego stanu koszmarów.
Jeden z tych filmów, które obejrzeć warto, ale do których nie chce się wracać. Niezmiennie polecam.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Użytkownicy Prime Video nie spodziewali się tak dobrego filmu. Miał być cringe, jest 10/10
- Czy właśnie poznaliśmy sceny po napisach Avengers Doomsday? Intrygujące
- Bocian śmieje się z biedoty. O co chodzi w ptasiej wojnie domowej?
- Film o Taylor Swift w telewizji. Gdzie obejrzeć za darmo?
- Netflix ujawnił nowości na wrzesień 2026. Przecieram oczy
Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).