Byłam przekonana, że "Krwawa ofiara" zmiecie konkurentów z planszy. Szwedzki kryminał zapowiadał się naprawdę znakomicie i nie można mu odmówić tego, że jest wciągający. Tym bardziej ubolewam nad tym, że niestety nie wszystko w nim zagrało.

Z "Krwawą ofiarą" mam spory problem, bo nie jest to typowy kryminał. Posiada on, co prawda, cechy, dzięki którym może przynależeć do tego gatunku, ale ciężar tej produkcji jest przeniesiony na inną stronę. To czyni go wyjątkowym - nie dostaliśmy bowiem kolejnej historii o detektywie, który przy pomocy policji ściga zabójcę, a opowieść o tym, jak ciemna strona pracy policjantów może wpłynąć nie tylko na ich psychikę, ale również na najbliższych.
Po tym względem George Kay, twórca serialu, wykazał się sprytem, eksplorując wątek, który raczej nie jest obecny w podobnych kryminałach, gdzie policjanci są po prostu pionkami w wyścigu o ujawnienie tożsamości mordercy. Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że dało się to zrobić dużo lepiej. Mówiąc wprost, do pewnego momentu miałam problem z głównym bohaterem i jego ojcem, którzy znajdują się w centrum fabuły. Akcja zaczęła nabierać tempa mniej więcej w połowie. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy mogliby już zrezygnować, ale, jeśli mogę coś doradzić, oglądajcie do końca. Wtedy wszystko zaczyna nabierać sensu.
Krwawa ofiara - recenzja serialu kryminalnego w serwisie Netflix
Zacznijmy jednak od początku tej historii, która rozpoczyna się w piątek wieczorem. Dyżurny w centrum powiadamiania ratunkowego odbiera niepokojący telefon od kobiety, która błaga o pomoc. Twierdzi, że w domu znajduje się mężczyzna, który chce zaatakować ją nożem. Kiedy połączenie zostaje przerwane, na miejsce natychmiast zostają wysłani policjanci. Nie wracają jednak na komisariat - następnego dnia ich ciała bez głów zostają odnalezione pod adresem, do którego udali się zeszłej nocy.
Śledztwo w sprawie prowadzą Thomas Berg (Jakob Oftebro), doświadczony detektyw z wydziału zabójstw, oraz Natalie Eklund (Electra Hallman), młoda śledcza. Skomplikowana sprawa zmusza ich do wezwania posiłków, a Thomasowi przychodzi na myśl jedna osoba: jego ojciec, Alfred (Peter Andersson). Mężczyzna był niegdyś szanowanym detektywem w wydziale zabójstw, jednak został zmuszony do złożenia wypowiedzenia. Nie jest to łatwa współpraca, ale na szczęście owocna - kiedy niedługo później w ten sam sposób zostają zamordowani kolejni funkcjonariusze, Thomas i Alfred orientują się, że sprawca obrał na cel policjantów.
To właśnie relacja ojca z synem jest wysunięta na pierwszy plan. Ciekawie obserwuje się ich niełatwą współpracę, w której zderzają się nowoczesne i tradycyjne metody. Problem polega na tym, że nie ma w tych interakcjach dynamiki, przynajmniej na początku. Przyczyną tego stanu rzeczy jest fakt, że Thomas nie jest w żadnym stopniu atrakcyjnym bohaterem. Wydaje się, że jest on profesjonalnym śledczym, a w rzeczywistości jest po prostu bezradny. W efekcie nie odnosi sukcesów ani zawodowych, mimo że jest pochłonięty pracą, ani w życiu prywatnym.
Kryminał porusza natomiast ciekawy wątek związany z cieniami pracy w policji. Nie został on jednak tak dobrze wyeksponowany, jak mogłoby się wydawać. Faktycznie, w przypadku pierwszej ofiary czy relacji Thomasa z Alfredem, ale reszta postaci zostaje w tyle. Nie ma między nimi interakcji i są po prostu tłem dla poszukiwań sprawcy. Szkoda, że nie zostało to dogłębniej eksplorowane, nawet kosztem kilku odcinków więcej. Serial nabiera rozpędu właściwie pod sam koniec, a to niestety nie wystarczy, aby zaspokoić apetyt widzów.
Ogromną zaletą "Krwawej ofiary" jest ukazania tematu z perspektywy policjantów. Sama zagadka kryminalna również jest interesująca, a kolejne tropy i poszlaki, które odkrywają bohaterowie, potrafią utrzymać w napięciu. Mimo niedociągnięć związanych z Thomasem i jego relacją z Alfredem, oglądałam ten serial z zainteresowaniem. Jest wciągający, tego nie można mu odmówić, ale mógł być znacznie lepszy.
Czytaj więcej w Spider's Web:
Absolwentka studiów dziennikarskich. Robi to, co lubi, czyli pisze – o serialach i filmach. Miłośniczka kryminałów tych na ekranie i na papierze. W słuchawkach raczej rap, ale często też metal. Na co dzień poukładana, chociaż często zdarza jej się nabałaganić w słowach. Zakochana w Norwegii, dobrej, czarnej kawie i świeczkach z Pepco. Uwielbia rozmawiać i słuchać ludzi, dlatego marzy jej się napisanie reportażu, tylko jeszcze nie wie, o czym.