REKLAMA

Zero oczekiwań i taka niespodzianka. O tym filmie TVP długo nie zapomnę

Przypuszczałam, że "Lachtara. Tęsknota" będzie emocjonalnym i prowokującym do przemyśleń, a zarazem patetycznym i monotonnym filmem drogi. Tymczasem okazało się, że jest to produkcja świetnie wyważona, która pokazała relację ojca z synem w wyjątkowy sposób - nie spodziewałam się, że na dramacie obyczajowym będę płakać, ale ze śmiechu.

OCENA :
6/10
lachtara tesknota recenzja film tvp
REKLAMA

Piotrek Kaliciński (Filip Pławiak) siedzi przed kilkoma komputerami, obserwując w skupieniu, co dzieje się z obligacjami. Dopóki na ekranie widać rosnące słupki w zielonym kolorze, mężczyzna jest spokojny. Jednak w pewnym momencie dochodzi do katastrofy. Fundusz spada w ciagu kilku sekund, a Piotrek musi zmierzyć się z przykrymi tego konsekwencjami - nie dość, że traci cały swój majątek, to jeszcze popada w długi opiewające na kwotę kilkuset tysięcy złotych. Jedyne, co może zrobić w tej sytuacji, to sprzedać wszystko, co się da, aby wyjść na prostą. Na liście rzeczy do spieniężenia znajduje się również mieszkanie po zmarłej matce. Pojawia się jednak pewien problem: bez potwierdzonego notarialnie podpisu ojca Piotrek nie będzie mógł nic zrobić.

REKLAMA

Kolejny kłopot polega na tym, że mężczyzna po raz ostatni widział swojego ojca-Greka, kiedy był dzieckiem. Jorgos Wasilopoulos (Branko Djurić) po poważnej kłótni z żoną opuścił Polskę i wyjechał do Grecji. Od tej pory Piotrek nie chciał mieć z nim nic wspólnego, jednak teraz nie ma wyjścia - musi go odnaleźć, aby zdobyć jego podpis i sprzedać mieszkanie. W starym liście odnajduje adres Jorgosa i udaje się do Aten, aby spotkać się z ojcem i wraz z nim wrócić do Wałbrzycha. Nie zdaje sobie wówczas sprawy, że załatwienie formalności stanie się pretekstem do rozważań na temat jego relacji z ojcem. Ani że całą trasę z Grecji do Polski spędzi zamknięty w starym Polonezie wraz z Jorgosem.

Lachtara. Tęsknota - recenzja filmu od TVP

"Lachtara. Tęsknota" w reżyserii Sebastiana Chondrokostasa jest inspirowana osobistymi doświadczeniami filmowca. Da się to odczuć. Dzięki temu, że nad filmem sprawował pieczę ktoś, kto miał podobne doświadczenia, miałam wrażenie, że tę historię o prawdziwych ludziach opowiada mi dobry znajomy. Nie robił tego w taki sposób, który mógłby mnie przytłoczyć albo wprowadzić w zakłopotanie, bo nie wiedziałabym, jak odnieść się do tak poważnej sytuacji oprócz powiedzenia: "Przykro mi". Ten znajomy przybliża mi tę historię jak anegdotę - wspomina o zabawnych momentach, żartuje, ale nie pomija wzruszających i bolesnych chwil, które wydarzyły się podczas tej szalonej podróży. Chondrokostas odnalazł złoty środek w swojej produkcji, dzięki czemu ta produkcja zostanie ze mną na dłużej i już zdążyłam polecić ją mojemu znajomemu Grekowi, który mieszka w Polsce.

REKLAMA
Branko Djurić i Filip Pławiak. Kadr z filmu "Lachtara. Tęsknota"

Film jest również pretekstem do tego, aby opowiedzieć widzom nie tak dobrze znaną historię związaną z przyjmowaniem przez Polskę uchodźców z Grecji po wojnie domowej. Nie są to tematy aż tak dobrze znane Polakom, a za sprawą "Lachtary" mogą się na ten temat co nieco dowiedzieć. To tło historyczne świetnie działa, jeśli chodzi o budowanie postaci Jorgosa. Z jednej strony jest on cynicznym i sarkastycznym, a przy tym sympatycznym i wesołym człowiekiem, a z drugiej - zranioną jednostką, która zostawiła swoje serce w greckiej ojczyźnie. Jorgos maskuje ten ból za pomocą żartu, jednak kiedy przychodzi co do czego widać, jak bardzo cierpiał przez te wszystkie lata rozłąki z żoną i synem, nie mogąc jednocześnie zadomowić się we własnym kraju.

Pomimo tych zabawnych momentów, które sprawiły, że można było spuścić trochę powietrza i szczerze się śmiać, mam poczucie, że ta produkcja była niekompletna pod względem dbałości o szczegóły. Pojawia się jedna scena tankowania samochodu, jedna scena ze spożywaniem posiłku i jedna scena, kiedy bohaterowie śpią w innym miejscu niż auto. Brakowało mi momentów, w których byłoby widać, jak prowizorycznie odświeżają się przed dalszą drogą, myją zęby na poboczu czy jak ucinają sobie drzemkę w samochodzie. Ponadto żałowałam, że wątek z przypadkowo spotkaną na drodze Iranką Amirą (Sarina Farhadi) nie został lepiej rozwinięty. Przypuszczam, że obecność kobiety miała uwrażliwić Piotrka i wpłynąć na relację z ojcem (w pewnym momencie rzeczywiście musieli współpracować, aby pomóc Amirze), ale żałuję, że zakończyła się ona bez głębszego wyjaśnienia.

REKLAMA
Filip Pławiak i Sarina Farhadi. Kadr z filmu "Lachtara. Tęsknota"

Wobec filmu "Lachtara. Tęsknota" nie miałam w zasadzie żadnych oczekiwań, a wyszłam z kina z uśmiechem na twarzy. Mimo poważnej tematyki, produkcja zachowała lekki charakter, choć nie obyło się bez wzruszających momentów. Fabuła była wartka i interesująca, dzięki czemu - w połączeniu z zapierającymi dech w piersiach zdjęciami słonecznej Grecji - z łatwością można było się w tę historię zanurzyć. Każdy z bohaterów przeżył podczas tej podróży swoje oczyszczenie, a mimo to pozostał sobą, mierząc się z rozmaitymi wyzwaniami. Refleksje na temat tej niezwykłej drogi z Aten do Wałbrzycha zostały w mojej wyobraźni jeszcze długo po seansie, a wspomnienia niektórych scen do teraz wywołują na mojej twarzy uśmiech.

Obserwuj nas w Google Discover

Czytaj więcej w Spider's Web:

Anna Bortniak
Redaktor

Absolwentka studiów dziennikarskich. Robi to, co lubi, czyli pisze – o serialach i filmach. Miłośniczka kryminałów tych na ekranie i na papierze. W słuchawkach raczej rap, ale często też metal. Na co dzień poukładana, chociaż często zdarza jej się nabałaganić w słowach. Zakochana w Norwegii, dobrej, czarnej kawie i świeczkach z Pepco. Uwielbia rozmawiać i słuchać ludzi, dlatego marzy jej się napisanie reportażu, tylko jeszcze nie wie, o czym.

REKLAMA
REKLAMA