Łódź Summer Festival w tym roku udowodnił mi, że nawet za darmową imprezę trzeba zapłacić. Walutą jest czas i bezpieczeństwo. Ważąc na szali te dwie wartości oraz możliwość bezpłatnego uczestnictwa w koncertach wielkich gwiazd, zawsze przeważy mój komfort. Obrazki z tegorocznej imprezy jeszcze bardziej utwierdziły mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłam, nie decydując się na przyjazd do Łodzi.

Uczestnicy grzęznący w błocie po kolana, starcie z policją i stratowane ogrodzenia - tak rysuje się ciemna strona Łódź Summer Festival, a może raczej Łódź Summer Survival. Nagrania, które pojawiały się w trakcie wydarzenia, były piorunujące. Mogłabym się nawet pokusić o stwierdzenie, że nawet pierwsza edycja festiwalu, podczas której uczestnicy wchodzili na dach wieżowca na terenie budowy, nie odbiła się takich echem, jak to będzie w przypadku tegorocznej odsłony.
Biorąc pod uwagę doniesienia festiwalowiczów i obrazki z łódzkich błoni, które zamieniły się w jedno wielkie bagno, wniosków nasuwa się kilka. Jednym z najbardziej oczywistych jest ten, że impreza z tak wielkimi gwiazdami powinna po prostu być płatna. Wtedy wszystkim wyjdzie to na dobre.
Łódź Summer Festival czy może raczej Łódź Summer Survival?
Organizatorzy Łódź Summer Festval nie rozdrabniają się, jeśli chodzi o zapraszanie wielkich gwiazd. Headlinerami pierwszej edycji byli Franz Ferdinand i Tom Odell, a w kolejnych latach na festiwalu pojawili się tacy artyści jak Milky Chance, Placebo czy Louis Tomlinson. W tym roku na festiwal również zostały zaproszone gwiazdy światowego formatu, czyli Bastille, Timbaland i Sean Paul. Dodatkowo oprócz nich na scenie pojawili się popularni polscy raperzy - Mata i Bedoes - którzy w Polsce mają ogromny fanbase. Sporo osób widziało zatem okazję, by zobaczyć swoich idoli na żywo, i to za darmo. Dla mnie natomiast był to obraz rysującej się katastrofy.
Wiadomym było, że darmowy festiwal przyciągnie naprawdę wielu słuchaczy. Teren, choć jest ogromny - wiceprezydent Łodzi Tomasz Piotrowski porównał go do 56 boisk piłkarskich - może pomieścić ograniczoną liczbę osób. Piotrowski w wywiadzie dla serwisu TuLodz.pl przyznał, że impreza została zgłoszona na 150 tys. uczestników. Spekulował jednak, że przez 3 dni na terenie festiwalu może przewinąć się nawet milion osób. Biorąc pod uwagę, że tylko w koncercie Bedoesa wzięło udział 220 tys. festiwalowiczów, liczba ta jest bardzo prawdopodobna.
Łódź Summer Festival - jak wypadli?
Tłumy pod sceną nie są problemem. Kolejki do toalet, punktów gastronomicznych czy komunikacji miejskiej to coś, z czym festiwalowicze po prostu muszą się liczyć. Płacąc jednak za karnet na festiwal, np. na Open'era, wiem, że wszystko będzie zorganizowane, tak aby te chwilowe niedogodności zostały jak najlepiej rozwiązane. Nie trzeba było stać godzinami, aby skorzystać z toalety, a przez ilość food trucków kolejki były prędko rozładowywane. Byłam też pod ogromnym wrażeniem, jak sprawnie funkcjonowała komunikacja miejska. Z terenu Open'era co chwila kursowały darmowe autobusy, które zabierały nas do Gdyni, a stamtąd z łatwością można było dostać się pociągiem do Sopotu czy Gdańska.
Biorąc udział w festiwalu, trzeba mieć z tyłu głowy, że pogoda może pokrzyżować plany. W tym roku klątwa Open'era znów dała o sobie znać i na końcówce musieliśmy zmierzyć się z ulewnymi deszczami i przeszywającym wiatrem. To jednak wcale nie skreśliło całego dnia - można było bawić się pod sceną w płaszczu przeciwdeszczowym, usiąść na trybunach z parasolem, iść na koncert pod inne zadaszone sceny albo schować się w którejś ze stref. Deszcz nie doprowadził jednak do całkowitego paraliżu i zmiany terenu festiwalu w jedno wielkie błocko.
Podczas festiwalu uczestnicy dosłownie ugrzęźli w błocie. Wszystko przez teren, na którym odbywa się ŁSF. System melioracyjny na Łódzkich Błoniach miał zostać poddany remontowi, ponieważ w ostatnich pojawiły się problemy z wsiąkaniem wody w grunt, co z kolei skutkowało utrzymującymi się zastojami po intensywnych opadach - zauważa serwis Łódź.pl. Z artykułu, który pojawił się w marcu tego roku, dowiadujemy się, że prace miały zakończyć się przed rozpoczęciem festiwalowego sezonu. Wiadomo już, że modernizacja systemu odprowadzania wody nie zadziałała, a Łódzkie Błonia zamieniły się w Łódzkie Bagno.
Problemy z tłumami i bezpieczeństwem rozwiązałyby płatne bilety albo nawet darmowe wejściówki
Idea darmowego festiwalu jest szczytna - w końcu nie każdy może pozwolić sobie na bilet za co najmniej kilkaset złotych. Gdyby dołożyć do tego jeszcze koszty transportu i noclegu - a w tym czasie w Łodzi ceny pokoi gwałtownie poszybowały w górę - robi się całkiem niezła sumka. Problem polega na tym, że w line-upie znajdują się gwiazdy z mainstreamu, a harmonogram nie jest ułożony pod konkretnego słuchacza, jak np. na darmowym Pol'and'Rock Festival. W związku z tym liczba chętnych jest gigantyczna. Można to jednak rozwiązać.
Jeśli organizatorzy już chcą organizować darmowy festiwal, mogliby to zrobić przy pomocy darmowych wejściówek. Wielokrotnie spotkałam się z takim rozwiązaniem w przypadku rezerwowania biletu za darmo np. w muzeum czy choćby w przypadku nadchodzącej Panoramy 1670 we Wrocławiu. Organizatorzy wiedzą wówczas, ile dokładnie osób wejdzie na teren wydarzenia i nie muszą wzywać posiłków w postaci uzbrojonych policjantów, którzy muszą odpierać ataki rozwścieczonych uczestników, którym nie udało się wejść na teren ŁSF i tratowali bramki.
Uważam jednak, że wcale nie zaszkodziłaby nawet symboliczna opłata w postaci kilkudziesięciu złotych. Zawsze to już jakiś koszt, dzięki któremu można by usprawnić działanie toalet, food trucków czy komunikacji miejskiej. Pieniądze mogłyby zostać zainwestowane również w ochronę. Z relacji uczestników można wywnioskować, że na teren wnosili co popadnie, w tym również alkohol.

Łódź Summer Festival potrzebuje obostrzeń, bo w końcu może dojść do tragedii
ŁSF potrzebuje obostrzeń. W innym wypadku może dojść do tragedii, które już przecież w przeszłości występowały. Jednym z najsłynniejszych przypadków jest Roskilde Festival z 2000 roku, kiedy podczas koncertu Pearl Jam wskutek ścisku zginęło 9 osób. Nie tak dawno, bo w 2021 roku, podczas Astroworld Festival doszło do tragicznego w skutkach wybuchu paniki, który kosztował życie 10 osób. Imprezy masowe były, są i będą, ale na każdej z nich priorytetem powinno być bezpieczeństwo uczestników. Mówi się, że za darmo to uczciwa cena, ale czasem lepiej zapłacić i bawić się dobrze ze spokojną głową.
Czytaj więcej w Spider's Web:
Absolwentka studiów dziennikarskich. Robi to, co lubi, czyli pisze – o serialach i filmach. Miłośniczka kryminałów tych na ekranie i na papierze. W słuchawkach raczej rap, ale często też metal. Na co dzień poukładana, chociaż często zdarza jej się nabałaganić w słowach. Zakochana w Norwegii, dobrej, czarnej kawie i świeczkach z Pepco. Uwielbia rozmawiać i słuchać ludzi, dlatego marzy jej się napisanie reportażu, tylko jeszcze nie wie, o czym.