Cezary Pazura już po raz czwarty wystąpił w roli prowadzącego program "LOL: Kto się śmieje ostatni". Kto najbardziej zaskoczył go na przestrzeni wszystkich sezonów? Gospodarz formatu opowiedział nam o tym przy okazji premiery 4. sezonu.

"LOL: Kto się śmieje ostatni" to program na którym trudno powstrzymać się od śmiechu. Szczerzyć zęby mogą jednak tylko widzowie - osoby, które występują w formacie, czyli aktorzy, komicy, artyści czy celebryci, muszą zachować kamienną twarz. W związku z tym, kiedy uczestnicy pajacują i starają się rozbawić innych, a ci nie mogą nawet unieść kącika ust, "LOL" staje się jeszcze bardziej zabawny. Nad ekipą śmieszków czuwa Cezary Pazura, który od 4 sezonów pokazuje żółte i czerwone kartki. Udało nam się porozmawiać z gospodarzem "LOL-a" przy okazji premiery najnowszego sezonu.
LOL: Kto się śmieje ostatni - wywiad z Cezarym Pazurą
Anna Bortniak: Która edycja programu "LOL: Kto się śmieje ostatni" zapadła ci najbardziej w pamięć?
Cezary Pazura: W pamięci zawsze zostaje najbardziej pierwsza i ostatnia. Pierwsza - przez stres i emocje. Pamiętam moment, kiedy ruszyło nagranie: naciskam zielony przycisk, rozlega się sygnał, a uczestnicy przestają się śmiać i zaczynają ze sobą rozmawiać. I nagle słyszę jedną wielką kakofonię. Dziesięć osób mówi jednocześnie, do tego kilka monitorów - i nie wiesz, na co patrzeć. Tego nie da się nauczyć inaczej niż w praktyce. Myślałem, że zwariuję.
Na szczęście miałem wsparcie - tzw. "ucho", osobę, która wyławia najważniejsze momenty i podpowiada, co komentować. To ogromna pomoc. Do dziś z nią pracuję i bardzo jej za to dziękuję, bo z samych obrazów trudno się połapać. A najtrudniejsza jest pierwsza godzina. Kiedy uczestnicy zaczynają odpadać, łatwiej się skoncentrować, bo obserwujesz mniej osób.
Z każdą kolejną edycją było łatwiej?
Tak - i to na kilku poziomach. Po pierwsze, łatwiej było mi ogarniać to, co dzieje się na ekranach. Po drugie, przestałem się bać. A po trzecie, w końcu zacząłem się razem z nimi bawić. Na początku stres był tak duży, że żarty do mnie nie docierały. Zachowywałem się jak aktor w pracy - jestem skupiony, nie rozpraszam się, śmieję się tylko wtedy, kiedy trzeba. Dopiero od drugiego sezonu zacząłem się autentycznie śmiać i brać w tym udział świadomie.
Prowadzący ma jednak przewagę - może się roześmiać. A gdybyś był na planie jako uczestnik, myślisz, że dałbyś radę powstrzymać się od śmiechu?
Miałem tego przedsmak. W trzecim sezonie wszedłem jako gość - złotozębny kapitan robiący musztrę. I kiedy stanąłem oko w oko z finałową czwórką, zrozumiałem, że to jest poziom nie do pokonania. Całe życie byłem przyzwyczajony, że kiedy opowiadam żart, ludzie się śmieją. A tu wychodzisz, mówisz dowcip, robisz z siebie wariata, wygłupiasz się - i nic. Ściana. To jest naprawdę szokujące doświadczenie.
Czy był taki uczestnik, którego uważałeś za sztywniaka, ale ostatecznie okazał się być takim komediowym złotem?
Na pewno Andrzej Seweryn. Pan Andrzej Seweryn, pan dyrektor, który zawsze kojarzył mi się z bardzo poważną, wręcz monumentalną postacią. A tutaj okazało się, że ma ogromny luz, wdzięk i świetne poczucie humoru. To było dla mnie fantastyczne odkrycie.
A czy teraz, w 4. sezonie, pojawił się taki uczestnik, który cię bardzo zaskoczył?
Tak, ale powiem ci, że każdy mnie na swój sposób inaczej ciekawił. Naszym najnowszym odkryciem aktorskim jest Michał Sikorski, aktor z uwielbianego przez Polaków serialu "1670". Byłem bardzo ciekaw, jaki on jest w takich relacjach. Bo czym innym jest zagranie roli, a czym innym - nawiązanie relacji z innymi uczestnikami. I Michał rzeczywiście okazał się mistrzem, był wspaniały.
Słyszałeś ostatnio jakiś żart, który szczególnie cię rozbawił?
Widziałem mema, takiego na czasie teraz. Trzech mężczyzn: dwóch stoi, a trzeci na czworakach wymiotuje. Jeden stojący mówi: "Pił za państwowe", a drugi odpowiada: "Ale zwraca". W kontekście tego, co się dzieje w Polsce i dyskusji na temat tego, czy władzy wolno więcej, wydało mi się to bardzo zabawne.
My Polacy potrafimy mieć dystans do wszystkiego i za to ja kocham naszą publiczność. To też sprawia, że "LOL" w Polsce ma zupełnie inną skalę niż w innych krajach. Tam jest mniejszy kaliber, a u nas - armata. Mamy świetnych artystów: aktorów, youtuberów, kabareciarzy. I naprawdę zasłużyliśmy na ten format. Dlatego życzę "LOL-owi" jak najlepiej i mam nadzieję, że będę żył wiecznie i prowadził ten program jeszcze 100 lat.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Widziałam już 4. sezon LOL-a. Wiem, kto się śmieje ostatni - recenzja
- Jest zwiastun 4. sezonu LOL: Kto się śmieje ostatni. Popłaczesz się
- "LOL: Kto się śmieje ostatni" właśnie wrócił. I chyba wiem, dlaczego jest tak dobry - opinia
- Polski show komediowy Amazona wali żartami jak twój stary. Tylko śmieszniejszymi
- Amazon zrobił polski show komediowy, przy którym ubawisz się jak twój stary na "Śmiechu warte"
Absolwentka studiów dziennikarskich. Robi to, co lubi, czyli pisze – o serialach i filmach. Miłośniczka kryminałów tych na ekranie i na papierze. W słuchawkach raczej rap, ale często też metal. Na co dzień poukładana, chociaż często zdarza jej się nabałaganić w słowach. Zakochana w Norwegii, dobrej, czarnej kawie i świeczkach z Pepco. Uwielbia rozmawiać i słuchać ludzi, dlatego marzy jej się napisanie reportażu, tylko jeszcze nie wie, o czym.