REKLAMA

Szykujcie się. Wspaniały horror leci na HBO Max

Gdy HBO Max szykuje się do aktualizacji swojej oferty na nowy miesiąc, zwykle zwiastuje to nadejście wielu dobroci. Platforma nie rozczarowuje, a już w tym tygodniu w jej szeregach znajdzie się "Martwe zło: Ogień" - jeden z najlepszych horrorów tego roku.

martwe zlo ogien hbo
REKLAMA

Sam Raimi to jedna z najbardziej zasłużonych postaci kina, zwłaszcza tego spod znaku horroru. Twórca, choć ze stołka reżysera "Martwego zła" usunął się wiele lat temu, od wielu lat produkuje kolejne odsłony, pozwalając, by inni reżyserzy sprawdzili się w boju. Po Fede Alvarezie i Lee Croninie, kolejnym kandydatem okazał się Sebastian Vaniček. Jego zadanie do łatwych nie należało, bowiem wspomnieni panowie stworzyli naprawdę dobre filmy. Vaniček jednak słusznie uznał, że nie ma co popadać w kompleksy i sam dowiózł solidne oraz bardzo krwiste dzieło.

REKLAMA

Nowe Martwe zło za chwilę w HBO Max. Mam ciary na samą myśl

Alice (Souheila Yacoub) i Will (George Pullar) Price są małżeństwem. Zastajemy ich, gdy wraz z Thyą (Luciane Buchanan) i bratem mężczyzny, Josephem (Hunter Doohan) świętują urodziny tego ostatniego. Po kłótni pijany Will odjeżdża i niedługo potem ginie w wypadku samochodowym. Wówczas akcja przenosi się do zapuszczonego domu rodzinnego Price'ów, gdzie rodzina po pogrzebie z trudem zmaga się z tragedią. To jednak nie koniec ich horroru, bowiem bohaterowie stopniowo przeistaczają się w opętane, żądne krwi bestie. Dla Alice oznacza to desperacką walkę o przetrwanie.

"Martwe zło: Ogień" trafi do oferty HBO Max już w piątek, 2 października. Powiedzmy sobie szczerze: jeśli ktoś tego dnia zamarzy sobie obejrzeć horror, nie znajdzie lepszej propozycji. Twórcy filmu doskonale rozumieją prawidła serii i zdają sobie sprawę, że ich podstawowym zadaniem jest zrobić wszystko, by widz chciał zasłaniać oczy i jednocześnie na własnej skórze czuł to, co dzieje się na ekranie. Vaniček zaserwował nam - i nie, nie przesadzam - prawdopodobnie najmocniejszą wersję "Martwego zła" w historii. Reżyser nie bawi się w półśrodki, odpala wrotki na pełnej, i kiedy widz myśli, że tak daleko się nie posunie, on dokładnie tam się posuwa.

"Ogień" doskonale wykorzystuje wszystko, co jest pod ręką, by za pomocą tego zadać oraz od samego patrzenia wywołać ból. Do tego dochodzą jeszcze znakomite inscenizacje, w ramach których twórcy dbają o to, by maraton brutalności był pomysłowo i mocno pokazany. Zwłaszcza, że same postacie nie są zagrane nie wiadomo jak wybitnie - choć miło zobaczyć na wielkim ekranie takie postaci jak Luciane Buchanan ("Nocny agent") czy najlepiej sprawdzający się w swojej roli Hunter Doohan ("Wednesday"). Sama fabuła jest zupełnie wystarczająca, by kupić to, co się dzieje pomiędzy bohaterami. Od początku dostrzegamy mikronapięcia, a nawet jeśli scenariusz nie wszystko nam podaje wprost, to jako widzowie czujemy, że są tu emocje - najczęściej negatywne, pełne bolesnych, niewypowiedzianych pretensji. Idealne pole do działania dla demonów.

"Martwe zło: Ogień" to film, który udanie wpisuje się w klimat serii. Szanuje jej prawidła, bierze z nich to co dobre i obrabia na własną modłę. Fabuła mogłaby być bardziej dopracowana, jednak makabryczna, długotrwała rzeźnia, jaką serwuje Sebastian Vaniček, wiele wynagradza. Nie tyle, by uważać, że jest to produkcja lepsza niż "Przebudzenie", ale wystarczająco, by wyjść z kina z satysfakcją.

Obserwuj nas w Google Discover
REKLAMA

Czytaj więcej w Spider's Web:

REKLAMA
Adam Kudyba
Redaktor

W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.

REKLAMA
REKLAMA