REKLAMA

Prime Video dowiózł dobry film. Wzruszenie masz w kieszeni

Miłość niejedno ma imię, a obrazów uczuć malowanych przez twórców filmów - jeszcze więcej. Po długim czasie adaptowania różnej jakości książkowych romansideł, Prime Video postanowiło zrobić (zapewne) krótką przerwę i dostarczyć coś oryginalnego, przynajmniej na papierze. Zadbało również o to, by materiał zyskał twarz w postaci aktorów z absolutnej czołówki Hollywood. Czy to wystarczyło, by udanie zagrać na emocjach? Jeszcze jak!

OCENA :
8/10
milosc twojego zycia recenzja
REKLAMA

"Miłość twojego życia" na starcie miała spore wyzwanie. Nie oszukujmy się - od Prime Video rzadko kiedy, jeśli chodzi o kino romantyczne, dostajemy coś naprawdę pomysłowego, ambitnego i udanego. Algorytm chętniej karmi się tanimi, mentalnie wattpadowymi produktami, które po prostu mają zapełnić ofertę i podbić słupki, a nie zostać na dłużej w pamięci widza. Ostatnio jednak, przy okazji premiery "The Love Hypothesis", pojawiła się we mnie iskierka nadziei, że może jednak nie wszystko stracone, a dla serwisu pracują twórcy, którzy mają coś ciekawego do opowiedzenia. Jeśli chodzi o reżyserkę Rachel Morrison (będącą przede wszystkim operatorką, raz nawet nominowaną do Oscara), najnowszy film Prime Video jest dopiero jej drugą reżyserską przygodą w pełnometrażowym kinie, po dość średnio ocenionej "Dziewczynie na medal". W przypadku scenarzystki Julii Cox, największym dotychczasowym dokonaniem był bijący się niedawno o nagrody "Nyad". Na papierze zderzenie tych dwóch twórczyń (i Ryana Goslinga jako producenta!) powinno przynieść coś ciekawego. Rzeczywistość zweryfikowała tę koncepcję pozytywnie.

REKLAMA

Miłość twojego życia - recenzja. W pogoni za (nie)szczęściem

Maya (Margaret Qualley) to normalna dziewczyna, która na co dzień pracuje w szpitalu jako pielęgniarka. Pustka w jej życiu osobistym zostaje zapełniona niedługo po tym, gdy poznaje Charliego (Gabriel Basso) - naukowca, dobrodusznego nerda, który z czasem staje się jej najbliższą osobą. Relacja między zakochanymi kiełkuje, miłość rośnie, innymi słowy - jest pięknie i dobrze. Szczęście kończy się w momencie pandemii koronawirusa, kiedy po ciężkim przejściu choroby, ukochany Mayi umiera. Pogrążona w żałobie bohaterka zamyka za sobą sporo drzwi i decyduje się na ucieczkę w dalekie strony, jednak ból wcale nie przechodzi. Wkrótce w jej życiu pojawia się samotny ojciec, Felix (Aaron Pierre).

REKLAMA

Zapowiedzi sugerowały coś na zasadzie "główna bohaterka to zbuntowana dziewczyna, która uciekła przed światem i natyka się na różnych mężczyzn". To okazuje się sprytną zmyłką, bowiem film Morrison obiera zupełnie inny kierunek. Zanim zostaniemy sprowadzeni na tory czasu rzeczywistego, "Miłość twojego życia" poświęca wystarczająco dużo (na 106 minut metrażu) czasu, by zarysować nam, co sprawiło, że Maya znalazła się w obecnym miejscu. To dobrze, bowiem skoro mamy uwierzyć w bohaterkę poszukującą sensu życia na nowo, wiedza co ją do tego skłoniło, bywa pomocna. Nie zawsze jest konieczna, ale sposób, w jaki tutaj jest to pokazane, uwiarygadnia drogę Mayi.

Twórczynie pozwoliły widzom spędzić dużo czasu z główną bohaterką i Charliem, uwierzyć w łączącą ich wyjątkową więź, a zwłaszcza w ewolucję dziewczyny, która wraz z poznaniem chłopaka otworzyła się na ludzi, świat i to, czego dotychczas się bała lub nie chciała. Jedną z najlepszych wspólnych scen obojga jest ta z nocy poślubnej. Jest krótka, ale dzieje się w niej tak dużo - w ciągu kilku minut zupełnie rozumiemy, jak bardzo oboje się kochają oraz czują się przy sobie komfortowo - w "duchowym" i fizycznym znaczeniu.

REKLAMA
Margaret Qualley - kadr z filmu "Miłość twojego życia"

Sposób, w jaki "Miłość twojego życia" jest napisana, pozwala czytelnie spojrzeć na dwa różne aspekty miłości. 

Poprzez pierwszą połowę, poświęconą wspólnym życiu Mayi i Charliego, obserwujemy rozkwit pierwszej miłości, uczucia silnego, mającego specjalne miejsce w sercu i kluczowy wpływ na postrzeganie rzeczywistości. To właśnie ten pierwszy moment prawdziwego zakochania się potrafi trwale ukształtować, odkryć w sobie pewne rzeczy, przemodelować listę życiowych priorytetów, a także patrzeć na kolejne relacje przez pryzmat tego "pierwszego razu". Nie chodzi nawet o porównywanie 1:1, bardziej o to, czy można przeżyć coś podobnego więcej niż raz. O to, jak czasem trudno dać sobie szansę, by się o tym przekonać. I tu wkracza druga połowa tej historii w osobie Felixa, który, podobnie jak Charlie, w życiu Mayi pojawia się dość przypadkowo. Więź, która zaczyna ich łączyć, jest żywa, autentyczna, ale zyskuje dodatkowy wymiar w postaci nabytych wcześniej, traumatycznych życiowych doświadczeń.

Wówczas główna bohaterka staje przed nowym dylematem, szansą na ponowne emocjonalne zaangażowanie się w relację z mężczyzną. Na to, by przestać uciekać, znów się otworzyć na opcję zaznania szczęścia. Morrison i Cox za sprawą tego wątku zadają ważne pytanie o to, czy i jak można znów się skutecznie zakochać, wciąż mając w pamięci piękną i zakończoną tragicznie przeszłość. Twórczynie nieźle uchwycają to, w jaki sposób Maya stoi na życiowym rozdrożu pomiędzy perspektywą zatracenia się w bólu po stracie oraz znalezienia nowej drogi. Bohaterka ma w swoim sercu i pamięci Charliego, jest do niego przywiązana emocjonalnie już prawdopodobnie na zawsze, przez co jej lęk przed zaangażowaniem się w coś nowego, jest realny. Zdaje się, jakby składała się niemal w całości z poczucia winy i żalu, a także strachu przed rozdrapaniem i tak głębokiej rany.

REKLAMA
Aaron Pierre i Margaret Qualley - kadr z filmu "Miłość twojego życia"

Choć widz kibicuje szczęściu Mayi, z czasem dostrzega też rysy. Samotna podróż po odległej Lizbonie, jednonocne przygody, ponure życie z dnia na dzień, na swój sposób egoistyczna ucieczka przed najbliższymi - trudno uznać to za właściwy kierunek. Za sprawą "Miłości twojego życia", Morrison stara się wysyłać apel: "pamiętaj o tym, co odebrał ci los, ale ceń to, co masz lub możesz mieć". Wzywa do akceptacji żałoby oraz tego, by nie dać się jej zdefiniować. Zachęca do tego, by wykonać trudną pracę nad swoim życiem i tym samym walczyć o szanse na szczęście w przyszłości, pamiętając o przeszłości.

Niektórzy zapewne uznają, że "Miłość twojego życia" jest dość "płynącym" filmem, i to nie w tym dobrym sensie. Fakt faktem, że twórczynie nie wprowadzają tu zbyt wiele konfliktów, nie zaskakują wielkimi zwrotami akcji - po prostu pozwalają historii toczyć się swoim tempem. Doceniam ten kierunek zwłaszcza dlatego, że to właśnie te nadmiernie dramatyczne i wręcz nieprawdopodobne twisty często wydają mi się kluczem do porażki filmu, przedobrzeniem w wywoływaniu emocji. Tu jest inaczej - bohaterowie są co do zasady dobrymi ludźmi, a jakiekolwiek tarcia między nimi wypadają naturalnie, zarazem będąc drugim planem dla ciepła, dominującego ich relacje.

REKLAMA

Niezależnie od oceny samego scenariusza, "Miłość twojego życia" stoi przede wszystkim świetnym aktorstwem - każda z gwiazd stara się, by pokazać swoje zdolności jak najskuteczniej. Prym wiedzie będąca centralną postacią tego projektu Margaret Qualley, jedna z najlepszych urodzonych po 1990 roku aktorek na świecie. Choć przyzwyczaiła nas do bardziej mrocznych kreacji, tutaj na wierzch wychodzą przede wszystkim głębokie odczucia dalekiej od bycia kryształem Mayi - wątpliwości, szczęście, niszczący je ból i żal, próba przepracowania obydwu. Aktorka wydobywa z siebie gigantyczne pokłady wrażliwości, na jej twarzy maluje się każda, nie zawsze wypowiedziana, emocja. 

To świetna rola Qualley - najpełniejsza, najbardziej złożona, najciekawsza spośród wszystkich postaci w tym filmie.

Za ekranowych partnerów najczęściej służy aktorce duet dwóch zupełnie różnych prezencją i charyzmą kolegów po fachu. Gabriel Basso i Aaron Pierre nie dzielą ze sobą ekranu ani razu, ale bez fabularnej współpracy ich wątków "Miłość twojego życia" byłaby znacznie słabsza. W przypadku Basso mamy do czynienia z jedną z lepszych ról w jego karierze - jako Charlie ma naturalny, "chłopacki" wręcz wdzięk, śmiało wychodzi poza konwencję sztywnego akademika, świetnie sprawdza się w scenach dramatycznych i przeznaczonych do wzruszenia widza. 

REKLAMA
Gabriel Basso i Margaret Qualley - kadr z filmu "Miłość twojego życia"

Pierre zaś jest autentyczny w roztaczaniu aury czarującego faceta, przy którym łatwo o poczucie bezpieczeństwa, zbyt idealnego i ułożonego dla Mayi, która boi się wchodzić w cudze życie i je dodatkowo komplikować. Warto również wspomnieć o dwóch istotnych epizodach: uroczego Jasona, wrażliwie zagranego przez Patricka Schwarzeneggera, a także (a może zwłaszcza) Catherine Keener w roli matki Charliego, umieszczonej przez los pomiędzy rozpaczą po stracie a częściowym przepracowaniem zgryzoty. Scena jej konfrontacji z postacią Qualley to dowód na ogromną siłę powściągliwego aktorstwa. 

"Miłość twojego życia" raczej nie stanie się klasykiem podawanym za przykład dla przyszłych pokoleń, natomiast wypełnia swoje zadanie naprawdę dobrze. Rachel Morrison dostarczyła kino, które zagląda w głąb popękanej duszy, pozwala na zmierzenie się z bólem i zrozumienie go, jednocześnie dając nadzieję, że nie zatruje organizmu w całości. To barwna, fantastycznie zagrana, pozbawiona efekciarstwa, intymna opowieść o miłości, która nie zawsze ma szczęśliwe zakończenie, ale dopóki koncentrujemy się na dobru, które nam przyniosła, powinniśmy utrzymać się na powierzchni. 

REKLAMA

Film dostępny do obejrzenia na Prime Video.

Obserwuj nas w Google Discover
REKLAMA

Czytaj więcej na Spider's Web:

Adam Kudyba
Redaktor

W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.

REKLAMA
REKLAMA