REKLAMA

Najlepszy serial Netfliksa 2026 r. Na wschód od Edenu - recenzja

71 lat temu Elia Kazan wyreżyserował filmową adaptację jednej z najważniejszych powieści w historii literatury amerykańskiej. Teraz jego wnuczka, Zoe Kazan, przeniosła to samo dzieło na ekran znacznie wierniej, przekształcając je w siedem godzinnych epizodów serialu. Netflix może być dumny: twórczyni sprostała zadaniu. I dała gigantowi najlepszą produkcję, jaka w tym roku zadebiutowała pod jego szyldem.

OCENA :
8/10
na wschód od edenu serial
REKLAMA

„Na wschód od Edenu” Johna Steinbecka to monumentalna saga rodzinna, autobiografia przefiltrowana przez fikcję, podręcznik życia napisany dla synów, amerykańska przypowieść o wolnej woli, XX-wieczna wersja historii Kaina i Abla oraz - wreszcie - opowieść o odwiecznej walce dobra ze złem. Noblista opublikował ją w 1952 r. i przekonywał, że to jego najważniejsze dzieło. Odbiór - jak zawsze w przypadku jego prozy - był mieszany. Krytycy mieli powieści wiele do zarzucenia, a czytelnicy pozwolili się jej pochłonąć. Jej popularność przez kolejne dekady jedynie rosła. Aż trudno uwierzyć - wziąwszy pod uwagę status tego opasłego tomiska - że serial Netfliksa jest dopiero trzecią próbą przeniesienia całości na ekran. 

Akcja serialu - podobnie jak źródła - rozgrywa się przede wszystkim w kalifornijskiej dolinie Salinas, czyli miejscu, które Steinbeck znał z dzieciństwa. Historia obejmuje kilka pokoleń rodziny Trasków (pomija natomiast Hamiltonów); rozpoczyna się w drugiej połowie XIX wieku i prowadzi aż do okresu I wojny światowej.

Częścią rdzenia opowieści są bracia Adam (Christopher Abbott) i Charles (Mike Faist) Trask, a później synowie Adama - Aron (Joe Anders) i Cal (Joseph Zada). Schemat historii jest pozornie prosty, odtwarzany przez pokolenia: dobrzy i źli bracia, rywalizacja o miłość ojca, traumy, zazdrość i inne trudne, bolesne emocje oraz skutki, do których prowadzą. W centrum znajduje się też Cathy Ames (Florence Pugh), czyli kobieta, której obecność zmienia życie wszystkich wokół niej.

REKLAMA

Na wschód od Edenu - recenzja serialu Netfliksa

W przeciwieństwie do filmowej adaptacji z 1955 r., która skupiała się na węższej części powieści Steinbecka, serial Zoe Kazan próbuje objąć znacznie większy fragment oryginalnej historii. Fabuła rozciąga się na kolejne dekady, choć wątek rodziny Hamiltonów został usunięty. Dzięki temu największy ciężar opowieści spoczywa na Traskach i - rzecz jasna - Cathy.

Kazan poprzez historię Trasków powtarza po Steinbecku jedno z kluczowych pytań całej powieści: czy ludzie z natury są dobrzy albo źli, czy też mogą sami zdecydować, kim się staną? Czy człowiek może wyrwać się z narzuconej mu roli? Ostatecznie twórca odpowiada oczywiście twierdząco - grzech istnieje, twoje skłonności również, ale nie musisz być ich niewolnikiem. Serial w podobny sposób odpowiada na historię Kaina i Abla, jednocześnie czyniąc odpowiedź głębszą i bardziej wielowymiarową. Najbardziej widzimy to na przykładzie Cathy Ames, czyli postaci w książce najciekawszej, a zarazem - zdaniem wielu, w tym moim - najbardziej problematycznej. Steinbeck dość dosłownie czyni z niej potwora, a refleksja na jej temat, która pojawia się znacznie później, okazuje się rozczarowująco skromna. Serial próbuje spojrzeć na nią szerzej niż tylko jak na uosobienie zła.

na wschód od edenu netflix

Florence Pugh - jak można się było spodziewać - swoją interpretacją Cathy buduje najmocniejszą kreację w serialu. Czyni bohaterkę niepokojąco spokojną, jednocześnie pozwalając widzom dostrzec ból i traumy stojące za niektórymi z jej decyzji. Nigdy nie pozwala jednak, by Cathy stała się łatwa do odczytania i zrozumienia; ani ona, ani scenariusz nie przekształcają jej w ofiarę budzącą przede wszystkim współczucie, choć oczywiście pozwalają z nią czasem empatyzować - i właśnie to czyni ten występ tak fascynującym. W efekcie mamy do czynienia z postacią dalece bardziej interesującą, pełniejszą, złożoną, przekonującą niż w przypadku oryginału. I nie jest to jedyny taki przypadek: adaptacja daje bowiem wielu postaciom więcej przestrzeni, którą umiejętnie wykorzystuje.

REKLAMA

Pod względem wizualnym „Na wschód od Edenu” oferuje rozmach typowy dla dramatu kostiumowego. Serial poświęca sporo uwagi krajobrazom, domom i ich wnętrzom, jednocześnie utrzymując mroczniejszy ton wizualny, która dobrze współgra z opowiadaną historią. W amerykańskie plenery przełomu wieków wcieliły się inne odległe, a jednak doskonale nadające się do tego krajobrazy Nowej Zelandii. Patrzy się na to z przyjemnością.

Największą siłą produkcji pozostaje jej emocjonalny ciężar - dla współczesnego, bardziej wymagającego zarówno emocjonalnie, jak i intelektualnie widza, będzie intensywniejszy niż w przypadku lektury. Ta - choć wspaniała - już w czasie swej premiery wydawała się wielu przesadnie, czasem nieznośnie wręcz melodramatyczna i łopatologiczna. Kazan tonuje ją i wzbogaca o nowe odcienie, jednocześnie nie uciekając od esencji.

REKLAMA

Po adaptacji „Na wschód od Edenu” - nieśpiesznej, ciężkiej opowieści obejmującej pokolenia - chyba nikt nie spodziewał się przesadnie wartkiej akcji.

I w istocie - nie jest to szybki rodzinny dramat pełen wolt fabularnych. Serial interesuje się - słusznie - przede wszystkim trudnymi relacjami, przekazywanymi z pokolenia na pokolenie traumami, których wpływ na nas jest tu wreszcie skutecznie podkreślony, a wreszcie decyzjami, których konsekwencje kształtują kolejne generacje.

Kazan udało się zbilansować wierność oryginałowi z - moim zdaniem koniecznymi - zmianami, które okazały się dla serialowej wersji dobre, pozwoliły jej bowiem uwiarygodnić psychologię i charaktery. Jest to jednak adaptacja dość zachowawcza - widzowie oczekujący dezynwoltury czy odważnych trawestacji mogą czuć się rozczarowani.

„Na wschód od Edenu” - cóż za ulga - okazuje się serialem pięknym, wręcz poetyckim, i głęboko przemyślanym. Podobnie jak powieść, daje sobie czas. I podobnie jak ona, dobrze go wykorzystuje, kreśląc historię uniwersalną, niezmiennie bliską sercom, żywą. I wartą poznania.

Czytaj więcej o Netfliksie w Spider's Web:

REKLAMA
REKLAMA
Michał Jarecki
Redaktor

Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).

REKLAMA
REKLAMA