REKLAMA

Znamy najdroższy film wszech czasów. Kasa szczęścia nie daje

Wszyscy znamy przysłowie o tym, że pieniądze szczęścia nie dają, ale w przypadku branży filmowej należy dodać, że nie zawsze oznaczają sukces. Wielkie, rozbuchane budżety czasami okazują się pieniędzmi wyrzuconymi w błoto na film, który jakościowo nie jest wart nawet połowy. Ranking najdroższych filmów wszech czasów ma nowego lidera, który idealnie wpisuje się w powyższy opis.

najdrozszy film wszech czasow
REKLAMA

Ostatnie doniesienia z box office'u jasno zadają kłam tezom, że niskobudżetowe kino nie przynosi zysków. Kane Parsons, początkujący 21-letni filmowiec wywodzący się z YouTube, za 10 milionów zrobił horror, który na dzień dzisiejszy zarobił ponad ćwierć miliarda dolarów. Jeszcze większym osiągnięciem jest sytuacja "Obsesji" Curry'ego Barkera. Nikt chyba się nie spodziewał, że film zrobiony za ok. 750 tysięcy dolarów, przyniesie zysk rzędu 294,2 mln dolarów. To szalone kwoty, które udowadniają, że przy pomysłowości, dobrej kampanii i jakości twórczej, naprawdę da się osiągnąć wiele. Niby "Mandalorian i Grogu" zarobił w box office więcej, niż oba te filmy (317 mln), ale przy budżecie rzędu 165 milionów nie jest to osiągnięcie satysfakcjonujące.

REKLAMA

Najdroższy film wszech czasów znany. To fatalna produkcja z sagi o dinozaurach

Nie ma więc wątpliwości, że choć twierdzenie pt. "pieniądze nie mają znaczenia" jest błędne, to jednak widzowie ufają przede wszystkim swoim instynktom, nie chodzą wyłącznie na wysokobudżetowe kino, ufają, że mniejsze produkcje również mają wiele do zaoferowania. Dzięki temu takie produkcje jak "Obsesja" czy "Backrooms" (zaraz premiera w Polsce) dostają zastrzyk pieniędzy, o jakim żaden z twórców prawdopodobnie nigdy w życiu nie myślał.

Wróćmy jednak do tych filmów zrobionych za kosmiczne pieniądze. Portal Fortune w swoim najnowszym artykule ujawnił, że "Przebudzenie mocy", film z legendarnej serii "Gwiezdne wojny", stracił miano najdroższego filmu wszech czasów. Jego wynik - 638,9 mln dolarów - został przebity przez inną produkcję będącą częścią dużej franczyzy. Mowa tutaj o "Jurassic World: Dominion" - filmie z 2022 roku, de facto ostatniej części serii przed jej rebootem z 2025 roku.

"Dominion" przewyższył "Przebudzenie mocy" o niemałą kwotę - jego ostateczne koszty wyniosły 658,8 mln dolarów, a zatem 20 milionów więcej. Pierwszy z wymienionych wyjątkowy film z tego względu, że dokonał on swego rodzaju "multiwersum" - na wielkim ekranie zobaczyliśmy bowiem nie tylko bohaterów z serii "World" - Owena (Chris Pratt), Claire (Bryce Dallas Howard), ale również legendarne postacie, które po raz pierwszy zobaczyliśmy w spielbergowskim "Parku Jurajskim" dr Alana Granta (Sam Neill) i dr Ellie Sattler (Laura Dern).

Niestety, równocześnie jest to jedna z najgorszych, o ile nie najgorsza część całej serii. "Dominion" to dzieło wyprane z jakiejkolwiek ciekawej stawki, kreatywności, czy ciekawego aktorstwa (zwłaszcza w przypadku Bryce Dallas Howard), a dorzucenie do obsady Neilla i Dern to fanserwis, który realnie nie ma żadnego znaczenia dla fabuły. Widać, że w tym przypadku pieniądze wydane na ten zostały wyrzucone w ogromne błoto.

Warto jednak dla uczciwości zauważyć, że, jak przypomina portal, "Jurassic World: Dominion" zmagał się z wieloma problemami na etapie produkcji, i to niekoniecznie zależnymi od siebie. Film nakręcono bowiem w szczytowym momencie pandemii koronawirusa, co oznaczało m.in. wdrożenie kosztownych protokołów bezpieczeństwa, wielomiesięczne opóźnienia, wzrost kosztów na opłacanie studiów filmowych, sprzęt i wynagrodzenia dla pracowników.

REKLAMA

Czytaj więcej w Spider's Web:

REKLAMA
Adam Kudyba
Redaktor

W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA