Nowy film bije rekordy i tworzy historię. To jakiś absurd
Brzmi to absurdalnie, ale takie są fakty: prawie trzygodzinny dokument o Elizabeth Holmes jest obecnie filmem numer 1 w box office w USA. Gdybym nie wiedział, że cały ten hype wokół filmu jest w pełni zasłużony, wytrzeszczałbym oczy ze zdumienia.

„Zobaczysz wszystko” Lance’a Oppenheima i Nathana Fieldera zdetronizował „Street Fightera” zarówno w poniedziałek, jak i we wtorek, zarabiając odpowiednio 2,5 mln i 2,6 mln dol. W tym wypadku poczta pantoflowa okazała się nad wyraz skuteczna (i dobrze!) - podobnie jak miało to miejsce w przypadku „Obsesji” czy „Backrooms”, czyli innymi małymi tytułami, które odniosły wielki sukces. Dokument o Elizabeth Holmes (a tak naprawdę o czymś więcej) okazuje się zatem czymś wywrotowym nie tylko artystycznie, ale i komercyjnie.
I nie zapominajmy, że osiąga to wszystko, mając do dyspozycji zaledwie 855 kin. Wspomniany „Street Fighter” wyświetlany jest w ponad 3500 placówkach. Jeśli chodzi o przychody w przeliczeniu na jedno kino, to nawet nie ma czego porównywać.
Zobaczysz wszystko to absurd
O filmie było głośno już po premierowym weekendzie, kiedy to zarobił 15 mln dol., - a w całym kraju odbyło się wówczas ponad 2000 seansów z kompletem widzów. Wyniki z kolejnych dni tygodnia pokazują, że nie był to jednorazowy strzał ani efekt tego, że większość widzów wybrała się na film od razu po premierze. Tłumnie przychodzi na niego publiczność w wieku 18-34 lat, a potem poleca go znajomym, którzy przekazują tę rekomendację dalej. W przypadku dokumentu, którego budżet podobno nie przekroczył 7 mln dolarów? To jest wręcz niedorzeczny wynik.
W ten weekend A24 rozszerzy dystrybucję „Zobaczysz wszystko” do ponad 2500 kin. I spora szansa, że wskoczy na szczyt. Tak, wokół tego tytułu dzieje się coś naprawdę wyjątkowego - przypomnę, że pokazy przedpremierowe w Polsce zaliczają błyskawiczny „sold out”.

W gruncie rzeczy jesteśmy świadkami wydarzeń historycznych jeśli chodzi o kino. Studia wydające 200 mln dolarów na ekranizacje znanych marek powinny wyciągnąć z niej wnioski. A24 zmienia reguły gry, a rok 2026 staje się właśnie takim okresem, jakiego Hollywood rozpaczliwie potrzebowało.
Dodam, że 15,6 mln dol. w ograniczonej dystrybucji to i tak z najlepszych wyników otwarcia w historii dokumentów. Fielder ustanowił zresztą jeszcze bardziej niezwykły rekord: to jedyny film od 20 lat, który zajął pierwsze miejsce w amerykańskim box office, będąc wyświetlanym w mniej niż 1000 kinach.
Żeby znaleźć porównywalny przypadek, musimy cofnąć się do 2006 r. Wówczas podobnego wyczynu dokonał... „Borat” Sachy Barona Cohena, aktora określanego mianem prowokatora, który wygrał cały weekend w amerykańskim box office z wynikiem 23,9 mln dol., mimo że film wyświetlano w zaledwie 868 kinach.
Obraz można analizować również pod innymi względami. Pobił przecież rekordy ocen w serwisach Rotten Tomatoes, IMDb, Metacritic i Letterboxd. Zaczęły się już także dyskusje o nagrodach. Niektóre z najważniejszych branżowych mediów, w tym „Variety”, sugerują, że produkcja może otrzymać nominację do Oscara w kategorii najlepszy film - co byłoby pierwszym takim przypadkiem w historii, gdyż żaden dokument nie był dotąd nominowany w tej kategorii. Co więcej, zdaniem części komentatorów film ma nawet szansę wygrać.
Krytyk filmowy Owen Gleiberman napisał niedawno na łamach „Variety”:
Podobnie jak niegdyś „Pulp Fiction”, ten film zdaje się robić coś więcej niż tylko opowiadać historię - na nowo definiuje to, czym może być kino.
Wspaniały czas dla kinomanów.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Peter Jackson wreszcie wyjaśnia, co dalej z Władcą Pierścieni
- Zmiana godziny emisji serialu SOR. Nagła decyzja TVP
- Stallone wrócił, żeby uderzyć widzów w bebechy. Genialny serial stał się jeszcze lepszy
- Genialne sci-fi rozwala widzom mózgi. Wykopcie je z odmętów Netfliksa
- Przesuń się, Na dobre i na złe. TVP ma nowy medyczny hicior
Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).