REKLAMA

Nie jem mięsa od 7 lat, ale obejrzałam film Netfliksa. Niczego już dziś nie przełknę

W filmie dokumentalnym "Kurczak nasz powszedni: Fastfoodowy spisek" brytyjski komik Mo Gilligan przez niemal miesiąc na śniadanie, obiad i kolację wsuwa smażonego kurczaka z fast foodów. Mimo że rezultaty tego eksperymentu nie są odkrywcze, a sama produkcja skupia się bardziej na chciwych korporacjach niż na drastycznych obrazkach cierpiących zwierząt, to produkcja dołożyła cegiełkę do mojego przekonania, że z wegetarianizmu prędko nie zrezygnuję.

kurczak nasz powszedni fast foodowy spisek opinia film dokumentalny

Pijąc colę, nie myślimy o tym, ile jest w niej cukru; jedząc czipsy, nie zastanawiamy się, jak ogromne ilości tłuszczu pochłaniamy; a wsuwając kurczaki z fast foodowych restauracji, odsuwamy od siebie fakt, w jaki sposób mięso na tę przekąskę zostało pozyskane. Cóż, ja właściwie nie potrafiłam o tym nie myśleć i może dlatego około 7 lat nie jem mięsa. "Kurczak nasz powszedni" to kolejna produkcja, która uświadomiła mi, że, dopóki dobre wyniki badań mi na to pozwalają, nie zamierzam do tego prędko wracać.

Wcale nie trzeba oglądać słynnego dokumentu "Earthlings", by przestawić swoje myślenie. "Kurczak nasz powszedni" od Netfliksa, mimo że prawie w ogóle nie zawiera drastycznych scen i skupia się bardziej na wkładzie gigantów spożywczych w produkowanie mięsa z kurczaka oraz na konsekwencjach jedzenia niezdrowych posiłków, może być kolejną cegiełką, która wpłynie na wybory żywieniowe. Nie ma, co prawda, aż tak dużej siły przebicia, by sprawić, że po seansie sporo osób zrezygnuje z kupowania śmieciowego jedzenia, ale w pewnych aspektach daje do myślenia.

Kurczak nasz powszedni: Fast foodowy spisek - opinia o filmie dokumentalnym na Netflix

Mo Gilligan to brytyjski komik, który postanawia zrealizować eksperyment, aby przez 28 dni jeść tylko smażonego kurczaka. Przed rozpoczęciem tego testu przeprowadza wyniki badań, a następnie przystępuje do jedzenia. W międzyczasie prowadzi śledztwo w sprawie gigantycznych korporacji, które są odpowiedzialne za dystrybuowanie drobiu. Nie dość, że przemysłowa hodowla kurczaków prowadzi do zanieczyszczeń środowiska, to dodatkowo, zaopatrując fast foody w to mięso, przyczyniają się do epidemii otyłości.

Eksperyment Gilligana przeplatany jest rozmowami z lekarzami, psychologami, dziennikarzami i naukowcami, którzy tłumaczą, dlaczego jedzenie fast foodów prowadzi do pogorszenia zdrowia. Zahaczają również o związek KFC z niewolnictwem, pojęcia "pustyni żywieniowej" czy psychologii jedzenia. Wszystko to jest utrzymane w humorystycznym tonie, choć pojawiają się też poważne momenty, kiedy Gilligan dokumentuje również, jak przechodzi załamanie nerwowe lub rozmawia z zatrudnionym na czarno cudzoziemcem, który nie może złączyć palców u dłoni, ponieważ są już tak zniekształcone przez łapanie kurczaków i przerzucanie ich na przyczepę. Nie tysiąc, nie kilka tysięcy, a kilkadziesiąt tysięcy jednego dnia.

"Kurczak nasz powszedni" nie szokuje, ale brzydzi. Przynajmniej mnie. Nie odkrywa Ameryki, ale być może komuś utkwi w głowie nagranie, jak mężczyźni przedzierają się przez stado kurczaków, chwytają je za karki i rzucają do klatek. Wszystko w imię tego, by korporacje mnożyły swój majątek wart 250 mld dol. i dostarczały konsumentom jedzenie o smaku kurczaka, który został stworzony w taki sposób, by połaskotać mózgi i kubki smakowe ludzi, by jedli tę przekąskę na potęgę.

Im więcej takich produkcji oglądam, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że zrezygnowanie z jedzenia mięsa było najlepszą decyzją. Jasne, zwierzęta będą zabijane i jedzone przez ludzi, jesteśmy w końcu na szczycie łańcucha pokarmowego. Niektórzy, w związku ze zdrowotnymi problemami, nie mogą sobie pozwolić, by wykluczyć mięso ze swojej diety. Jednak filmy pokroju "Kurczaka naszego powszedniego" mogą uzmysłowić, że można wybierać mięso lepszego pochodzenia lub choć trochę je ograniczyć, aby zadbać o swoje zdrowie i środowisko. Lekka i humorystyczna forma dokumentu Netfliksa może gładko wprowadzić zainteresowanych widzów w ten temat. A później, w ramach terapii szokowej, pozostaje obejrzeć "Earthlings".

Czytaj więcej w Spider's Web:

Anna Bortniak
Redaktor

Absolwentka studiów dziennikarskich. Robi to, co lubi, czyli pisze – o serialach i filmach. Miłośniczka kryminałów tych na ekranie i na papierze. W słuchawkach raczej rap, ale często też metal. Na co dzień poukładana, chociaż często zdarza jej się nabałaganić w słowach. Zakochana w Norwegii, dobrej, czarnej kawie i świeczkach z Pepco. Uwielbia rozmawiać i słuchać ludzi, dlatego marzy jej się napisanie reportażu, tylko jeszcze nie wie, o czym.