W dzisiejszym kinie bywa tak, że niektóre tytuły ponoszą kinową klęskę, a na streamingu zyskują drugie życie. Tyczy się to między innymi "The Alto Knights", które na polskich wielkich ekranach nigdy nie zagościło, ale za to już na dwóch streamingach. Teraz skutecznie walczy o pozycję w czołówce najchętniej oglądanych filmów platformy.

Robert de Niro i Barry Levinson niejednokrotnie współpracowali razem. Na Netfliksie można zobaczyć jeden z owoców kooperacji tego duetu - "Uśpieni", w których De Niro wciela się w dobrego księdza, zmagającego się z moralnym dylematem związanym z jednym z jego najbliższych podopiecznych. Aktor ma jednak znacznie bogatszą filmografię - zasłynął m.in. z mocnych, intensywnych ról u Martina Scorsesego czy kreacji w gangsterskim gatunku. "The Alto Knights" próbuje być powrotem do tych korzeni, a jednocześnie swoistym podsumowaniem przestępczego życia, swego rodzaju spowiedzią, uwzględniającą wiele uczynionego zła.
The Alto Knights to hit Netfliksa. A wcześniej - HBO Max.
Centralnym bohaterem filmu jest Frank Costello (Robert De Niro) - człowiek instytucja w świecie przestępczym, "premier półświatka", którego rządy przyniosły prosperity zarówno jemu, jego środowisku, jak i przekupywanym lokalnym urzędnikom. Spokój i pokój jednak zostaje zaburzony, kiedy do Ameryki powraca Vito Genovese (Robert De Niro) - przyjaciel Costello z młodości, obecnie boss, który pragnie odzyskać dawną władzę, prestiż i nie cofnie się przed niczym, by to zrobić.
Czy "The Alto Knights" to film, który dorasta jakością do większości dzieł, w których wziął udział De Niro? Niekoniecznie. Czy Barry Levinson, legendarny reżyser, nakręcił filmy lepsze niż ten? Jeszcze jak. Widać tu w przypadku obu panów wielkie ambicje, by za sprawą bądź co bądź niecodziennego twórczo pomysłu, przenieść widza w lata 50., kiedy Ameryka jest krajem skażonym przez korupcję i w pewnym sensie zinfiltrowanym przez mafię. Nie ma tu wygładzania - ani Costello, ani Genovese, nie są tutaj symbolami walki "dobra ze złem". Obaj są umoczeni jak kalosze w wielkiej kałuży, a Levinson nas pod tym względem nie oszukuje.
Czy dziwi to, że "The Alto Knights" są wysoko w rankingu oglądalności Netfliksa? Niespecjalnie - tego typu "powroty do tamtych dni", nawiązania do złotej ery gangsterskiego kryminału, są - mówiąc językiem kapitalistycznym - łatwo sprzedawalnym towarem. A przynajmniej dla streamingowej publiczności, bowiem w amerykańskich kinach ten film poniósł dramatyczną klęskę - mając budżet rzędu 45-50 mln dolarów, nie zarobił nawet 10 mln w box office. Nie ma co owijać w bawełnę - to fatalne liczby.
Postanowiono więc, że "The Alto Knights" nie trafi do kin, a na streaming. W czerwcu ubiegłego roku wylądował na HBO Max, a teraz można go zobaczyć na Netfliksie. Film Levinsona jest aktualnie na 7. miejscu w zestawieniu najchętniej oglądanych filmów platformy. Niewykluczone, że jako, że jest wciąż dość świeżym w serwisie filmem, to jeszcze zamiesza w czołówce. Kłóciłbym się jednak, czy szanse na to są tak wysokie, jak chcieliby twórcy.
Więcej o Netfliksie poczytasz na Spider's Web:
- Netflix pokazał Scooby'ego-Doo z nowego serialu. Najsłodszy psiak
- Netflix pokazał nowości na czerwiec 2026. Tak to się robi
- Kolory zła. Czy przed Czernią trzeba obejrzeć Czerwień na Netfliksie?
- Ilu widzów zarywa nocki, żeby obejrzeć serial? Zaskakujące wyniki Netfliksa
- Netflix przedłuża swój hit. Akcyjniak z Ritschonem dostanie kontynuację



















