Już wkrótce światło dzienne ujrzy najnowszy film spod szyldu "Resident Evil". Odpowiada za niego jedna z najważniejszych postaci współczesnego horroru, czyli Zach Cregger. Reżyser ujawnił, że w trakcie kręcenia jednej ze scen prawie doszło do tragedii.

Zach Cregger to zdolny reżyser, który od kilku lat konsekwentnie udowadnia, że miejsce w panteonie twórców kina grozy mu się, cytując klasyka, po prostu należy. Zadebiutował w tej roli zaledwie 4 lata temu, nakręcił dwa genialne filmy ("Barbarzyńcy" i "Zniknięcia"), co wystarczyło, by uznać go za ważnego w gatunku gracza. Gdy wiele miesięcy temu ogłoszono, że to właśnie on ożywi na nowo "Resident Evil", było pewne, że nie będzie to tania, odtwórcza robota.
Austin Abrams mógł zginąć na planie. Te scenę widać w zwiastunie
Centralną postacią nowego "Resident Evil" jest Bryan (Austin Abrams), kurier medyczny, który jest w trakcie dostarczania przesyłki do szpitala Racoon City General. Rutynowa dostawa staje się jednak walką o przetrwanie, do której zmusza go wybuch epidemii i jej przerażające skutki. Jedna noc zmienia się w niezwykły, budzący grozę chaos.
Można powiedzieć, że Austin Abrams jest aktorem idealnie pasującym do filmowego image'u faceta, który się wpakował w fatalne kłopoty i próbuje im uciec. Grał tę rolę w "Samotnych wilkach" u Jona Wattsa, jego bohater w "Zniknięciach" pasuje dokładnie do tego samego opisu, nie mówiąc już o nadchodzącym "Whalefall", gdzie zagra człowiek szukającego swojego ojca i przez to - połkniętego przez wieloryba.
"Resident Evil" od Creggera zapowiada się jako coś zupełnie odmiennego od dotychczasowych filmów z serii, a jednocześnie zachowującego pewien szkielet. Jak ujawnia SlashFilm, reżyser, podczas jednego z Q&A podzielił się dość upiornym opisem pracy na planie. Jedna z kręconych scen mogła bowiem doprowadzić do tragedii. Mowa o momencie widocznym w zwiastunie, kiedy główny bohater ucieka przez ulicę, a obok niego spadają ludzkie ciała. Cregger mówi, że zanim nakręcili ten moment, zastanawiał się, jak wiarygodnie go zrealizować:
Na chwilę pojawia się [ta scena] w zwiastunie, ale [Abrams] biegnie ulicą, a na dachach budynków po obu stronach są zombie i wszyscy na niego skaczą. Musieliśmy więc zaprojektować coś, w czym on po prostu biegnie, a ciała spadają i wybuchają wokół niego. Wiedziałem, że nie chcę tego robić z efektami wizualnymi, bo czułem, że wyglądałoby to po prostu jak efekty wizualne. Pomyślałem więc: „Jak to zrobić, żeby wszystkie te eksplozje były prawdziwe?"
Jak nietrudno się domyślić, to właśnie próba doprowadzenia tej sceny do ładu okazała się zagrożeniem dla Austina Abramsa. Już same przygotowania były intensywne i wymagające - rolę ludzi spadających z wysokości "zagrały" ostatecznie 70-kilogramowe worki wielkości ludzkiego ciała wypełnione krwią. Jeden z nich miał spaść szczególnie blisko aktora. Reżyser nie owija w bawełnę i twierdzi wprost - gdyby Abrams zrobił fałszywy krok, mogłoby się to bardzo źle skończyć:
To by go zabiło. Gdyby był o krok w prawo, zginąłby. [To ujęcie] jest w filmie, więc cholernie warto. Byłem w szoku… To właśnie jest wspaniałe w kręceniu filmów – masz tę scenę, masz niesamowity pomysł w głowie, a potem wszyscy ci ludzie pomagają ci go zrealizować i uwiecznić na ekranie. I to jest prawdziwe poczucie pracy zespołowej i spełnienia. Jestem bardzo dumny z tego filmu. Czuję, że bardzo się rozwinąłem, kręcąc go, po prostu jako filmowiec.
Miejmy nadzieję, że Austin Abrams też się cieszy. Koniec końców, to on prawie oddał za ten film życie. Ekscytacja świeżym podejściem Creggera do "Resident Evil" jest jak najbardziej zasadna i już niebawem przekonamy się, "czy warto było szaleć tak". Znając reżysera, pewnie tak.
Premiera "Resident Evil" 18 września w polskich kinach.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- AI odtworzy seryjną morderczynię na potrzeby serialu. Twórcy przesuwają granice
- Polacy oglądają wielkie dzieło na Netfliksie. Mają gust
- Wielki zwrot akcji w Spider-Manie 4. Pojawienie się TEJ postaci miałoby sens
- Uwielbiana postać powróci do Star Wars. Nie tak to sobie wyobrażałem
- Sukces Odysei boli Muska. Chce dać Melowi Gibsonowi miliony
W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.