Pierwszą część serii (bo już możemy o niej mówić) obejrzałem lekko spóźniony, ale efekt był i tak zadowalający: otrzymałem wówczas angażujące, niezwykle stresujące survivalowe kino, a mój lęk wysokości tylko wzmocnił wrażenia, nawet mimo tego, że nie zdążyłem zobaczyć go na wielkim ekranie. Właśnie otrzymaliśmy "Nie patrz w dół 2", kontynuację, która - niestety - nie dorasta poziomem do poprzedniej odsłony.

Kinu takiemu jak w uniwersum "Nie patrz w dół" zwykle wybacza się ciut więcej. Głównie z racji tego, iż każdy dobrze wie, że fabuła jest tu pretekstem do tego, by w trakcie seansu nagminnie odczuwać przerażenie w związku z karkołomnymi, ekstremalnymi sytuacjami, w których znajdują się osoby będące głównymi bohaterami filmu. Scott Mann, reżyser "jedynki", wycofał się na miejsce współscenarzysty, ustępując miejsca braciom Michaelowi i Peterowi Spierigom - twórcom raczej mało anonimowym, bowiem odpowiadającym za solidne "Przeznaczenie", "Daybreakers - Świt", a także znacznie mniej udane "Winchester. Dom duchów" czy "Piła: Dziedzictwo". Do której grupy zapisało się "Nie patrz w dół 2"?
Nie patrz w dół 2 - recenzja filmu. Dramat na wysokości
Jax (Harriet Slater) to siostra youtuberki Shiloh, bohaterki poprzedniego filmu - tej, co zginęła, ale wcześniej zdążyła nagrać wideo, które uczyniło z niej de facto pośmiertną ikonę internetu. Będąca w żałobie dziewczyna spotyka się z Luce (Arsema Thomas), przyjaciółką zmarłej, w celu sprzedania jej samochodu należącego do siostry. Obie przeglądają dziennik Shiloh, w którym znajdują listę rzeczy i miejsc, które ta chciała zrobić lub zobaczyć. Mimo początkowego sceptycyzmu, Jax, główna bohaterka ostatecznie zgadza się na inicjatywę Luce, by dokończyć dzieło siostry - przejść kładką na górze Kwan. Nietrudno się spodziewać, że ich eskapada zmieni się w śmiertelnie niebezpieczną walkę o przetrwanie.
Oprócz stosunkowo obiecującego duetu reżyserów, "Nie patrz w dół 2" zaliczyło też pewien progres, jeśli chodzi o interesujące nazwiska w obsadzie. Nie nazwałbym ich może ekstraklasowymi, ale z pewnością takimi, które mają przed sobą przyszłość. Mowa tu przede wszystkim o głównych bohaterkach: Arsemie Thomas (znakomitej odtwórczyni roli młodej lady Danbury w "Królowej Charlotcie", spin-offie i zarazem prequelu "Bridgertonów") oraz Harriet Slater, która nowicjuszką nie jest, miała swoje upadki ("Tarot. Karta śmierci"), ale też wzloty ("Outlander: Krew z krwi"). Przy dobrych wiatrach ten film mógłby być dla nich platformą do jeszcze większego rozwoju karier, ale prawdę powiedziawszy, zamiast dobrych wiatrów dostaliśmy raczej nieśmiały podmuch.
Żeby było jasne - "Nie patrz w dół 2" daleko do tragedii, czy miana zupełnie aoglądalnego filmu. Niestety, jeszcze dalej do miana dobrego kawałka kina. Może lepiej zacząć od tego, co pozytywne, a są w tej produkcji takie rzeczy. Bracia Spierig zachowali to, czym ta seria stoi - umiejętność wzbudzania napięcia, autentycznego przerażenia, poczucia strachu o to, czym skończy się każdy, kolejny krok. Oczywiście, widz siedzący w fotelu ma łatwiej, niż Jax i Luce, ale ten aspekt filmu robi swoją robotę ponadprzeciętnie - zwłaszcza, gdy ktoś, tak jak ja, bardzo boi się wysokości. Podobało mi się chociażby to, że twórcy chętnie stosowali perspektywę tzw. POV.
To właśnie te momenty były najstraszniejsze: gdy tworzono iluzję że to, co my widzimy, widzi też bohaterka.
Nie nazwałbym jednak tego filmu popisem wirtuozerii technicznej - poza solidną muzyką, ani operatorsko, ani pod kątem montażu, nic się tu specjalnie nie wyróżnia. Jeśli chodzi o typowo fabularne aspekty, w zasadzie jest tylko jedna rzecz, którą da się wyraźniej pochwalić. "Nie patrz w dół 2" nie idzie w tym samym kierunku, co oryginał, obiera nieco inne ścieżki, ubogaca o tematykę kryminalną (średnio udanie) oraz zbyt krótką, a mającą potencjał, opowieść na temat mitologizowania sławnej osoby. Cieszę się, że postanowiono nieco urozmaicić całość, poszerzyć o pewne elementy, zamiast wybrać kopiowanie.

Dobrymi chęciami jest jednak piekło wybrukowane. A niestety, oglądanie posunięć bohaterek filmu, jest na to najlepszym dowodem. Poczynając od okrutnie naiwnego punktu wyjściowego w postaci bardzo krótko zarysowanej relacji ledwo znających się głównych bohaterek, przez fakt, że nie mają żadnego realnego doświadczenia w takich wycieczkach, kończąc na tym, że ich eskapada dotyczy nielegalnego szlaku, którym posługują się przemytnicy narkotyków, a służby raczej niechętnie tam zaglądają. Innymi słowy - ryzyko ekstremalne, szanse na ratunek w razie wypadku (co dosłownie spotkało Shiloh) praktycznie zerowe. Wydawałoby się, że doświadczenia rodzinne Jax sprawią, że ostatnie, co ona zrobi, to poleci do odległej Tajlandii z osobą, którą ledwo poznała, wespnie się na 1200 metrów i przejdzie po niestabilnych deskach w niesprzyjającej pogodzie. Tak myśleliście? No to źle myśleliście.
Jasne, "Nie patrz w dół 2" jest filmem, po którym raczej nie oczekuję 100% realizmu, ale ten film nie jest przecież o piratach z kosmosu, a o jak najbardziej ludzkich postaciach. Minimum logiki i ciągu przyczynowo-skutkowego by się zatem przydało. Niestety to nie ten adres - Jax i Luce w zasadzie ignorują wszystkie niebezpieczeństwa wokół swoich działań, a później zbierają tego żniwo. Nawet kluczowy dla ich relacji zwrot akcji w zasadzie nie wywołuje żadnych realnych skutków. Nawet pomimo nienajgorszego zarysowania charakterów bohaterek, nie da się im kibicować ani nawet jakkolwiek sympatyzować.
Naprawdę - "Nie patrz w dół 2" to ten przypadek, kiedy czeka się, aż dana postać zginie, ponosząc konsekwencje swojej głupoty.
To szczerze smutne, bo aktorki wcielające się w główne bohaterki, starają się jak mogą, by pośród kretynizmów, które serwuje nam scenariusz, dostrzec w Jax i Luce pełnokrwiste postacie. Harriet Slater wypadła bardzo porządnie w roli przeżywającej żałobę dziewczyny, która do samego końca nie jest przekonana czy dobrze robi. Choć teoretycznie to ona powinna być najbardziej zmotywowana, by uczcić los siostry, jest zupełnie inaczej i to udanie wynika z jej gry.
Podobnie jest z Arsemą Thomas - scenariusz jest jej wrogiem, czyniąc z Luce lekkomyślną (mówiąc delikatnie) bohaterkę, która działa na zasadzie "jakoś to będzie, damy radę, nie bądź miękka, pokonaj strach". Thomas aktorsko daje sobie radę jako postać, która ma w sobie więcej energii niż rozumu, a później całkiem wiarygodnie ujawnia swój osobisty dramat. Tom Brittney w roli Jona bez większego problemu wypełnia swoje zadanie - nie wychyla się nadmiernie i udaje mu się wykreować przystojnego, aczkolwiek mającego śliską aurę, przewodnika.

Już przy poprzednim filmie fabuła była największym wrogiem dla rozumu widza (choć i tak dało się ją kupić). Można było zatem oczekiwać, że "Nie patrz w dół 2" wyciągnie pewne wnioski pod tym względem. Niestety, jest zupełnie odwrotnie - pomimo udanego ogrania napięcia związanego z wysokością, na innych polach dzieło braci Spierig zawodzi i żenuje tym, w jak absurdalne rejony się zapędza. Może w trzeciej części, ktokolwiek ją stworzy, będzie pamiętał, że efektowność obrazu nie musi oznaczać, że dopisując do tego historię, trzeba robić z widzów idiotów.
"Nie patrz w dół 2" można już oglądać w kinach.
Czytaj więcej na Spider's Web:
- Nowy Matrix pod znakiem zapytania. Brakuje błogosławieństwa twórczyń
- Gal Gadot broni filmu, w którym jedyną prawdziwą rzeczą jest jej brak talentu
- Netflix robi film o Matthew Perrym. Kiedy premiera?
- Będę bronił Gwiazdozbioru Psa. Film Scotta nie jest tak zły, jak mówią
- Widziałem najgorętszy film roku. Dosłownie najgorętszy
W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.