"Nie życzcie mi powodzenia" to jeden z najcieplejszych komediodramatów w serwisie Netflix. Jego urzekająca i wrażliwa, a zarazem nieidealna bohaterka roztopiła moje serce.

Sunny Sandler, córka Adama Sandlera, zaliczyła już kilka występów. Ojciec z pewnością pomógł jej karierze w nabraniu rozpędu, dzięki czemu aktorka pojawiła się w takich produkcjach jak "Nie jesteś zaproszona na moją bat micwę" czy "Farciarz Gilmore 2", i to wystarczyło. Rolą w "Nie życzcie mi powodzenia" w reżyserii Julii Hart, Sandler udowodniła, że jedyne, czego jej było trzeba, to wiatr w żagle, a resztą zajmie się sama. Nowy komediodramat Netfliksa pokazał, że to niezwykle utalentowana aktorka, która w Hollywood z pewnością będzie iść po swoje.
Nie życzcie mi powodzenia - opinia o filmie w serwisie Netflix
W centrum fabuły znajduje się Sophie Birenbaum, wrażliwa dziewczyna, która właśnie zdobyła główną rolę szkolnym musicalu. Gra w nim wraz ze swoją najlepszą przyjaciółką, Carolyn (Scarlett Estevez) oraz Jackiem (Jack Champion), do którego skrycie wzdycha. Rola jej fikcyjnej bohaterki jest jednak niczym w porównaniu z tym, jaki scenariusz przygotowało dla niej prawdziwe życie. Elizabeth (Melanie Lynskey), mamy Sophie, ponownie mierzy się z diagnozą raka, który zaczyna postępować niebezpiecznie szybko.
Sophie znajduje się zatem w pełnej sprzeczności sytuacji. Szczęśliwa licealistka powinna korzystać z życia, ekscytować się nadchodzącym spektaklem i odczuwać motyle w brzuchu za sprawą uroczego chłopca, który jej się podoba, jednak w tym momencie jej życie jest bardziej gorzkie niż słodkie. Nie dość, że przechodzi w przyjaźni drobny kryzys, to w dodatku jej entuzjazm zostaje ostudzona przez chorobę mamy. Doprowadza to do tego, że bohaterka musi zasmakować tej nieprzyjemnej strony dorosłości i połączyć ją z ze swoją nastoletnią naturą. Zostało to w tym filmie pięknie pokazane.
Na szczególną uwagę zasługuje sposób, w jaki została zbudowana relacja dziewczyny z jej mamą. To obraz pełen ciepła, spokoju i miłości, który sprawia, że ma się ochotę przeniknąć przez ekran i przytulić obie te bohaterki. Wszystko w ryzach stara się trzymać kochający i wrażliwy ojciec. Piękny obraz, obok którego nie można przejść obojętnie. Wydaje mi się, że to przez tę normalność, która jest jednocześnie niezwykła, ale to właśnie takie proste rzeczy potrafią roztopić serce.
"Nie życzcie mi powodzenia" wygrywa swoją szczerością, wrażliwością i prostotą.
A także tym tym, że nie zamyka nastolatków w określonych schematach. Twórcy - Hart i jej mąż, a zarazem scenarzysta Jordan Horowitz - pokazali, że młodzi ludzie nie są czarno-biali i targają nimi różne uczucia. Czasem czują się jak dorośli, chcąc przejąć kontrolę nad swoim życiem, a niekiedy potrzebują, aby ktoś złapał je za rękę, przytulił i pokazał kierunek, w którym mają podążać. I to jest piękne.
Czytaj więcej w Spider's Web:
Absolwentka studiów dziennikarskich. Robi to, co lubi, czyli pisze – o serialach i filmach. Miłośniczka kryminałów tych na ekranie i na papierze. W słuchawkach raczej rap, ale często też metal. Na co dzień poukładana, chociaż często zdarza jej się nabałaganić w słowach. Zakochana w Norwegii, dobrej, czarnej kawie i świeczkach z Pepco. Uwielbia rozmawiać i słuchać ludzi, dlatego marzy jej się napisanie reportażu, tylko jeszcze nie wie, o czym.