Mówią, że komedie romantyczne umarły. To nieprawda, a przynajmniej nie do końca. Faktycznie: jeśli szukamy rom-komów w bardziej tradycyjnym wydaniu - takim w stylu przełomu wieków - możemy się rozczarować. Jasne, co pewien czas jakiś twórca decyduje się stworzyć produkcję czołobitnie hołdującą dawnym komediom o miłości, ale zazwyczaj, zamiast przyjemnej, wesołej laurki, wychodzą co najwyżej hallmarkowe, nieznośnie infantylne i płytkie bebłoty.

Znacznie lepiej maja się natomiast rom-komy nieco odbijające od tradycji, choć wciąż z nią flirtujące. Nie powstaje ich zbyt wiele, ale statystycznie częściej okazują się udane (choć niedoskonałe), jak choćby „Niedobrani”, „Rye Lane”, „Palm Springs”, „Jestem twoim człowiekiem”, „Juliet, Naked”, „Lovebirds”, „Sparowani” czy genialna „Kolacja po amerykańsku”. Dwa lata temu do tego panteonu dołączyła „Niedobrana panna młoda” - słodko-gorzka, niecodzienna komedia o miłości, stracie i żałobie, ze świetnym duetem złożonym z bezkompromisowej irlandzkiej komiczki, Aisling Bea i córką Carrie Fisher, Billie Lourd.
Fabuła tego opartego na dość osobliwym pomyśle brytyjskiego rom-comu opiera się na 200-letnim prawie, które rzekomo pozwala poślubić zmarłą osobę. Jak słyszymy w filmie, zostało ono wprowadzone podczas wojen napoleońskich, aby umożliwić kobietom poślubienie ukochanych, którzy zginęli na polu bitwy. Istnieje nawet określenie na taki związek: nekrogamia.
Fabuła skupia się na Gemmie, projektantce graficznej, której narzeczony Nathan niespodziewanie umiera tuż przed ich ślubem. Kobieta, pogrążona w żałobie i przekonana, że Nathan naprawdę chciał ją poślubić, postanawia mimo wszystko doprowadzić do ceremonii. Gemma musi więc zmierzyć się nie tylko z prawem, ale też z rodziną, przyjaciółmi i własnymi wątpliwościami. W tej sytuacji niespodziewaną sojuszniczką staje się Audrey, siostra Nathana, która przyjeżdża do Londynu na planowany ślub.
Niedoszła panna młoda - co obejrzeć w serwisie streamingowym CANAL+?
Największą siłą filmu jest niewątpliwie obsada. Bea jest niedorzecznie zabawna w swojej roli. Ktoś kiedyś słusznie zauważył, że gdy wielkie hollywoodzkie gwiazdy wcielają się w „przeciętniaków”, ich występy nieraz sprawiają wrażenie, jakby mieszkaniec Olimpu próbował udawać zwykłego śmiertelnika. Tymczasem komiczka w roli Gemmy jest zarazem autentyczna, zadziorna, sarkastyczna, a jednocześnie przesympatyczna i śmieszna (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Przy tym wszystkim nieustannie czuć, że mierzy się z wielkim poczuciem winy. Otóż Nathan był romantykiem, a ona nigdy tak naprawdę nie wierzyła w małżeństwo. Teraz, pogrążona w żałobie, postanawia udowodnić, że naprawdę jej na tym zależało.
Owszem, tytuł korzysta z klisz kilku klasyków gatunku i jasne, bywa przez to schematyczna i nie wszystko w niej dostaje satysfakcjonującą puentę. Mimo tego potrafi jednak potrafi spełnić zadanie należące do wzorowych rom-komów: rozbawić i poruszyć. Opowiada o żałobie, głębokiej międzyludzkiej więzi i próbie poradzenia sobie ze stratą; inteligentnie wykorzystuje absurdalny pomysł ślubu ze zmarłym, żeby opowiedzieć o tym, jak różni ludzie reagują na śmierć bliskiej osoby.
Ta historia ma serce, jest pełna szczerych emocji i najprawdziwszego bólu, ale też niegłupiego humoru - i prowadzi do odpowiednio efektownego finału. Słowem: wszystko jest tu na swoim miejscu. Świetna opcja na weekendowy, jesienny wieczór.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- W kinach starocie, a bilety drożeją. Ten rok to odgrzewany kotlet
- Kim był Ted Kaczynski? Unabomber nagle stał się popularny
- Nie zgadniesz, na której postaci skupi się Avengers Doomsday. Marvel potwierdza
- Unabomber od Netfliksa to marnotrawstwo. Recenzja filmu
- HBO Max z rękawa wyciągnęło najlepszą komedię jesieni. Serial-złoto
Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).