REKLAMA

W kinach starocie, a bilety drożeją. Ten rok to odgrzewany kotlet

Na ekrany wraca „Avengers: Koniec gry” w wersji „Encore”, a ja przewracam oczami. Jak ta biedna X muza ma przeżyć, skoro w kinach puszczają same starocie? Hitów pokroju „Obsesji” jest jak na lekarstwo.

W kinach starocie, a bilety drożeją. Ten rok to odgrzewany kotlet
REKLAMA

Niewiele brakowało, a stracilibyśmy kina już kilka lat temu, gdy globalna zaraza uwięziła nas w domach. Dopiero wtedy tak naprawdę odkryliśmy jako społeczeństwo serwisy streamingowe, ale te nam się już przejadły. Co prawda po tym, jak nas wypuścili na dwór, czy tam na pole, X muza złapała nieco wiatru w żagle, ale znów nie jest najlepiej. Obawiam się, że jak tak dalej pójdzie i z obecnego marazmu się nie otrząśnie, to ją w końcu pochowamy.

REKLAMA

Kino w 2026 roku jest festiwalem odgrzewanych kotletów

Disney miał plan, z gatunku tych sprytnych: skoro na kontynuację „Avengers: Koniec gry” w postaci „Avengers: Doomsday” czekaliśmy parę lat, to pewnie mało kto już pamięta oryginalny film. Dlatego, zamiast zachęcać do oglądania go w serwisie Disney+, Marvel Studios dodało parę scen na krzyż i ponownie wypuściło do kin (i zarobi na tym pewnie więcej niż kręcąc coś od zera…).

I tak jak wiem, że sam dam się złapać na tę przynętę i kupię bilet, tak problem w tym, że przypadek Marvela nie jest odosobnioną fanaberią Disneya, tylko obrazem naszej nowej rzeczywistości. No i zapowiedź „Avengers: Endgame Encore”, gdyż taki tytuł dostała ta reedycja, była dla mnie jak kubeł zimnej wody na głowę. Zdałem sobie sprawę z czegoś, co mej świadomości dotychczas umykało…

Zacząłem zwracać uwagę na to, że co drugi post w mediach społecznościowych pochodzący z profilu sieci kin, na jaki teraz trafiam, informuje o tym, iż po raz kolejny będziemy mogli obejrzeć którąś część „Władcy Pierścieni”, „Harry’ego Pottera” lub inny tego typu szlagier. O nowościach jest tak jakby ciszej, ale jak patrzę na zbiorcze zapowiedzi premier, to nic dziwnego.

REKLAMA

Jak ktoś idzie na film, a nie tylko do kina, to ma problem!

Na przestrzeni ostatnich paru miesięcy postanowiłem częściej chodzić do kina, w tym z małżonką, ale pojawił się zgrzyt. Jestem już nerdem starej daty, więc nawet w trakcie randki to właśnie film jest główną atrakcją, a nie ciemna i prawie pusta sala w towarzystwie ukochanej. No i mamy ambaras, bo bywały weekendy, gdy w kinach nie było dokumentnie nic, co mogłoby nas zaciekawić.

REKLAMA

Odhaczyłem co prawda „Obsesję”, „Backrooms”, „Odyseję” i parę blockbusterów na motywach komiksów, ale poza tym - no, jest posucha. Problem trapiący Hollywood widać zresztą w wynikach box office, bo poza w./w. rodzynkami, które często pompowane są przez wytwórnie ponad miarę, naprawdę mało co jest w stanie się za sprawą poczty pantoflowej przebić na tyle, by wbić się w zeitgeist.

Nie dziwię się przy tym kinom, że hołdują podejściu, iż najlepsze są te piosenki, które już dobrze znamy, tak samo jak i widzom, gdy wybierają się na te seanse. Wyjście do kina to współcześnie spore obciążenie dla rodzinnego portfela, zwłaszcza jeśli ktoś chce zabrać dzieciaki i kupuje przekąski. Zamiast kota w worku lepiej wybrać tytuł dający nam pewność, że dowiezie.

REKLAMA

Czuję się jak bohater memów z serii „który mamy rok!?”

Cinema City i Multikino organizowały pierwsze maratony „Władcy Pierścieni” już w styczniu, a w maju Helios w ramach akcji RePlay zaliczyliśmy nomen omen „Powrót do przyszłości”. W czerwcu zapraszano nas na „Pianistę”, lipiec był czasem „Requiem dla snu”, a w sierpniu na ekrany trafili „Harry Potter” i „Piraci z Karaibów”. We wrześniu mamy z kolei „Zmierzch” oraz… „Piratów z Karaibów”. Ponownie.

REKLAMA

To tylko wybrane przykłady, bo tego typu akcji jest więcej. No i nie zrozumcie mnie źle, to wszystko świetne produkcje i super, że nowe pokolenie widzów może je zobaczyć na dużym ekranie. Ba, sam często do nich wracam! Jestem po prostu złakniony czegoś nowego, świeżego. Niestety niszowe produkcje mają zbyt małe budżety na marketing, by się przebić, a to tylko tę spiralę nakręca.

Na domiar złego seriale w serwisach streamingowych, które parę lat temu były miłą odskocznią, w większości klepane są dziś po kosztach i na jedno kopyto (a filmy omijające kina od zawsze były w lwiej części paździerzami, więc o nich to nawet szkoda gadać). Zaczynam tęsknić nawet za sequelami, prequelami, side-quelami, requelami i innymi spin-offami, bo nawet tych mamy coraz mniej…

REKLAMA

A o tym, że często zawodzą nas kultowi reżyserowie, to już w ogóle szkoda gadać

Nie wiem, czy kiedykolwiek wyszedłem z kina aż tak rozczarowany, jak po tegorocznym „Dniu objawienia” od Stevena Spielberga. I kiedy sobie teraz o tym przypominam, to weekend z „Avengers: Endgame Encore” w sumie nie brzmi jednak aż tak źle…

PS W przypadku gier wideo nie jest lepiej, bo ledwie co odhaczyliśmy dodatki do „Diablo” i „Dooma”, a w tym miesiącu emocjonujemy się nadchodzącą reedycją „Wiedźmina”. Przed końcem roku wychodzi z kolei nowe „GTA”, a do tego stawiam dolary przeciwko orzechom, że ktoś właśnie znowu ściąga sobie „Heroesów”

REKLAMA
Piotr Grabiec
Redaktor

Dziennikarz działu technologie, w Grupie Spider’s Web od 2012 r. Ekspert w tematyce Apple'a, który w swoich tekstach skupia się również na telekomunikacji i grach wideo. Jest też felietonistą działu Spider's Web Rozrywka, gdzie prowadzi cykl #Nerdcorner poświęcony komiksom, superbohaterom, Gwiezdnym wojnom i wszystkiemu innemu, co geekowe. Jako nastolatek pisał do czasopisma Bike Action i administrował jego forum, a w latach 2011-2016 współpracował z IDG Poland przy magazynie PC World. Odwiedza najważniejsze branżowe targi na całym świecie, wizytuje plany zdjęciowe i pojawia się jako ekspert w telewizji oraz w radiu. W wolnym czasie jeździ na rowerze i łapie Pokemony, a w sieci używa nicka pgkrzywy.

REKLAMA
REKLAMA