REKLAMA

To miał być Biały Lotos od Netfliksa. Kto jeszcze dał się nabrać?

Serial "Oaza" z jakiegoś powodu porównywany jest do "Białego Lotosu". Nie dajcie się nabrać - produkcja Netfliksa z nagradzaną Emmy produkcją nie ma zbyt wiele wspólnego.

OCENA :
4/10
oaza opinia serial netflix
REKLAMA

"Oazy" nie dałoby się co prawda pomylić z "Białym Lotosem", lecz trzeba przyznać, że jej fabuła jest zbliżona do cenionego serialu Mike'a White'a. W centrum wydarzeń znajdują się bowiem zamożni bohaterowie, których wypoczynek w tytułowym luksusowym kurorcie zostaje zakłócony przez szokującą zbrodnię. Sprawia ona, że każdy staje się podejrzany. Rozgrywające się w tle wydarzenia z młodymi gośćmi i pracownikami hotelu sprawiają jednak, że serial Netfliksa traci klasę i bardziej, niż "Biały Lotos", przypomina "Szkołę dla elity".

REKLAMA

Oaza - recenzja serialu na Netflix

Do Oazy przybywa Dani (Tomy Aguilera) oraz jego przyrodnia siostra Sofia (Ada Molina) wraz z rodzicami. Chłopakowi prędko wpada w oko Celia (Victoria Kantch), jedna z pracownic hotelu, z którą nawiązuje zakazaną relację. Pracownicy i goście nie mogą się bowiem ze sobą spoufalać. To właśnie dlatego Dani angażuje się w pomoc przyjaciółce Celii, Helenie (Ana Garcés), która pewnego dnia znika z ośrodka, a gdy się odnajduje, jest całkowicie zdezorientowana - nie pamięta, kto ją porwał, ani co wydarzyło się w czasie, gdy była nieprzytomna. Podczas prywatnego śledztwa nastolatków dochodzi do kolejnego zaginięcia - tym razem jego ofiarą pada Celia. Dochodzi do niego dwie doby po przyjeździe Daniego i jego rodziny.

Na wieść o zniknięciu pracownicy, główna inspektor (Verónica Sánchez) zamyka hotel i rozpoczynają się poszukiwania Celii. Dani i Helena nie wierzą jednak, że policja jest w stanie odnaleźć ich przyjaciółkę, dlatego rozpoczynają własne śledztwo. Już samo to, że para nastolatków twierdzi, że władze nie dadzą sobie rady z odnalezieniem dziewczyny, jest dosyć abstrakcyjne. Mimo to jest to najciekawszy wątek serialu Netfliksa. Dzięki temu, że sceny z udziałem Daniego i Heleny przeplatane są nagraniami z kamer, atmosfera robi się gęstsza, a napięcie rośnie - ktoś w końcu może obserwować bohaterów za pośrednictwem monitoringu i jest to ekscytująca tajemnica.

Gdyby ten wątek był bardziej eksplorowany, "Oaza" byłaby do zjedzenia. Ramón Campos i Jon de la Cuesta, twórcy serialu, postanowili jednak "wzbogacić" serial o zapychacze, które są powtórką z rozrywki. Na pierwszym planie pojawia się zbudowany na stereotypach konflikt między biednymi pracownikami i bogatymi gośćmi hotelu. Ci pierwsi harują jak woły, aby zapłacić za swoje studia, albo utrzymują się z handlu narkotykami i wchodzą w seksualne relacje z bananowymi dzieciakami. Ci drudzy uważają, że wszystko im się należy, zupełnie bez sensu atakują pracowników hotelu i patrzą na nich z góry. To schemat dobrze znany, który został już wyeksplorowany na wszystkie możliwe strony. Naprawdę potrzeba nam kolejnego takiego samego serialu?

"Oaza" to niestety żaden "Biały Lotos" - to kolejna przewidywalna produkcja, która karmi widza tanimi chwytami i jedyne, co może zaoferować, to nutkę tajemnicy. Trudno jest się w nią zagłębić, ponieważ prym wiodą płaskie postaci i bohaterowie, którzy są w stanie albo imprezować, albo narzekać na swój status społeczny, albo gnębić innych, albo wikłać się w zakazane romantyczne relacje. Absurdalne rozwiązania fabularne wcale nie pomagają. Netflix miał złote strzały, jeśli chodzi o produkcje dla młodzieży, ale "Oaza" nie jest tą produkcją, na którą warto poświęcić swój czas.

REKLAMA

Czytaj więcej w Spider's Web:

REKLAMA
Anna Bortniak
Redaktor

Absolwentka studiów dziennikarskich. Robi to, co lubi, czyli pisze – o serialach i filmach. Miłośniczka kryminałów tych na ekranie i na papierze. W słuchawkach raczej rap, ale często też metal. Na co dzień poukładana, chociaż często zdarza jej się nabałaganić w słowach. Zakochana w Norwegii, dobrej, czarnej kawie i świeczkach z Pepco. Uwielbia rozmawiać i słuchać ludzi, dlatego marzy jej się napisanie reportażu, tylko jeszcze nie wie, o czym.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA