REKLAMA

Youtuberzy zawstydzają Hollywood. Ich horrory przebijają blockbustery

W samych swych początkach YouTube jawił się zagrożeniem dla kin. Z czasem Hollywood nauczyło się żyć z nim w zgodzie, a nawet wykorzystywać do własnych celów. Aż w końcu wszystko stanęło na głowie. Bo teraz to youtuberzy zawstydzają wielkie studia. Z groszowymi budżetami robią horrory, które zarabiają więcej niż nowe "Gwiezdne wojny".

horrory youtube obsesja backrooms co obejrzeć
REKLAMA

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że w Hollywood wszystko po staremu. W tegorocznym box offisie króluje bowiem sequel, który jest jednocześnie częścią ogromnej popkulturowej franczyzy. Ale to nie jest business as usual. "Super Mario Galaxy Film" zarobił ponad miliard dolarów, ale kosztował 110 mln. Zebrał więc niecałą dziesięciokrotność swojego budżetu. Z dumą więc z nieco dalszego miejsca topki najbardziej kasowych filmów ostatnich miesięcy może na animację spoglądać "Obsesja". Została zrealizowana za 750 tys., a na jej koncie widnieje już ponad 333 mln. Tym samym udało jej się przebić własny budżet jakieś 444 razy. Czy to jest przebitka, która skłoni duże wytwórnie do wprowadzenia zmian w swoim biznesplanie?

Niekoniecznie. Aczkolwiek trudno dalej ignorować takie wyniki tanich produkcji. Bo jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale "Obsesja" nie jest jedynym zrobionym przez youtubera horrorem, który przebojem wdarł się do topki 10 najbardziej kasowych filmów 2026 roku. Dwa miejsca za filmem Curry'ego Barkera znalazło się "Backrooms". 20-letni Kane Parsons zrobił je za 10 mln. Niby dużo, ale dla wielkich wytwórni to wciąż drobne. Produkcja, która kosztowała zapewne mniej niż kawa dla ekipy na planie nowych "Avengersów" zarobiła ponad 300 mln, niemal tyle, co "Gwiezdne wojny: Mandalorian i Grogu". Tym samym zawstydzanie Hollywood tanimi tytułami stało się najnowszym trendem wśród youtuberów.

REKLAMA

Youtuberzy vs. Hollywood

To nie jest na pewno takie świeże zjawisko. Ani Barker, ani Parsons nie przecierają szlaków swoim kolegom z internetowej platformy. Jeszcze w 2016 roku zrobił to David F. Sandberg, którego krótki metraż stał się takim viralowym hitem, że na jego podstawie szwedzki twórca mógł zrealizować pełnoprawny film. Zrobione za 5 mln "Kiedy gasną światła" dostało spore studyjne wsparcie i zarobiło wystarczająco, żeby Warner Bros. zechciało kontynuować współpracę z youtuberem. Najpierw wytwórnia postawiła go za kamerą "Annabelle: Narodzin zła", a potem dwóch części "Shazama!". Toż to amerykański sen w najczystszej postaci: Sandberg przeszedł drogę od twórcy youtube'owych krótkometrażówek do reżysera wysokobudżetowych hollywoodzkich widowisk.

Historia Sandberga pozostaje na razie wyjątkiem niż regułą, bo Hollywood nie zaczęło przeglądać YouTube'a w poszukiwaniu kolejnych talentów. Ceni bowiem profesjonalizm i ufa twórcom, którzy już udowodnili swoją wartość w klasycznym systemie rynkowym. Dlatego duża wytwórnia może wyłożyć 90 mln na "Grzeszników", bo za ich kamerą staje reżyser "Czarnej Pantery", a w główną rolę (w dodatku podwójną) wciela się Michael B. Jordan. Oni już w przeszłości przyciągali widzów do kin i znają się na swojej robocie. A taki Parsons nawet szkoły filmowej nie ukończył, to skąd miałby mieć fach w rękach? No właśnie jest to błędne założenie. Reżyser "Backrooms" jest samoukiem. Studiował tutoriale na YouTubie, z ucząc się robić efekty specjalne. To pozwoliło mu zrealizować internetowy serial, na podstawie którego zrobił teraz pełny metraż. Da się?

REKLAMA

No da się, tylko dla Hollywood to wciąż czarna magia. Fabryka Snów jest zacietrzewiona. Nawet najbardziej ekstremalne sygnały potrafi odczytywać na najbardziej powierzchownym poziomie. Dlatego wszelkie nowe zjawiska próbuje zaadaptować do swojej logiki, nie docierając do ich rdzenia. Aby nie grzebać w historii za bardzo wystarczy cofnąć się do przełomu wieków, kiedy to na ekranach kin rządziło "The Blair Witch Project". Razem z postprodukcją i marketingiem film kosztował między 200 tys. a 750 tys., a zarobił prawie 250 mln. Studia zaczęły kopiować poetykę found footage i korzystać z potęgi viralowego marketingu, ale z lekcji dotyczącej niskich kosztów produkcji nic nie dotarło. Budżety kolejnych produkcji rosły, rosły i rosły, jakby nikt nie chciał przyjąć do wiadomości, że jeden z najbardziej dochodowych filmów w historii gatunku to amatorskie nagranie znalezione w lesie.

Hollywood lubuje się w sequelach, requelach, remake'ach i franczyzach. Dlatego wielkie studio potrafi wydać 400 mln na prawa do "Egzorcysty", bo wierzy, że tylko popularne marki mogą przyciągnąć ludzi do kin. W tym podejściu chodzi o minimalizację ryzyka klapy finansowej. Wszelkie adaptacje, kontynuacje i spin-offy mają bazową publiczność, która się na nie wybierze, gdyż lubi oryginały bądź poprzednie części i wersje. Niby jest to logiczne podejście, ale "Egzorcysta: Wyznawca" zarobił na całym świecie nieco ponad 136 mln. Co prawda jest to ponad czterokrotność wynoszącego 30 mln budżetu, no ale do zwrotu inwestycji za prawa do własności intelektualnej wciąż daleko.

Tymczasem youtuberzy unikając hollywoodzkich radarów zbierają prawdziwych wyznawców, budują własną markę, za którą podążają tłumy followersów. Mark Fischbach sfinansował swoje "Iron Lung" z pieniędzy zarobionych na internetowej platformie. Każde studio odrzuciło jego film, więc zdecydował, że sam go też wypuści. Namówił swoich obserwatorów, żeby napisali do swoich kin z prośbą o jego wyświetlenie. Był przy tym przykonany, że produkcja trafi na najwyżej setkę ekranów. A tu kampania obserwatorów doprowadziła do premiery w ponad 4 tys. kinach na całym świecie - również w Polsce. U nas tytuł ten można było parę miesiecy temu obejrzeć na pojedynczych seansach w multipleksach.

REKLAMA

Youtuberzy ze swoimi filmami grozy na swój sposób wpisują się w obowiązujący model działania Hollywood. Bo oni sami są rozpoznawalną marką. Trzeba przy tym pamiętać, że internetowy twórca z gotową pójść za nim w ogień armią subskrybentów wcale nie jest gwarancją sukcesu. Przekonał się o tym Chris Stuckmann, który sfinansował swój pełnometrażowy debiut kampanią crowdfundingową. Youtubowemu krytykowi nie udało się jednak dobrze spożytkować wiedzy teoretycznej. W "Miasteczku Shelby Oaks" przetwarza tylko przestarzałe motywy estetyczne i fabularne, serwując widzom powtórkę z rozrywki. Jego horror okazał się więc klapą - tak komercyjną jak artystyczną.

Bo w realizowanych przez youtuberów produkcjach widzów tak naprawdę kręci umiejętność wychwytywania lęków, estetyk i tematów krążących we współczesnej kulturze internetowej. Udowodnili to przecież bracia Philippou, którzy w swoim pełnometrażowym debiucie odświeżyli konwencję filmów o opętaniu, filtrując ją przez doświadczenia współczesnego pokolenia wychowanego na mediach społecznościowych. "Mów do mnie" stało się dzięki temu jednym z najlepiej przyjętych horrorów dekady. Youtubowym śmieszkom zaufało potem Sony, odpowiadające za dystrybucję "Oddaj ją" - kolejnego tytułu produkcji sygnowanej ich nazwiskiem. Staje się to kolejnym dowodem na to, że duże studia rzadziej inicjują trendy, a częściej przejmują je, gdy zdążą już wyrosnąć poza ich kontrolą.

Podczas gdy Hollywood uważa, że coś jest niemożliwe, youtuberzy okazują się ludźmi, którzy nie zdają sobie z tego sprawy. Dlatego przychodzą i to robią. Wyrastają dzięki temu na siłę, której nie da się powstrzymać. Bo sukces "Obsesji" i "Backrooms" staje się pstryczkiem w nos wielkich wytwórni. Dopiero okaże się, czy na tyle mocnym, by studia go odczuły. Na teraz pewne jest tylko to, że YouTube zmienił się w kuźnię horrorowych talentów - twórców, którzy własnymi środkami i determinacją robią szum w kinie grozy. Już teraz warto ich subskrybować.

REKLAMA

Więcej o horrorach poczytasz na Spider's Web:

REKLAMA
Rafał Christ
Redaktor

W serwisie Rozrywka.Blog zajmuje się przede wszystkim filmem. Jest miłośnikiem kina gatunkowego. Kiedy nie ogląda naparzających się superbohaterów Marvela, to prawdopodobnie rozpływa się nad eksploatacyjną obskurą. Poza tym jego teksty można znaleźć m.in. w „Kinie”, „Netfilmie” czy „Magazynie filmowym”. Jest współautorem monografii „Europejskie kino gatunków 2” i leksykonu „1000 filmów, które tworzą historię kina”. Zdarzyło mu się też publikować opowiadania. Znajdziecie je m.in. w antologiach „Mapa Cieni” i „Sny umarłych. Polski rocznik weird fiction 2020. Tom 2”.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA