Na „Odyseję" Nolana szedłem sprawdzić nie „co", tylko „jak". I właśnie to „jak" kosztowało mnie najwięcej nerwów. Zamiast herosa, który odrzucił nieśmiertelność dla powrotu do domu, dostałem weterana na terapii. Widowisko wielkie, ale czy o taką „Odyseję" nam chodziło?

„Odyseja” trafiła właśnie do kin i raczej nikt, poza najzagorzalszymi hejterami, nie ma wątpliwości, że jest to kino z wielkimi ambicjami, które ostatecznie udaje się zrealizować. Nolanowski rozmach nie sprowadza się tylko do praktycznych efektów, wiarygodnych potyczek czy przerażających konfrontacji z potworami z mitów. To również próba opowiedzenia arcy-historii na nowo. Nolan w przeciwieństwie do Wolfganga Petersena, który nakręcił „Troję” z 2004 roku, postanowił wyjść poza hollywoodzką i płaską jak stół akcję i zdecydował nadać dawnej historii nowe znaczenia.
Bombastyczność realizacyjna, hollywoodzka obsada i paczka prymitywnych kontrowersji zrobiły wystarczająco dużo szumu, aby film okazał się spektakularnym sukcesem finansowym. Ale nikt przecież nie idzie do kina, aby sprawdzić, czy Odys wróci do domu, czy Penelopa pozostanie wierna i ile oczu pozostanie Polifemowi pod koniec filmu. Widzów bowiem nie interesuje „co”, tylko „jak”. I ja też wyszedłem z tego założenia, co okazało się kosztującym mnie wiele nerwów błędem.
Odyseja Nolana - opinia
Ta wystudiowana monumentalność „Odysei” ma swój urok, nawet jeśli Nolana chłoszcze się za to, że ze względu na użytą technologię, tylko uprzywilejowani geograficznie będą mogli ją obejrzeć tak, jak zamyślił sobie to reżyser. To, co najważniejsze, widać i bez ekranu wielkości Morza Śródziemnego. Nolan doskonale panuje nad materiałem źródłowym. Legendę spisaną, jak mówi tradycja, przez Homera opowiada wiernie - przynajmniej co do zdarzeń - ale z każdym kolejnym uderzeniem wiosła i każdą umęczoną miną Damona/Odysa, reżyser przekształca tę historię.
Widać to na nieszczęsnym Polifemie. Realistyczny potwór jest hipnotyzujący w swojej brzydocie, ale też godny współczucia dzięki nieporadnym ruchom i nieświadomości, jakie zagrożenie nad nim wisi. Trudno nie odczuwać empatii, gdy wije się i krzyczy po utracie jedynego oka. Odyseusz uświadamia sobie, że to istota podobna do niego, dopiero wtedy, gdy zaczyna mówić. Jakby ze zwykłej złości, małpiej złośliwości razi go jeszcze strzałą, gdy udaje mu się uciec. Dlaczego to robi? Wydaje się, że z bezradności.
W „Odysei” Nolana nie jest już herosem, który na odchodne zdradza bestii swoje imię, aby nie ominęła go chwała pogromcy potężnego cyklopa. Ta pycha, nazywana przez dawnych Greków hybris, jest zwykle powodem wysokiej śmiertelności wśród herosów i królów. W filmowej wersji Odyseusz nie jest już jednak bohaterem, a raczej – weteranem, choć sam tego jeszcze nie wie.
Szybko staje się jasne, że dręczony PTSD król Itaki chce nam opowiedzieć o swoich wyrzutach sumienia po tym, jak przyłożył rękę nie tylko do zagłady miasta, ale także do unicestwienia całej cywilizacji.
Człowiek z kamerą i tajemnica Odysa
Nolanowskie żonglowanie wizjami końca świata wcale mnie nie nudzi. Nie męczy mnie nawet pesymizm ubrany w trochę zbyt wielkie słowa samoświadomych bohaterów. Tylko ta twarda, przyziemna estetyka sprawia, że ziemia ze starogreckiej fantazji wygląda na jałową. Christopher Nolan pozbywając się zasadniczych części mitu o boskim gniewie, skierował potężną kamerę IMAX na wyrzuty sumienia Odysa, odbierając mu wszystkie atrybuty herosa.
Uniwersalny przekaz płynący z nolanowskiej „Odysei” broni się oczywiście w oczach krytyków i widzów, bo uderza w czułe tony rozedrganego świata. Gdy jednak docieramy do rozwiązania problemów Odyseusza, na tę plażę, gdzie Charlize Theron (która z pewnością piła drinka z palemką zanim syn Laertesa przybył na jej wyspę) przeprowadza udaną, choć długą i bolesną terapię, gdzieś znika magia. Nie tylko ta, której Nolan-racjonalista nie akceptuje, ale również ta ulotna, jakiej pełna jest „Odyseja” opowiadana przy świetle paleniska.
Kłopot z „Odyseją” nie kryje się w kwestiach historycznych. W dziejach sztuki dopasowywanie konkretnych motywów do realiów epoki jest czymś naturalnym. Co powinien wiedzieć każdy, kto kiedykolwiek widział choćby średniowieczne przedstawienia narodzin Jezusa, gdy jego matka miała nie tylko kolor, ale i odcień skóry dopasowany do gustów ówczesnej szlachty. O ubiorze czy fryzurze nawet nie wspominam. Problemem jest selekcja, której dokonał Nolan przez swoją nieufność do świata.
Poraniony moralnie i fizycznie Odyseusz dociera do punktu, w którym znajduje odkupienie i odpływa w kierunku zachodzącego słońca z ukochaną kobietą. Niestety nie ma w tym tak ważnego dla herosa honoru. Kiedy dotarłem wraz z Odysem do punktu, w którym przyznał, że pozostawił żonę, dziecko i ojczyznę, za którą powinien być odpowiedzialny, gdyż musiał pogodzić się z samym sobą, zamarłem.
Poruszająca rozmowa z Penelopą wywołała we mnie frustrację, gdy zrozumiałem, że grecki heros stał się tak wymęczoną wersją samego siebie, że aż trudno było w nim rozpoznać Odysa. Gdy był bliski śmierci w finale, mieliłem przekleństwa w ustach. Nie pomogło nawet to, że hollywoodzka przewrotka (Patrzcie! Jednak żyje!) przywróciła go światu.
Choć dostrzegam wartość w nowym, introspektywnym Odysie przeżywającym wojenne zbrodnie, to w gruncie rzeczy nie widzę tej samej ofiary, którą homerycki Odyseusz złożył, gdy wybrał powrót do domu, zamiast wiecznej młodości i nieśmiertelności oferowanych mu przez Kalipso. Wyjdzie ze mnie pewnie ramol krzyczący na chmury, gdy napiszę, że ten drugi heros jest nam bardziej potrzebny. Tymczasem, czas na bigos.
Czytaj więcej o ODYSEI:
- Gdzie kręcono Odyseję? Najważniejsze miejsca (również na wakacje)
- Dlaczego Agamemnon nie pokazał swojej twarzy? Wyjaśniamy Odyseję
- Lupita Nyong'o zagrała Helenę Trojańską. Pieniacze w ryk
- Odyseję można obejrzeć w kilku formatach. Czy warto dopłacić za IMAX?
- O czym jest Odyseja Homera? Warto wiedzieć przed filmem
Szef serwisu Rozrywka.Blog. Współpracownicy wyobrażają sobie go jako dżentelmena w surducie i z cygarem w ręku. Na co dzień walczy na polu walki z brakiem kultury, prowadząc Rozrywka.Blog. Specjalista od seriali i ich historii. Kocha dobre fabuły również w komiksach i animacji. W wolnych chwilach gra w gry bez prądu, maluje figurki. Wcześniej zajmował się zawodowo grami planszowymi, pracował branży PR i marketingu internetowym.