Okazuje się, że jednak istnieją sensowne powody, by ostrzej skrytykować lub nawet zbojkotować „Odyseję” Christophera Nolana. Coraz liczniejsze głosy sprzeciwu wcale nie odnoszą się do artystycznej wizji czy kreatywnych decyzji filmowca, a do faktu, że kompletnie zignorował on cierpienie „współczesnych Odyseuszy”.

Szum wokół „Odysei” nieco już przycichł; o najnowszym dziele Christophera Nolana możemy już mówić w kategorii sukcesu. Z jednej strony: komercyjnego, bowiem film zaliczył drugie najmocniejsze globalne otwarcie w karierze reżysera i największy trzydniowy premierowy weekend dla filmu z kategorią R, wyjąwszy serię „Deadpool”. Jak na oryginalne, trzygodzinne widowisko historyczne z najwyższym ograniczeniem wiekowym, radzi sobie naprawdę świetnie.
Z drugiej strony mówimy też o sukcesie artystycznym - do wysokich not dziennikarzy i krytyków z całego świata wreszcie dołączył pozytywny odbiór widowni. Gdy review bombing (czyli zasypywanie filmu najniższymi ocenami w popularnych serwisach jeszcze przed jego oficjalną premierą) dobiegł końca, średnie ocen widowiska zaczęły stopniowo rosnąć. Jasne, tytuł wciąż ma wielu wrogów, uprzedzonych do niego głównie za sprawą decyzji castingowych, jednak przeciętny widz ewidentnie ma gdzieś kulturowe wojenki i skupia się na samym filmie. Ten zaś, choć niepozbawiony wad, jest bez cienia wątpliwości imponującym widowiskiem.
Wśród głosów atakujących dzieło Nolana można jednak wyróżnić takie, które swoją niechęć uzasadniają w zaskakujący, ale i racjonalny sposób. Nie wynika ona z uprzedzeń i politycznego nastawienia, a z pewnej w istocie problematycznej postawy filmowca.
Odyseja jednak bojkotowana. Chodzi o zdjęcia na okupowanym terytorium
Choć o problemie pisano już w 2025 r., nie zyskał on rozgłosu. Teraz - przy okazji premiery filmu - temat wrócił jak bumerang, pisze o nim coraz więcej osób, a w efekcie kolejni doinformowani odbiorcy oznajmiają, że wcześniej nie mieli o niczym pojęcia i deklarują rezygnację z seansu. Ich liczba nie urośnie zapewne do poziomu, który mógłby faktycznie uderzyć w box office, choć z drugiej strony mówimy o czymś PR-owo kłopotliwym.
W ostatnich dniach największe zasięgi - jeśli chodzi o wypowiedzi edukujące w tej kwestii - zrobiła najpewniej instagramowa karuzela autorstwa doktora Karola Wilczyńskiego, który wykłada o islamie, a od ponad 10 lat działa na rzecz osób z doświadczeniem przymusowej migracji oraz budowania rzetelnej polityki migracyjnej. W materiale „Dlaczego nie pójdę na nowy film Nolana (czyli co musisz o nim wiedzieć)” wyjaśnił:
Ekranizując antyczną historię o poszukiwaniu ojczyzny, Nolan całkowicie uniewaznił i zignorował wołanie współczesnych Odyseuszy: Saharyjczyków brutalnie wygnanych ze swojej ziemi.
Otóż już w 2025 r. Nolan został oskarżony o „naruszenie standardów etycznych” przez organizatorów Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Saharze Zachodniej. Filmowiec zrealizował bowiem część zdjęć w mieście Dakhla w Saharze Zachodniej, które od 50 lat znajduje się pod marokańską okupacją. Zdaniem wielu osób ten ruch może skużyć normalizacji dziesięcioleci represji i pomóc wybielić marokańską okupację. Dyrektorka wykonawcza wspomnianego festiwalu podkreśliła:
Kręcąc część „Odysei” na okupowanym terytorium... Nolan i jego ekipa, być może nieświadomie, przyczyniają się do represji Maroka wobec ludu Sahrawi i do wysiłków marokańskiego reżimu na rzecz normalizacji okupacji Sahary Zachodniej (...). Jesteśmy pewni, że Nolan i jego zespół byliby przerażeni, gdyby zrozumieli pełne konsekwencje kręcenia głośnego filmu na terytorium, którego rdzenni mieszkańcy nie mogą kręcić własnych filmów o swoich historiach pod okupacją.
Wilczyński istotnie rozwija temat, wyjaśniając, dlaczego kręcenie w Saharze Zachodniej jest takie atrakcyjne:
Sahara Zachodnia jest tania (...). Od 1975 r. znajduje się pod brutalną, nielegalną okupacją wojskową Maroka. Wybierając te plenerowe lokalizacje, Nolan dokonał zwykłej kalkulacji ekonomicznej, czerpiąc bezpośrednie korzyści finansowe z faktu, że prawowici mieszkańcy tego terenu zostali z niego wywłaszczeni i pozbawieni jakichkolwiek praw. (...) Podczas gdy widzowie będą śledzić fikcyjne, trwjące dekady zmagania filmowego bohatera starającego się wrócić do domu, naród Saharyjczyków przeżywa swoją własną, brutalną odyseję już od ponad 50 lat. (...) Najbardziej dramatyczny jest fakt, że w Saharze Zachodniej samo podniesienie kamery lub telefonu przez rdzennego mieszkańca grozi więzienie. W tym samym czasie Nolan i jego ekpia są witani z honorami, eskortowani i goszczeni przez te same służby, które bezwzględnie tłumią jakikolwiek opór.
Co gorsza, zarówno Nolan, jak i członkowie ekipy i obsady mieli dostawać listy informujące o sprawie i apelujące o rezygnację ze zdjęć w tym rejonie. Wszyscy je zignorowali. Do teraz nikt nie skomentował tej kwestii.
Tak czy inaczej, każdy z potencjalnych widzów powinien mieć świadomość powyższego, zanim zdecyduje się kupić bilet.
Czytaj więcej o ODYSEI:
- Gdzie kręcono Odyseję? Najważniejsze miejsca (również na wakacje)
- Dlaczego Agamemnon nie pokazał swojej twarzy? Wyjaśniamy Odyseję
- Lupita Nyong'o zagrała Helenę Trojańską. Pieniacze w ryk
- Odyseję można obejrzeć w kilku formatach. Czy warto dopłacić za IMAX?
- O czym jest Odyseja Homera? Warto wiedzieć przed filmem
Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).