Brak Greków w obsadzie, feministyczne tłumaczenie Homera i walka o kolor skóry najpiękniejszej kobiety świata. Nowa „Odyseja” Nolana mierzy się z gigantyczną falą krytyki jeszcze przed oficjalną premierą. Czy przeciwnicy filmu mają rację, czy to tylko burza w szklance wody? Rozbieramy na czynniki pierwsze 5 głównych zarzutów i sprawdzamy, co kryje się za tym konfliktem.

Podczas gdy wydawało się, że największą polaryzację w kulturze mamy już za sobą, przyszła „Odyseja”. Uwielbiany i przede wszystkim zarabiający w kinach dobre pieniądze reżyser Christopher Nolan znalazł się w centrum politycznego sporu. Nie dajcie się zwieść, że w tej walce o prawdę historyczną, chodzi o coś innego, niż napędzanie negatywnych emocji i grzanie sporu, który przynosi konkretne zyski – finansowe w krótkiej, a wyborcze w długiej perspektywie.
Co jednak nie znaczy, że zarzuty formułowane przez krytyków są całkiem bezzasadne, a ponadto nie czuję się upoważniony, aby komukolwiek odbierać prawo do udziału w dyskusji o kulturze. Niestety każda z krytyk w mediach społecznościowych wylatuje wróblem, a wraca wołem (być może nawet tym, którego pojmał Herakles). Dlatego zdecydowałem się wybrać najpoważniejsze zarzuty, które formułowane są w kierunku filmowej „Odysei” i jej reżysera. Przyjrzyjmy się im wspólnie i oceńmy, czy rzeczywiście mamy do czynienia z woke-tragedią.
Dlaczego w Odysei nie ma Greków?
To zarzut chyba najciekawszy, bo dotyczy bezpośredniej reprezentacji narodu, który uważa mitologię grecką za swoją własną. Faktem jest, że wśród obsady aktorskiej znajduje się Michael Vlamis, który wciela się w bohatera drugoplanowego. I na tym niestety koniec. Czy Grecy w tym przypadku mają rację? Niestety, tak, ale niestety niewiele da się z tym zrobić.
Wilczym prawem amerykańska kultura zagarnia teksty kultury, motywy, a nawet powiedzonka (pamiętacie jeszcze aferę o „Hakuna Matata”?). Dokładnie ten sam problem miała „Troja” czy „Powrót Odyseusza” (film Uberto Pasoliniego z 2024 roku). Z drugiej strony pojawia się pytanie, czy Grecy jako jedyni mają prawo do dzieła, które ukształtowało całą europejską kulturę?
Dlaczego Telemach mówi do Odyseusza „tatku”?
Po premierze jednego ze zwiastunów widzowie zwrócili uwagę, że Tom Holland użył słowa „dad”, a więc bardziej potocznego i mniej patriarchalnego niż „father”. Czy to rzeczywiście jest problem? W mojej opinii – nie. To kwestia przyzwyczajeń. W kinie historycznym i kostiumowym utarło się bowiem korzystanie z języka angielskiego w jego brytyjskiej wersji, do której wystarczy wrzucić kilka anachronicznych słówek i gotowe. Odstępstwo od tej zasady sprawia, że język wydaje się współcześniejszy. Warto pamiętać, że to jedynie sztuczka, aby utrzymać filmową fikcję i nie ma nic wspólnego z realiami historycznymi. Gdybyśmy chcieli się ich trzymać, aktorzy musieliby posługiwać się dawną greką. Kino oczywiście próbowało i tego, poniżej możecie zobaczyć film niemal w całości po łacinie:
Lupita Nyong'o nie może grać Heleny
Krytycy wskazują, że Homer opisuje Helenę jako mającą „białe ramiona", a ciemna karnacja Nyong'o przeczy temu opisowi. Matt Walsh napisał, że nikt nie uważa Nyong'o za „najpiękniejszą kobietę świata", a Elon Musk dorzucił, że Nolan zmienia rasy postaci, bo „chce nagród".
Problem z tym zarzutem jest filologiczny i jest poważny. Specjaliści wskazują, że epitet, jakim jest określana bohaterka to stała fraza wielokrotnie powtarzana, bo pasuje do metrum. Ponadto to określenie stosowane jest do innych bohaterek i jest to raczej określenie oznaczające klasę społeczną, a nie konkretne cechy fizyczne. W naszym kręgu kulturowym mówiło się o „białych dłoniach” u szlachty, bo kontrastowały one ze spracowanymi rękami chłopów.
Przenoszenie dzisiejszych kwestii rasowych na antyczną Grecję, a zwłaszcza na mit, którego słuchać mogli wszyscy mieszkańcy basenu Morza Śródziemnego, jest ślepą uliczką w labiryncie. Nie chodzi nawet o to, że mit nie jest dokumentem historycznym, ale o uczciwość względem opowieści, która ma prawo podlegać interpretacjom.
Nie zmienia to jednak faktu, że wybranie czarnoskórej aktorki dla postaci, która miała być symbolem piękna, musi być świadomym politycznym komentarzem.
Zbroje i statki, czyli po co Nolanowi takie ryzyko?
Krytyka wybuchła już na początku, gdy pokazano pierwsze plakaty. Hełm Agamemnona przywodził na myśl superbohaterski gadżet z poprzednich filmów Nolana. I rzeczywiście trudno nie zauważyć, że do produkcji wdarła się hollywoodzka bombastyczność. Nolan co prawda broni się, że jego decyzje mają pokrycie archeologiczne, bo czerniony brąz faktycznie występuje na mykeńskich sztyletach, ale to nie do końca tłumaczy jego decyzje artystyczne. Choć uczciwie trzeba powiedzieć, że informacje o uzbrojeniu z epoki są fragmentaryczne.
Większym problemem jest statek, który ewidentnie nie pasuje do epoki (choć weźmy to w nawias, bo mówimy o ekranizacji mitu, a nie konkretnego historycznego wydarzenia). Nolan nie skomentował tej decyzji, choć warto tu pamiętać, że użycie tego konkretnego statku, który był budowany na wzór średniowiecznej galery, mogło być kompromisem. Reżyser znany jest z tego, że rezygnuje z CGI na rzecz prawdziwych obiektów, być może użycie istniejącego zdolnego do żeglugi statku było wygodniejsze niż budowa takiej jednostki od nowa.
Czy Homer był feministą?
Jedna wzmianka o tym, że Nolan będzie korzystał z przekładu Emily Wilson urosła do rangi ważnego argumentu podnoszonego przez prawicę. Chodzi o to, że przekład z 2017 roku (a więc dość świeży) miał być częścią „feministycznej agendy”. To oczywiście nie jest prawdą, bo badaczka po prostu dokonała przekładu, w którym wzięła pod uwagę inne kwestie niż dotychczasowi tłumacze. Opinie profesjonalistów na temat jej pracy były raczej pozytywne. Natomiast krytyka była częścią dyskusji wśród badaczy, a nie dowodem na konkretną agendę.
Na pewno nie bez znaczenia był fakt, że było to tłumaczenie nowe, dopasowane lepiej do współczesnego języka.
Kto ma rację?
Największym problemem całej dyskusji jest fakt, że film jest rozliczany z decyzji reżysera jeszcze przed premierą. Napęczniała od krytyki bańka puchnie z każdym dniem, z każdym wrzuconym filmem i z każdym postem politycznie zaangażowanych influencerów. Krytycy, którzy już film widzieli, są odmiennego zdania i wskazują, że „Odyseja” jest filmem przynajmniej udanym.
Niestety rozedrgane emocje doprowadziły do sytuacji, w której krytyka, nawet jeśli zasadna, staje się nie tyle dyskusją o gustach (o których się dyskutuje), a o wyborach moralnych. Niepójście do kina stało się polityczną deklaracją. To nie zaszkodzi raczej filmowi, ale szkodzi nam wszystkim.
Więcej o "Odysei" przeczytacie na Spider's Web:
- Nolan czerpał z głośnego filmu. Był atakowany tak jak Odyseja
- O czym jest Odyseja Homera? Warto wiedzieć przed filmem
- Pierwsze opinie o Odysei są równie epickie co sam film. Arcydzieło?
- Sprzedaż biletów na Odyseję właśnie ruszyła. To będzie największe widowisko wakacji
- Nolan mówi, że stworzył "ekstremalną wersję" Odysei. Doszedł do granic
Szef serwisu Rozrywka.Blog. Współpracownicy wyobrażają sobie go jako dżentelmena w surducie i z cygarem w ręku. Na co dzień walczy na polu walki z brakiem kultury, prowadząc Rozrywka.Blog. Specjalista od seriali i ich historii. Kocha dobre fabuły również w komiksach i animacji. W wolnych chwilach gra w gry bez prądu, maluje figurki. Wcześniej zajmował się zawodowo grami planszowymi, pracował branży PR i marketingu internetowym.