REKLAMA

Specjaliści od Homera: to nie jest Odyseja Homera

O filmowej „Odysei” wypowiedziało się już pół internetu - a co do powiedzenia na jej temat mają specjaliści? Ciekawa sprawa, bo najnowsze dzieło Christophera Nolana przypadło do gustu części najwybitniejszych naukowców zajmujących się twórczością Homera. Co więcej - ci sami eksperci zwrócili uwagę - słusznie - na dość oczywisty fakt, który umknął toczącym kulturowe boje tropicielom woke. Otóż wbrew temu, co twierdzą, „Odyseja” to film bardzo konserwatywny.

odyseja homer specjaliści opinie historycy

Serwis „Variety” opublikował bardzo ciekawy raport dotyczący wrażeń z pokazu „Odysei”, w którym uczestniczyło siedemnaścioro znawczyń i znawców Homera z całego świata. Swoimi odczuciami podzielili się historycy, filologowie klasyczni, archeolodzy czy redaktorzy prestiżowych naukowych magazynów, streszczając fragmenty przeprowadzonej po seansie dyskusji. Poniżej zebrałem najciekawsze konstatacje przedstawione przez Joela P. Christensena, redaktora „The Oxford Critical Guide to Homre’s Odyssey”.

Odyseja okiem specjalistów. Są na tak

Christensem podkreślił, że wraz z emerytowanymi specami od Homera, historykami, profesorami i rozmaitymi intelektualistami stoczyli bardzo burzliwą dyskusję. Dotyczyła ona najróżniejszych aspektów produkcji. Każdy z uczestników reprezentował nieco inną dyscyplinę naukową - „Odyseja” Homera jest przecież jednym z nielicznych dzieł, które wykraczają poza granice pojedynczej dziedziny literatury czy historii.

Zaskoczyło mnie, jak wielu akademikom ten film się spodobał. Mnie żona musiała kilka razy hamować. Wszyscy wiedzą, że jestem najgorszym możliwym widzem dla takiego filmu. Powtarzałem sobie: to nie jest „Odyseja” Homera. To jest „Odyseja” Nolana. I trzeba ją oceniać według innych kryteriów.

Kontynuując, odniósł się do kwestii „woke”:

Naprawdę niepokoi mnie, że tak duża część dyskusji dotyczy tego, jak bardzo „woke” albo progresywny miał być ten film. Ja wręcz uważam, że to film bardzo konserwatywny. Role kobiet są mocno ograniczone. Aktorki o innym kolorze skóry zostały obsadzone głównie jako żony białych mężczyzn, co trudno nazwać postępowym rozwiązaniem. 

Z perspektywy filmoznawczej eksperci od literatury i kina zgodnie podkreślają, że żadne hollywoodzkie widowisko osadzone w starożytności nigdy nie było w pełni wierne historii. Takie filmy zawsze odzwierciedlają raczej współczesne wyobrażenia i oczekiwania swoich odbiorców.

To postacie fikcyjne. Prawdopodobnie Helena Trojańska nigdy nie istniała. Podobnie zapewne wielu innych bohaterów. A nawet jeśli istnieli, starożytny świat był znacznie bardziej zróżnicowany etnicznie, niż sugerowały włoskie widowiska „płaszcza i sandała” z lat 50. i 60. Byli tam ludzie z Afryki, Azji i Europy

- zauważa krytyk filmowy Alonso Duralde.

Jeśli chodzi o krytykę scenografii - od idealnie wypolerowanego konia trojańskiego po kostiumy (wielu internautów twierdziło, że Agamemnon grany przez Benny'ego Safdiego bardziej przypomina Batmana niż wojownika z epoki brązu) - Nolan tłumaczył swoją filozofię, zadając proste pytanie: Jakie rozwiązanie wydaje się najbardziej prawdopodobne i jak mogę wykorzystać je do stworzenia własnego świata?

Takie podejście nie wzbudziło większych kontrowersji wśród klasycystów, którzy doskonale rozumieją, że twórca może mieć swoją wizję, a decyzje kreatywne zazwyczaj czemuś służą. 

Nikogo to nie obchodziło - śmieje się Christensen, mówiąc w imieniu swoich kolegów po fachu.

Nawet główny archeolog nie miał z tym problemu. Bo rzecz w tym, że sama „Odyseja” pełna jest anachronizmów. Poezja homerycka zawiera różne warstwy historyczne. Najważniejsze jest to, by przedstawiony świat działał jako nośnik wyobrażeń widza o przeszłości.

Choć większość badaczy z entuzjazmem przyjęła widowiskowy charakter filmu Nolana, zdania zaczynają się różnić, gdy rozmowa schodzi na sposób, w jaki scenariusz adaptuje język Homera. Jak zauważa profesor Harvardu Gregory Nagy, w nowoczesnym rozumieniu nie istnieje jedna „oryginalna” wersja „Odysei”, ponieważ poemat wywodzi się z tradycji ustnej.

„Odyseja” Homera już w momencie powstania była historyczną fikcją, wyobrażeniem jeszcze starszej przeszłości. Klasycyści akceptują wersję Nolana właśnie dlatego, że jest po prostu kolejną wersją. Nie istnieje jedna „właściwa” adaptacja, bo każde pokolenie tworzy własną - poprzez nowe przekłady albo nowe interpretacje w różnych mediach. A każda reklama Homera jest dobrą reklamą

- mówi Richard P. Martin, profesor literatury greckiej i łacińskiej na Uniwersytecie Stanforda.

Należy pamiętać, że od dawna trwa spór o to, czy „Homer” był jedną osobą. Już w 1795 r. Friedrich August Wolf twierdził, że poematy są dziełem „całego narodu greckiego” i były wielokrotnie redagowane, by odpowiadały zmieniającym się gustom kolejnych epok.

„Variety” przypomina, że słynny XVIII-wieczny przekład Alexandra Pope’a uczynił z „Odysei” opowieść o dobrych manierach i uprzejmości. Z kolei Richmond Lattimore w latach 60. próbował zachować rytm i formuły oryginalnego języka greckiego. Laura Slatkin, jedna z najwybitniejszych badaczek Homera, przyznaje jednak, że dla jej studentów z Uniwersytetu Nowojorskiego przekład Lattimore’a brzmi dziś zbyt archaicznie i nazbyt formalnie:

Żaden z tych przekładów nie jest ostateczny. To pokazuje zarówno problem samego tłumaczenia, jak i naturę „Odysei”. Ten tekst jest zbyt złożony, by dało się stworzyć jego definitywną wersję. Korzystasz z wcześniejszych pieśni i wcześniejszych tradycji poetyckich, ale ich nie powtarzasz. Przyswajasz je i tworzysz coś nowego.

Nowszy przekład Emily Wilson sugeruje z kolei, że „Odyseja” była jak na swoje czasy dziełem społecznie postępowym, które zastanawia się nad tym, „do czego zdolne mogą być kobiety oraz inne grupy marginalizowane”. Wilson podkreśla, że „Homer jest nam współczesny i jednocześnie nie jest”, dlatego każdy przekład należy rozumieć jako tekst istniejący równocześnie w dwóch różnych momentach historycznych i kulturowych.

Slatkin określa scenariusz Nolana - który ma szanse powalczyć o Oscara - mianem „najnowszej pieśni” w długim łańcuchu adaptacji. „Odyseja” od zawsze była opowieścią mieszczącą w sobie wiele sprzeczności: realizm i fantastykę, moralną pewność i pojednanie, obcość i swojskość. Tak jak starożytni Grecy wykorzystywali ją do wyrażania własnych poglądów na moralność, tak dziś robi to Nolan.

Mimo wszystkich skrótów i zmian nikt nie jest szczególnie oburzony. Szczerze mówiąc, wszyscy jesteśmy ciekawi, czasem zdezorientowani, ale przede wszystkim zainteresowani tym filmem jako dziełem sztuki. Bo film Nolana jest dziełem sztuki, podobnie jak dziełem sztuki jest epos Homera 

- mówi Justin Arft, homerysta i profesor Uniwersytetu Tennessee w Knoxville.

Jednocześnie Martin, Christensen i kilku innych klasycystów krytykuje film za uproszczenie złożonej moralności homeryckiego eposu oraz poświęcenie większej ilości czasu widowiskowym scenom, takim jak upadek Troi.

Rozumiem, skąd biorą się te zarzuty, bo potrafię patrzeć na film z obu perspektyw. Krytycy nie dostrzegają jednak krótkoterminowych i długoterminowych korzyści dla naszej dyscypliny. Programy humanistyczne są dziś likwidowane niemal wszędzie, zwłaszcza kierunki związane z filologią klasyczną. Kieruję wydziałem i mogę zagwarantować, że w tym roku moje zajęcia z greki będą znacznie liczniejsze 

- mówi Cyrino

Czytaj więcej o ODYSEI w Spider's Web:

Michał Jarecki
Redaktor

Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).