Beatriz Serrano potrafi ubrać w słowa to, co z czym współcześnie zmagają się ludzie. Udowodniła to swoją debiutancką powieścią, a teraz również i nowym tytułem w jej dorobku, czyli tytułem "Ogień w gardle". Tym razem pisarka postanowiła się jednak trochę pobawić, pozostając w swoim stylu, ale kreując już dużo bardziej abstrakcyjną historię.

Latem ubiegłego roku na rynku wydawniczym ukazała się debiutancka powieść hiszpańskiej dziennikarki Beatriz Serrano. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak, miałam okazję ją przeczytać i zrecenzować. Powieść bardzo mnie zaskoczyła, ale i zachwyciła - czułam, że autorka mówi dokładnie to, co myśli spora część osób, ale przez ustalone konwenanse nie mówi tego na głos. Niektórzy mogą nawet nie brać pod uwagę, że mogą pójść przez życie inną ścieżką i ślepo podążają za tłumem, łudząc się, że skoro inni odnajdują w ten sposób szczęście, to może i oni kiedyś osiągną sukces. Nie każdy jest jednak stworzony do powszechnie przyjętego modelu życia, o czym przekonała się jedna z bohaterek powieści Serrano.
Ogień w gardle - recenzja powieści Beatriz Serrano
Historia, która rozpoczyna się pod koniec lat 90., początkowo koncentruje się jednak na innej postaci, mianowicie na Blance, która pewnego dnia wstała jak co dzień rano i zorientowała się, że jej matki nie ma w domu. Ojciec dziewczynki, Jorge, początkowo tłumaczył jej, że mama wyjechała na wakacje, aż w końcu minęło tyle czasu, że Blanca przestała już o to pytać. Przyzwyczaiła się już do życia z troskliwym ojcem, który starał się zapewnić jej jak najlepsze warunki, oraz z jego nową partnerką, Rosą. A kiedy już wszystkie ślady po matce zostały usunięte z domu, Blanca zaczęła wkraczać w okres dojrzewania.
Dziewczyna interesowała się sprawami kryminalnymi, co zaprowadziło ją na forum, gdzie właśnie o takich tematach się dyskutowało. Tam Blanca poznała trzy dziewczyny - Carlę, Inmę i Veronicę, z którymi nastolatka regularnie czatowała w sieci. Wyjawiała im swoje sekrety, dzieliła się swoimi wątpliwościami i dyskutowała na rozmaite tematy. W międzyczasie Blanca chodziła na randki. Wiele randek z wieloma chłopcami, podczas których żadna ze stron się nie hamowała. Po jednym ze spotkań dziewczyna odkryła nawet, że może dysponować darem, który początkowo uznawała za przekleństwo, ale, gdyby spojrzeć na to z innej strony, mogło to być coś niezwykłego.
Okres dojrzewania dziewczyny, który stanowi pierwszą część książki, Serrano opisała doskonale, oddając jednocześnie klimat późnych lat 90. Z zapałem śledziłam to jak wraz z wiekiem zmienia się Blanka. Wciąż jednak miałam z tyłu głowy pytanie, dlaczego matka po prostu wyszła z domu i nie wróciła. Jorge wydawał się być przecież porządnym facetem, który doskonale radził sobie z wychowywaniem córki i starał się, by nie doświadczyła ona nieprzyjemności z powodu braku matki. Od razu założyłam, że wina leży po stronie kobiety (co zabawne, bo gdyby to mężczyzna odszedł od rodziny, pomyślałabym machinalnie, że tak się po prostu zdarza). Wszystkie wątpliwości wyjaśnia druga część powieści.
Rozdział ten jest pamiętnikiem matki, który kobieta wysłała Blance na osiemnaste urodziny. Jest to najciekawszy fragment książki, ponieważ Serrano tworzy w nim bohaterkę, która zadaje sobie takie pytania, jakie niektórzy chcieliby sobie zadać, ale może się boją albo nie chcą tego robić. Kobieta jest przykładem osoby, która zostaje wrzucona do systemu, gdzie nadrzędnymi wartościami są praca na etacie, robienie kariery, ślub, kupno mieszkania, adopcja psa, urodzenie dziecka i egzystowanie w określonych ramach, jak pozostała część społeczeństwa. Pytania, które zadawała sobie bohaterka, bardzo ze mną rezonowały - co kilka stron odkładałam książkę i myślałam: "Właśnie, dlaczego nie spojrzałam na to z tej strony?". Było mi wstyd, że na etapie pierwszego rozdziału po kilku zdaniach wyrobiłam sobie o niej niezbyt przychylną opinię. Tak zadziałał mój zaprogramowany mózg.
Tymczasem rzeczywistość była zupełnie inna. Nie wiem, czy w bardziej obrazowy sposób da się opisać, jak żyje człowiek, który choruje na depresję, ale wiem, że Serrano zrobiła to doskonale, jakby weszła do głowy bohaterki i pisała o tym, co się tam dzieje. To było wstrząsające, smutne i przejmujące - miałam ochotę wejść do książki, przytulić bohaterkę i wyrwać ze szponów życia, na które wcale się nie pisała. Pośrednio było ono wynikiem jej decyzji, ale dalszą część historii miała napisać nie ona, a oczekiwania społeczeństwa.
Trzeci rozdział nie był już tak dobry i jestem zawiedziona, że autorka skręciła w tę stronę - surrealistyczną, fantastyczną i nie do końca pasującą do całości. Mimo to "Ogień w gardle" bardzo zapadł mi w pamięć i pozwolił zmierzyć się z pytaniami, których nie miałam odwagi sobie zadać. Serrano udowodniła, że jest bezbłędna, jeśli chodzi o budowanie swoich bohaterów i bohaterek, a ja z niecierpliwością będę czekać na kolejne powieści.
O książkach czytaj więcej w Spider's Web:
- Wszystkie Kolory zła. W jakiej kolejności czytać książki kryminalne?
- Olgą Tokarczuk pod ścianą. Noblistka wreszcie zabrała głos
- Pierwsze wydanie Pottera kosztowało grosze. Teraz dostaniesz za nie krocie
- Sławek Gortych w formie. Święto Karkonoszy to wyborny kryminał
- Powrót Chmielarza mnie zaskoczył. Mam problem z nowym gatunkiem



















