REKLAMA

Sławek Gortych w formie. Święto Karkonoszy to wyborny kryminał

"Święto Karkonoszy" to powieść, którą spokojnie można przeczytać podczas wylegiwania się na plaży albo na pikniku. Nie odważyłabym się jej jednak zabrać ze sobą na weekendowy wypad w góry i czytać ją do poduszki w schronisku - na samą myśl o najnowszej historii Sławka Gortycha mam ciarki. Nie zmienia to faktu, że autor dostarczył nam kolejną wciągającą książkę, którą miłośnicy gór powinni mieć w swojej biblioteczce.

OCENA :
7/10
swieto karkonoszy recenzja slawek gortych
REKLAMA

Co tu dużo mówić - wszystkimi poprzednimi "Schroniskami" Sławek Gortych wyrobił sobie już taką renomę, że jego kolejne powieści można wrzucać do koszyka w ciemno, wiedząc, że to będzie coś absolutnie interesującego, wciągającego i wyjątkowego. Nie dostaniemy, czegoś, co zostało napisane na kolanie - z każdą stroną czuć, że autor zrobił ogromny research, a jego dbałość o szczegóły zaskakuje za każdym razem. W książce "Święto Karkonoszy" widać to jak na dłoni. I choć ta pozycja mnie zaskoczyła, to mam drobne uwagi.

REKLAMA

Święto Karkonoszy - recenzja powieści kryminalnej Sławka Gortycha

Historia prowadzona jest naprzemiennie na dwóch osiach czasowych - w 1948 i 2008 roku. Pod koniec lat 40. Bronisław Kowalewski, zostaje przesiedlony na Ziemie Odzyskane do Jeleniej Góry, która jeszcze do niedawna była znana jako Hirschberg. Bronek próbuje odnaleźć się w innej rzeczywistości wraz ze swoją matką, która tęskni za swoim starym domem i nie potrafi zaakceptować nowego miejsca zamieszkania. Aby ją udobruchać, Bronek postanawia wybrać się na Szaberplac, gdzie handluje się wszystkim - od żywności, przez przedmioty codziennego użytku, aż po antyki, książki czy obrazy. Mężczyzna ma nadzieję znaleźć tam upominek dla swojej mamy z okazji urodzin.

Bronek szuka konkretnej osoby - Niemki Emmy, która handluje pięknymi przedmiotami, za które przyjmuje zarówno pieniądze, jak i towary. Kiedy w końcu ją znajduje, ma problem z zakupem bransoletki - młoda kobieta jest uparta i nie chce mu jej sprzedać. Bronek próbuje raz jeszcze, aż w końcu mu się to udaje. Nie jest to jednak koniec tej historii - mimo że pochodzą z dwóch różnych światów, więź między nimi zaczyna się zacieśniać. W powojennej rzeczywistości relacja Polaka z Niemką będzie jednak dla nich ogromnym wyzwaniem.

W 2008 roku w Jeleniej Górze Robert Kowalewski, syn Bronisława, pielęgnuje swój ogródek. Prace zakłóca jednak niespodziewana wizyta pary Niemców wraz z tłumaczem, którzy przyjechali obejrzeć dom. Twierdzą, że nie chcą go kupować, a tylko obejrzeć. Wyjaśniają, że lata temu mieszkała tu ich matka, Emma. Nieco zdezorientowany Robert zaprasza ich na herbatę, choć z każdą chwilą czuje się coraz bardziej niezręcznie - najpierw okazuje się, że podał napój w zastawie poprzedniej mieszkanki domu, a później dowiaduje się Dagmar chce zabrać ze sobą trochę ziemi z ogrodu. Okazuje się bowiem, że pod drzewem została pochowana siostra Niemki, Klara, a umierająca Emma wziąć ziemię ze sobą do grobu. W tym momencie Robert orientuje się, że jego ojciec miał przed nim sporo tajemnic.

Niedługo później Robert wraz z przyjaciółmi wybiera się na pieszy rajd z okazji 900-lecia powstania Jeleniej Góry. Tego dnia dochodzi jednak do niespodziewanego załamania pogody, a kiedy zapada zmierzch, okazuje się, że żaden z nich nie dotarł do Schroniska Odrodzenie. Justyna Skała, kierowniczka obiektu, zaczyna się poważnie niepokoić i postanawia wezwać pomoc. W tym samym momencie w schronisku zjawia się zziębnięty Robert. Nie jest jednak w stanie powiedzieć, gdzie są jego kompani i co się właściwie stało. W związku z tym Maksymilian Rajczakowski, gospodarz schroniska, postanawia wyruszyć na szlak i poszukać zaginionych mężczyzn. Nikt nie zdaje sobie sprawy, że następnego dnia nic już nie będzie takie same.

Gortych pozostaje w tematyce gór, zręcznie splatając ze sobą dwie osie czasowe. Nie robi tego po łebkach - bardzo uważnie zwraca uwagę na każdy szczegół, łącznie ze zmieniającymi się nazwami miasta. W przypisach tłumaczy, co znajdowało się w danym miejscu przed wojną i po wojnie, jak nazywali je Niemcy, a jak Polacy - research przeprowadzony przez autora jest godny podziwu. Dodatkowo przez każdym rozdziałem umieszcza cytaty z artykułów sprzed lat, które mogą być interesującym rozwinięciem dla czytelników, choć pewnie nie dla wszystkich - ja na przykład nie do końca mogłam się przez to skupić na fabule i były to dla mnie niewygodne przerywniki.

Obie historie - zarówno Bronka, jak i Roberta - świetnie się dopełniały. Obie świetnie się czytało, choć dużo bardziej byłam zainteresowana tą współczesną i nie chciałam się od niej odrywać. Szczególnie kiedy za sprawą świetnie zbudowanych bohaterów, również pod względem języka - to coś, na co zawsze podczas lektury zwracam uwagę. Ich rozmowy były naturalne, a sposób mówienia dopasowany do konkretnego czasu i charakteru. Wielkie brawa.

"Święto Karkonoszy" to jest jednocześnie mroczna powieść - chyba przez te góry, które za dnia może i są czymś, czym chce się napawać, ale nocą skrywają one tajemnice. Nie powiem, chwilami czułam srogi niepokój. Gortych wrócił do swoich czytelników z konkretami i zdecydowanie nie wypadł z wprawy. Bardzo się z tego powodu cieszę.

REKLAMA

Czytaj więcej w Spider's Web:

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-05-17T15:55:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-17T14:33:39+02:00
Aktualizacja: 2026-05-17T13:58:32+02:00
Aktualizacja: 2026-05-17T11:55:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-17T10:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-17T09:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-05-17T01:04:05+02:00
Aktualizacja: 2026-05-16T12:36:08+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA