Dlaczego nikt mnie ostrzegł przed "Ojcem mojej córki"? Meksykańska opera mydlana okrutnie mnie wymęczyła. Zaczęłam się na niej dobrze bawić dopiero wtedy, kiedy przestałam traktować ją poważnie.

Polski tytuł nowej meksykańskiej opery mydlanej nie zdradza wszystkiego. Dopiero po przetłumaczeniu oryginalnej nazwy serialu, która brzmi "Inny ojciec", wiadomo już doskonale, w którą stronę skręci historia. Zarówno na głównym wątku, jak i absurdalnych odnogach tej fabuły można dobrze się bawić, o ile tego serialu nie traktuje się poważnie. Jednocześnie jestem pełna podziwu, jak w kilku odcinkach Roberto Stopello, twórca produkcji, zdołał upchnąć tyle zwrotów akcji i niestworzonych historii.
Ojciec mojej córki - opinia o serialu na Netflix
Julieta (Azul Guaita) to nastolatka, która przewlekle choruje. Początkowo nie do końca wiadomo, co dokładnie się dzieje, ale jej stan zdrowia wydaje się być poważny, biorąc pod uwagę, że choroba wymaga tego, by była podpinana rurkami do maszynerii. Poza tym Julieta żyje jak większość nastolatek. Wyprawia nawet huczną imprezę urodzinową, na której obecni są jej znajomi oraz rodzina. Z Ricardo (Manolo Cardona), swoim ojcem, występuje nawet na jednej scenie i od początku widać, że relacja między nimi jest bardzo zażyła. Na wspomnianej imprezie stan zdrowia dziewczyny znacznie się pogarsza, wskutek czego trafia ona do szpitala, gdzie pracuje jej matka, Macarena (Silvia Navarro).
Po badaniach wychodzi na jaw, że Julieta choruje na zespół Alporta, co oznacza, że pilnie potrzebuje przeszczepu nerki. Okazuje się przy tym, że jej matka nie może być dawczynią i w związku z tym rodzina Sotomayorów postanawia dowiedzieć się, czy ktoś znajomy nie zechciałby poddać się badaniom i oddać nerki, jeśli wystąpiłaby zgodność. W międzyczasie Macarena otrzymuje wstrząsającą informację, która sprawia, że stanie przed ogromnym dylematem - gdy okazuje się, że Ricardo nie jest ojcem Juliety, będzie musiała podjąć decyzję, czy chronić swoją rodzinę, czy zrobić wszystko, by jej córka wyzdrowiała.
Serial mógłby być przyzwoitym thrillerem albo poruszającym dramatem, ale Stopello miał fantazję. To, jak absurdalne wątków wrzucił do tej produkcji, to się w głowie nie mieści. Takich rozwiązań nie powstydziłaby się żadna turecka telenowela. Można się nieźle ubawić na takich momentach jak ten, kiedy Ricardo proponuje Macarenie handel organami. Biorąc pod uwagę, że jego żona pracuje w szpitalu, procedurę można by było przeprowadzić legalnie, a może nawet uruchomić znajomości i nieco ją przyspieszyć.
"Ojciec mojej córki" proponuje wiele nielogicznych rozwiązań, które sprawiają, że tego serialu po prostu nie da się traktować poważnie. Nie oznacza to, że nie można się w niego wkręcić, bo intryga jest tu dosyć spora, ale przyjemność z oglądania jest wątpliwa. Bohaterowie są przerysowani, żyją w idealnym środowisku, rozmawiają ze sobą jak roboty, a jedyną odskocznią, która urozmaica serial, są retrospekcje z życia rodziców Juliety. Problemem tego serialu jest również to, że nie może się zdecydować na jedną ścieżkę i łączy ze sobą różne gatunki - chce być jednocześnie thrillerem, dramatem rodzinnym i serialem medycznym. Najlepszą decyzję możecie za to podjąć wy, ignorując ten tytuł. Szkoda waszego czasu.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Harlan Coben nie chciał adaptować tych powieści. Zmienił zdanie
- Zakończenie Podejrzliwych. O co chodzi w thrillerze Netfliksa?
- Netflix: najlepsze seriale w historii serwisu. TOP 33 świetnych produkcji
- Nowy thriller zmiażdżył hit Netfliksa. Widzowie nie przestają go oglądać
- Czy Ransom Canyon dostanie 3. sezon? Co dalej z "Yellowstone Netfliksa"?
Absolwentka studiów dziennikarskich. Robi to, co lubi, czyli pisze – o serialach i filmach. Miłośniczka kryminałów tych na ekranie i na papierze. W słuchawkach raczej rap, ale często też metal. Na co dzień poukładana, chociaż często zdarza jej się nabałaganić w słowach. Zakochana w Norwegii, dobrej, czarnej kawie i świeczkach z Pepco. Uwielbia rozmawiać i słuchać ludzi, dlatego marzy jej się napisanie reportażu, tylko jeszcze nie wie, o czym.