REKLAMA

Widziałem Ojczyznę Pawlikowskiego. Film, który ze mną zostanie - recenzja

Dla fanów kina każdy nowy film Pawła Pawlikowskiego jest jak świąteczny prezent od Mikołaja dla dziecka. Najpierw cierpliwie się czeka, a gdy nadchodzi TEN moment, natychmiast chce się zobaczyć, z czym mamy do czynienia. Miałem już przyjemność zobaczyć "Ojczyznę" i zdecydowanie się nie zawiodłem.

OCENA :
8/10
ojczyzna film recenzja pawlikowski
REKLAMA

Choć silnej konkurencji na tegorocznym festiwalu w Cannes nie brakowało, jedno z nich trafiło w polskie ręce. Paweł Pawlikowski, który kilka lat temu zdobył nagrodę dla najlepszego reżysera za "Zimną wojnę", dzięki "Ojczyźnie" po raz drugi opuścił Lazurowe Wybrzeże z tym wyróżnieniem. Tym samym stał się jednym z sześciu reprezentantów swojego zawodu, którym więcej niż raz było dane takie uznanie. Pawlikowski, jako jeden z niestety wciąż nielicznych Polaków, już dawno temu zjednał sobie sympatię zachodniego świata filmowego. Najnowsze dzieło reżysera to kolejny dowód, że jego status jest zasłużony.

REKLAMA

Ojczyzna - recenzja filmu. Gdzie jest dom?

1949 rok. Thomas Mann (Hanns Zischler) po latach nieobecności powraca do Niemiec. Legendarny literat przed II wojną światową wyjechał z kraju do Stanów Zjednoczonych. W podzielonych i świeżo odnajdujących się po wojnie rzeczywistości Niemczech pisarz, w towarzystwie Eriki (Sandra Hüller) - córki i zarazem jego tłumaczki - ma odebrać nagrodę imienia Goethego. Tak naprawdę nie jedną, a dwie: najpierw w Frankfurcie nad Menem, kontrolowanym przez zachodnie siły, a następnie w Weimarze, znajdującym się pod sowiecką kuratelą. Oboje wyruszają w podróż, w trakcie której zetkną się z nowymi, niemieckimi realiami.

Choć "Zimna wojna" zdecydowanie jest jednym z najważniejszych (i zapewne najlepszych) polskich filmów ostatniej dekady, osobiście przyznam, że delikatnie się od niej odbiłem. Nie zrozumcie mnie źle: to kawał dobrego kina, z fantastycznym aktorstwem i angażującą emocjonalnie opowieścią, ale chyba, używając kolokwialnego stwierdzenia, nie "siadła" mi tak, bym zachwycał się nią na każdym kroku. Nie muszę się przekonywać do tego, że Pawlikowski jest mistrzem w swoim fachu - to wiem od dawna. Liczyłem, że "Ojczyzna" będzie właśnie tym punktem, który ostatecznie roznieci we mnie kinofilską miłość do twórczości reżysera.

Pawlikowski słynie z tego, że doskonale łączy pełnokrwiste opowiadanie o postaciach osadzonych w konkretnym, historycznym okresie. W "Idzie" młoda dziewczyna wychowana w klasztorze wyrusza w podróż z ciotką i zarazem stalinowską sędziną. "Zimna wojna" mówi sama za siebie tytułem. "Ojczyzna" zaś rozgrywa się w momencie, gdy Niemcy są pogrążone w ruinie po przegranej II wojnie światowej. Kraj, który jeszcze niedawno groził reszcie świata swoją potęgą, w 1949 roku jest w "szponach" obcych mocarstw, podzielony na strefy okupacyjne pod nadzorem USA, Francji i ZSRR. Podzielony, rozdarty, pozornie zjednoczony w tym, żeby uczcić Thomasa Manna. Pozornie, bo tu wcale nie o niego chodzi.

REKLAMA
Hanns Zischler i Sandra Huller - kadr z filmu "Ojczyzna"

Jeśli ktoś spodziewa się, że "Ojczyzna" będzie głębokim wniknięciem w duszę Thomasa Manna, może się rozczarować, choć to słowo, "rozczarowanie", w moim przypadku nie pasuje do wrażeń, które miałem, wychodząc z kina. Spędziłem w nim bardzo krótki czas (zaledwie 82 minuty) i choć osobiście czuję, że nie pogardziłbym ciut większym metrażem, to mimo skondensowanego czasu ekranowego, myślę, że opowieść Pawlikowskiego trafiła do mnie bez większych potknięć.

REKLAMA

Nie wiem, czy jest to film lepszy od "Zimnej wojny", natomiast myślę, że pod kątem intelektualnych rozważań, to właśnie "Ojczyzna" zostanie ze mną na dłużej.

Mann, podobnie jak jego córka Erika, nie są tutaj wyłącznie postaciami - równie mocno mają status symboliczny. Zwłaszcza tyczy się to Manna - intelektualisty emigranta, który wyrobił sobie na tyle dobre imię, że z honorami przyjmują go zarówno Amerykanie, jak i Sowieci. Honorami, które są częścią politycznej gry o moralną wyższość, błogosławieństwo w budowaniu nowego porządku. Główny bohater zdaje się być zupełnie świadomy tego, że na własnym przyjęciu jest tylko atrakcją. Wygłasza wzniosłe mowy ku chwale nauki, ale rzeczywistość jest dużo mniej "fajna" - ówczesne Niemcy, bezbłędnie ujęte przez kamerę Łukasza Żala wyglądają trochę tak, jakby były wyjęte z kina katastroficznego: tu ruiny, tam żołnierze, a w powietrzu wisi obietnica zbudowania nowego, dobrego świata.

Czy Mann, brnąc w to, oszukuje samego siebie, czy ucieka od konieczności rozważenia własnych błędów jako Niemiec, intelektualista, czy ojciec? Pawlikowski nie odpowiada wprost i nie stoi nad widzem z łopatą. Podaje mu konkretne postaci i skłania widza, by sam im się przyjrzał oraz rozważył, które odpowiedzi są mu bliższe. Rysuje jednocześnie wyraźne kontrasty i podobieństwa, przy czym te drugie pozbawione są symetryzowania.

REKLAMA

Thomas to stary mędrzec, który odczuwa odpowiedzialność za swój kraj, jednak próbuje zachować pewien dystans, nie opowiadając się wprost, uśmiechając się, odbierając nagrody, wygłaszając przemowy. Erika jest znacznie bardziej ekspresyjna i bezpośrednia, coraz bardziej zmęczona polityczną apatią oraz życiową bezdusznością swojego ojca. Początkowa, polegająca na serdeczności i trosce gra pozorów stopniowo się kruszy, maska opada. Człowiek, który czuje się w obowiązku odrestaurowania niemieckiej duszy, samobójstwo swojego syna kwituje mniej więcej tak: "a to był narkoman i atencjusz".

Gdy o podobieństwach mowa, Pawlikowski zestawia ze sobą zwłaszcza dwie strony, "zajmujące się" powojennymi Niemcami. Po jednej mamy Amerykanów kontrolujących Frankfurt - świat Zachodu, który widzi w Mannie ważny głos inteligenta, ale również potencjał na bycie pacynką komunistów. Po drugiej - Weimar w czerwonych objęciach, chcący postawić głównego bohatera na szczycie, jako "niepisanego, acz zapisanego" symbolu odnowienia niemieckiej chwały, tworzonego zgodnie z radziecką myślą.
Reżyser nie wytyka palcem mówiąc "patrzcie, jedni i drudzy tacy sami", natomiast zręcznie używa tego wątku do kontemplacji nad politycznym statusem artysty i jego dzieła, nad będącą ciężarem oraz przywilejem odpowiedzialnością.

Sztuka, zwłaszcza literatura, nie jest bowiem czymś, co rozgrywa się w pustce. Zwłaszcza w dobie podpalonego wojnami świata, potrzebne jest nie tylko natchnienie, ale również samookreślenie. Nawet nie wybranie konkretnej strony, ale powiedzenie pewnych rzeczy na głos, zaprzestanie chowania się za tym, co mądre i filozoficzne. Nie wystarczy pięknie mówić o historii - należy się na niej uczyć i wyciągać z niej wnioski. "Ojczyzna" pokazuje różne fronty mariażu sztuki z polityką: aktora, który zaprzedał się nazizmowi, wnuków Ryszarda Wagnera pragnących wsparcia muzyki ich dziadka (która, jak wiemy, stanowiła artystyczny arsenał nazizmu) i pomijających fakt bliskiej przyjaźni ich matki z Hitlerem.

REKLAMA

Graczami na skonstruowanej przez Pawlikowskiego planszy są tak naprawdę dwie postacie - Thomas i Erika.

Czy to najbardziej fascynująco napisany i zagrany duet ojciec-córka w historii kina? Nie, natomiast są to bardzo porządne aktorskie portrety, z gracją namalowane przez Hannsa Zischlera i Sandrę Hüller. Oboje grają na bardzo minimalistycznych nutach, a w momencie, gdy "pękają", wypadają najlepiej. On, gdy Mann w scenie finałowej ściąga maskę zadumy i daje ujście emocjom, ona - gdy Erika nie może dłużej być milczącą paprotką przy ojcu. Hüller stać na wiele więcej, ale i tak udaje jej się pokazać dużo, używając do tego skromnych środków. Krótki, ale bardzo dobry epizod notuje August Diehl w roli Klausa Manna - syna Thomasa, traktowanego przez niego chłodno, rodzinnego i narodowego wyrzutka, który ośmielił się napisać powieść "Mefisto" - czytelny literacki manifest, krytyczny wobec bratania się z nazizmem.

Sandra Huller - kadr z filmu "Ojczyzna"

Do subiektywnej oceny pozostawię odpowiedź na pytanie, czy "Ojczyzna" to najlepszy film, jaki dotychczas nakręcił Paweł Pawlikowski. Polski reżyser stworzył dzieło, które bez zadęcia zadaje ważne, ale również jak najbardziej aktualne pytania. O moralną kondycję, o wartości konieczne do budowania nowego porządku, o pozycję jednostki w, rozdartym przez wielkie koncepcje i idee, świecie. Kino, które i mówi o pamięci, i zostaje w niej po wyświetleniu się napisów końcowych.

"Ojczyzna" w kinach od 19 czerwca.

REKLAMA

Czytaj więcej na Spider's Web:

REKLAMA
REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-06-05T17:33:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-05T15:55:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-05T15:02:47+02:00
Aktualizacja: 2026-06-05T13:38:03+02:00
Aktualizacja: 2026-06-05T09:39:07+02:00
Aktualizacja: 2026-06-04T16:53:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-04T14:28:36+02:00
Aktualizacja: 2026-06-04T12:13:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-04T11:04:00+02:00
Aktualizacja: 2026-06-04T10:12:11+02:00
Aktualizacja: 2026-06-04T08:05:00+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA