Choć na liście TOP 10 najpopularniejszych filmów w HBO Max dominuje naprawdę solidne kino („Do szpiku kości”, „Motocykliści”, „Kot w butach” czy „Raport”), brakuje na niej - ubolewam - prawdziwej perły, która ostatnio wpadła do serwisu, ale najwyraźniej nie przykuła niczyjej uwagi. Wielka szkoda. Zachęcam, by sprawdzić film „Omaha”.

„Omaha” to dramat rodzinny będący pełnometrażowym debiutem reżyserskim Cole'a Webleya - co jest, w moim odczuciu, faktem zaskakującym. Akcja rozgrywa się w 2008 r. (to istotne - wrócimy do tego później). Ojciec samotnie wychowujący dziewięcioletnią Ellę i sześcioletniego Charliego budzi dzieci o świcie, każe im spakować najpotrzebniejsze rzeczy, zgarnia psa i rusza starym samochodem na wschód. Nie jest zbyt skory do wyjaśnień. Wiemy, że jadą do Omaha. Nie wiemy natomiast dlaczego.
Ella szybko orientuje się, że coś jest nie tak. Ojciec jest nerwowy, wycofany, wyraźnie coś przed nimi ukrywa. Po drodze stara się jednak zachowywać tak, jakby była to zwyczajna rodzinna wyprawa: zatrzymuje się przy kilku atrakcjach, kupuje dzieciom drobiazgi, pozwala im się bawić. Z czasem widz zaczyna rozumieć sedno problemu.
Jeśli nie chcesz znać żadnych szczegółów i poznać cel podróży wraz z rozwojem scenariusza - nie czytaj dalej. Oficjalnie nie jest to spoiler, ale myślę, że seans robi większe wrażenie, gdy nie wiemy dokładnie, na czym się opiera.
Omaha - co obejrzeć w HBO Max w ten weekend?
Pomysł na „Omaha” powstał w 2008 r., a więc dokładnie w czasie, w którym rozgrywa się film. Robert Machoian - scenarzysta obrazu - mieszkał przez pewien czas w Omaha i zainteresował się historią nebraskiej ustawy Safe Haven. Zapragnął pochylić się nad tymi skrajnymi, strasznymi okolicznościami, które mogłyby doprowadzić rodzica do sytuacji, w której ten rozważa oddanie własnego dziecka.

W 2008 r. Nebraska uchwaliła ustawę LB157, która miała być odpowiednikiem funkcjonujących w innych stanach przepisów „safe haven”. Ich podstawowym założeniem było umożliwienie rodzicom pozostawienia dziecka w bezpiecznym miejscu, np. w szpitalu, bez ryzyka oskarżenia o porzucenie. Problem polegał na tym, że Nebraska napisała swoją ustawę tak szeroko, że nie określiła wieku dziecka. W praktyce oznaczało to, że prawo pozwalało rodzicom pozostawić w szpitalu dzieci nawet do 18. roku życia. W efekcie w ciągu zaledwie 127 dni aż 36 dzieci zostało oddanych w ten sposób do nebraskich szpitali. Żadne z nich nie było niemowlęciem. Wiele przywieziono spoza stanu, a część z nich miała problemy psychiczne lub behawioralne. Ustawę zmodyfikowano w listopadzie.
Webley mówił, że scenariusz został napisany właśnie z myślą pod tytułem: „dlaczego”. Machoian chciał spojrzeć na tych rodziców z empatią, zamiast od razu ich potępiać. Zastanowić się, co właściwie musiałoby wydarzyć się w życiu człowieka, żeby zdecydował się na coś takiego.
Reżyser przez długi czas ogranicza dawkowanie informacji. Nie chodzi wyłącznie o budowanie tajemnicy, lecz o przyjęcie perspektywy dziecka, które nie do końca rozumie, co się dzieje, ale doskonale wyczuwa emocje dorosłych. Ella obserwuje ojca, słucha jego odpowiedzi, zapamiętuje szczegóły i próbuje zrozumieć, co właściwie dzieje się z ich rodziną. Widz ląduje na podobnej pozycji. Wiemy tylko tyle, ile możemy wyczytać z zachowania Martina.
W tle: kryzys finansowy z 2008 r. i jego konsekwencje skumulowane w postaci ojca: brak pieniędzy, eksmisja, konieczność rezygnowania z kolejnych rzeczy, których dzieci wcześniej nie musiały sobie odmawiać.
John Magaro jest tu znakomity. Aktor nie próbuje sięgać po skrajne dramatyczne środki, nie stara się usilnie wzbudzić współczucia - w jego portrecie rozpacz Martina jest obecna przede wszystkim w niuansach, naturalnych elementach zachowania. Świetne w „Omaha” jest to, jak wiele potrafi przekazać sceną i grą aktora bez werbalnego wyjaśniania sytuacji bohatera.
„Omaha” to film o przyparciu do muru, utracie poczucia bezpieczeństwa, najtrudniejszych decyzjach, dziecięcej wrażliwości i spostrzegawczości. Bezbłędnie operujący tonem, opowiadający obrazem, kreślący wiarygodne relacje i rodzinne uczucia, pokazujący, jak trudno przyznać, że nie jesteśmy już w stanie zapewnić bliskim takiego życia, które chcielibyśmy im dać; że miłość nie zawsze wystarcza, by naprawić sytuację. I tylko finał może trochę rozczarować. Tak czy inaczej: jest to film wyjątkowy. W kategorii trudnych rodzinnych dramatów: najwyższa półka.
Czytaj więcej w Spider's Web:
Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).