Co się stanie, kiedy twórcy sięgną po solidną powieść kryminalną i zaproszą Magdalenę Cielecką do współpracy? Przeszłość pokazała, że to sukces murowany. Najnowszy kryminał od HBO utwierdził mnie w przekonaniu, że ten eksperyment wciąż działa i ma się dobrze. "Zmora" to znakomity serial, który intryguje, wciąga i nie daje spokoju do samego końca.

Kiedy pojawiła się informacja, że HBO zekranizuje kryminał jednego z moich ulubionych autorów, oszalałam z ekscytacji. Pohamowałam swoje emocje, kiedy zasiadłam do oglądania, bo wiedziałam, że od teraz może wydarzyć się wszystko. W końcu fakt, że Robert Małecki napisał znakomity kryminał, na kanwie którego powstała "Zmora", nie oznacza, że serial również zostawi po sobie dobre wrażenie. Z każdym kolejnym odcinkiem - ubolewam zresztą, że jest ich tak niewiele - wkręcałam się w tę misternie utkaną intrygę coraz bardziej, i bardziej. Za tą magią przeniesioną z kart książki na ekran stoją scenarzyści Kacper Wysocki i Adam Guziński, reżyser Łukasz Jaworski oraz autor zdjęć Maciej Sobieraj.
Zmora - recenzja serialu kryminalnego od HBO Max
Fabuła serialu rozpoczyna się od zjazdu absolwentów w Toruniu, rodzinnym mieście dziennikarki Kamy Kosowskiej (Cielecka). Kama spotyka na imprezie swoich znajomych, w tym Aśkę Nitecką (Katarzyna Bujakiewicz), pieszczotliwie nazywaną Bubą, oraz jej męża, Roberta Niteckiego (Piotr Jankowski). Zabawa trwa w najlepsze, gdy niespodziewanie przerywa ją pijany Michał Bąk (Łukasz Simlat). Budzi on w Kamie nieprzyjemne wspomnienia, które nie pozwalają dziennikarce spać spokojnie. Nie spodziewa się ona, że demony z przeszłości zatrzymają ją w Toruniu na dłużej.
Następnego dnia Kama dowiaduje się, że Archiwum X z Tomaszem Korczem (Piotr Żurawski) na czele wznowiło sprawę zaginięcia Piotrka Knapa (Olgierd Blecharz), jej przyjaciela z dzieciństwa. Do tragedii doszło latem, kiedy Kama, Piotrek i Michał bawili się w chowanego. Mimo że chłopca szukali zarówno ojciec Kamy, Waldemar Kosowski, jak i państwo Knapowie oraz rodzice Michała, Piotrek przez lata był uznany za zaginionego. Akta sprawy kurzyły się w archiwum, aż do teraz, kiedy pojawiły się nowe okoliczności związane z potrąceniem Ryszarda Knapa (Waldemar Kownacki), ojca Piotrka. Kama angażuje się w podejrzaną sprawę, nie przypuszczając, że będzie musiała zmierzyć się z najbardziej mrocznymi sekretami, dotyczącymi nie tylko zaginięcia przyjaciela, ale również niej samej.
Akcja produkcji rozgrywa się na dwóch osiach czasowych: we współczesności oraz w latach 90. Początkowo miałam co do tego zastrzeżenia, bo sceny z przeszłości w niektórych momentach przeszkadzały mi w odbiorze serialu, jednak ostatecznie jestem zadowolona z tego, jaki przyniosły efekt. W produkcji funkcjonują one nie tylko jako wspomnienia, ale pełnią jednocześnie formę dopełnienia wypowiedzi poszczególnych bohaterów. Czasem są to dłuższe sceny, a czasem - krótkie urywki, dzięki którym fabuła nabiera dynamiczności. Dodatkowo podsycają one ciekawość, aby dowiedzieć się, co tak naprawdę wydarzyło się tamtego lata.
Śledztwo w sprawie zaginięcia Piotrka to trzon fabuły. Wychodzą z niego rozgałęzienia w postaci innych wątków, które pokazują, że w ta sprawa może mieć drugie dno. Co więcej, rodzi ona nowe zagadki, które nawarstwiają się w satysfakcjonujący sposób. Nie miałam poczucia, że wprowadzają one chaos do historii, a dopełniają ją. Tutaj nie ma nieprzemyślanych ruchów - wątki, które wydawały się być wrzucone na siłę, ostatecznie mają ogromne znaczenie. Każdy szczegół się liczy, dlatego "Zmorę" warto oglądać uważnie.
Mam zarzuty co do relacji Kamy i Korcza. Cielecka i Żurawski osobno wypadli świetnie, natomiast we wspólnych scenach brakowało między nimi chemii. Dopiero pod koniec przeszli na "ty" i kiedy formalne relacje odeszły na bok, można było zobaczyć w tej relacji jakąś prawdę. Szkoda, że wcześniej nie zaczęli współpracować ze sobą trochę wcześniej. Zabrakło również większego tła u samego Korcza i lepszej motywacji, dlaczego w ogóle ponownie otworzył ponownie śledztwo w sprawie zaginięcia Piotrka.
"Zmora" to idealny przykład na to, że jeśli zadba się o odpowiednią ekipę i z szacunkiem potraktuje się literacki pierwowzór, to na ekranie może wydarzyć się magia. Najbardziej jestem jednak zachwycona tym, jak została nam zaserwowana ta zagadka, a raczej części tej zagadki, które musimy połączyć w całość, by dowiedzieć się, jaki jest finał sprawy. "Zmora" to solidny serial kryminalny, który zaprasza do zanurzenia się w mrok. I ja to zaproszenie chętnie przyjmuję.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Lupin wreszcie wraca na Netfliksa. To były długie 3 lata
- Najlepsze true crime Netfliksa. 15 mrocznych seriali na jesienne wieczory
- Uwielbiany serial gangsterski w HBO Max. To coś zupełnie nowego
- Szokujące odkrycie w 4. odcinku Pionka. Z tym bohaterem coś jest nie tak
- Genialny kryminał Netfliksa dobiega końca. Fani nie chcą takich niespodzianek
Absolwentka studiów dziennikarskich. Robi to, co lubi, czyli pisze – o serialach i filmach. Miłośniczka kryminałów tych na ekranie i na papierze. W słuchawkach raczej rap, ale często też metal. Na co dzień poukładana, chociaż często zdarza jej się nabałaganić w słowach. Zakochana w Norwegii, dobrej, czarnej kawie i świeczkach z Pepco. Uwielbia rozmawiać i słuchać ludzi, dlatego marzy jej się napisanie reportażu, tylko jeszcze nie wie, o czym.