Przyznam, że wiązałem z premierą „Ostatniego domu” pewne nadzieje. Scenarzysta Matthew Robinson być może nie ma w swoim portfolio arcydzieł, ale napisał m.in. naprawdę fajne, rozrywkowe „Baw się dobrze i przeżyj”, które kilka miesięcy temu zostało ciepło przyjęte przez publiczność, oraz nieco niedocenioną (moim zdaniem) perełkę Netfliksa sprzed sześciu lat - „Miłość i potwory”. Z kolei reżyser Louis Leterrier to twórca z charakterem - niedawno dał nam przecież polaryzującego, ale lubianego „Człowieka psa”, wybitny „Ciemny kryształ: Czas buntu” czy hitowych „Szybkich i wściekłych 10”.

W związku z tym wyglądałem tej nowości z umiarkowanym, ale jednak zainteresowaniem - licząc po cichu na angażującą, być może nawet nietypową i zaskakującą mieszankę. Efekt... cóż, okazał się nieco rozczarowujący. „Ostatni dom” nie jest złym filmem, ba, ogląda się go z zaangażowaniem. Przynajmniej do czasu.
Obraz Leterriera bazuje na koncepcie bardzo prostym, ale wyjątkowo nośnym. Jason i Riley wraz z dwójką dzieci prowadzą zwyczajne życie w domu na przedmieściach. Pewnego dnia zaczyna padać deszcz, a po chwili okazuje się, że wszystkie drzwi, okna i inne możliwe wyjścia z domu zostały w tajemniczy sposób zablokowane. Co jeszcze dziwniejsze, dokładnie to samo przydarzyło się sąsiadom. Nikt nie może opuścić swojej posiadłości, a wraz z upływem czasu zaczynają znikać kolejne podstawowe zasoby. Rodzina musi więc nauczyć się funkcjonować w niespotykanych dotąd warunkach: zdobywać pożywienie, gospodarować wodą i energią, przeorganizować codzienne życie, a przede wszystkim poradzić sobie z psychicznymi konsekwencjami przeciagajacej się izolacji.
Nie chcę zdradzać zbyt wiele, ale - jak można się domyślić - „Ostatni dom” okazuje się czymś więcej niż specyficzną fabułą survivalową. Za murami domu znajduje się bowiem coś, czego rodzina nie rozumie. Twórcy stopniowo przesuwają swoją historię od dramatu o izolacji i przetrwaniu w stronę kina grozy i sci-fi.
Ostatni dom - opinia o filmie Netfliksa
Niestety, film jest najlepszy właśnie wtedy, gdy pozostaje thrillerem o izolacji, zadając przy okazji kilka ciekawych pytań - m.in. o to, jak długo człowiek może pozostawać zamknięty we własnym świecie, zanim jego dom, własny kąt - miejsce mające zapewniać poczucie bezpieczeństwa, osobista kryjówka - stanie się znienawidzonym więzieniem. Jak można się domyślać, to typ opowieści bardzo mocno naznaczonej doświadczeniem pandemii COVID-19.
Twórcy umiejętnie wykorzystują najbardziej przyziemne aspekty sytuacji kryzysowej: kurczące się zapasy, problemy ze zwierzęciem, konieczność zdobywania jedzenia, pogarszający się stan psychiczny bohaterów i stopniową degradację (domu, ale i relacji). Za sprawą tych elementów początek potrafi być naprawdę niepokojący; fantastyczne okoliczności zostaje skonfrontowana z bardzo konkretnymi, rzeczywistymi problemami. Uwielbiam też to, jak przekonująco twórcy kreślą atmosferę radości, bliskości i wzajemnego uwielbienia panującą w rodzinie Delgado, by później im (oraz nam) to odebrać. Obserwowanie stopniowego rozkładu tak pięknej komórki potrafi być naprawdę przejmujące.
Zarówno tekst, jak i reżyseria zręcznie oddają narastającą klaustrofobię i poczucie niepewności pierwszych dni lockdownu: codzienność zostaje zachwiana, a dom stopniowo przestaje być komfortową przystanią. Dlatego właśnie najbardziej przekonująca warstwa jest w gruncie rzeczy dramatem rodzinnym osadzonym w sytuacji ekstremalnej. Problem pojawia się nieco później i pęcznieje, kiedy stosunkowo prosty koncept musi zostać rozciągnięty na pełne 110 minut.
Im mniej wiemy, tym „Ostatni dom” jest ciekawszy. Pytania zadawane podczas pierwszej części seansu są znacznie bardziej ekscytujące niż padające później odpowiedzi. Dlaczego nie można wyjść? Co dzieje się na zewnątrz? Czy to zjawisko naturalne, nadprzyrodzone, czy może coś jeszcze innego? Jak długo ta rodzina będzie w stanie funkcjonować? Co zrobią, kiedy skończy się jedzenie?
Film ma interesujący potencjał metaforyczny: dom jako bezpieczna przestrzeń, która zmienia się w pułapkę; izolacja jako doświadczenie psychicznie wyniszczające; konieczność wynalezienia zupełnie nowego modelu funkcjonowania; konflikt między potrzebą poczucia bezpieczeństwa a potrzebą kontaktu ze światem. Film nie radzi sobie jednak z rozwijaniem tych motywów. Zaczyna z ambicjami wyrastającymi ponad typowy streamingowy horror, ale w pewnym momencie wraca do znacznie prostszego kina gatunkowego. Wraz z 3. aktem przychodzi czas rozczarowania - tajemnica jest rozwiązana w sposób mało satysfakcjonujący, pomysłowy i interesujący. Finał okazuje się chaotyczny, wyprany z emocjonalnej głębi, marnujący umiejętnie budowane wcześniej napięcie. Irytują też niedociągnięcia natury logicznej - z czasem coraz trudniej przymykać oko na wszystkie te zbiegi okoliczności i absurdy.
Greta Lee i Wagner Moura w głównych rolach wychodzą z siebie, by nadać swoim postaciom jak najwięcej emocjonalnej wiarygodności. Materiał, powiedzmy sobie szczerze, nie jest zbyt subtelny, a i dialogi nie są jego najmocniejszą stroną. Mimo tego potrafimy uwierzyć tym bohaterom. Obawiam się jednak, że wielu widzom to nie wystarczy - tym bardziej, że pierwsza połowa filmu składa obietnicę znacznie, znacznie lepszego seansu.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Netflix wydał na to więcej niż na Bridgertonów. Absolutna nowość w ofercie
- Kultowy serial kryminalny nareszcie w Polsce. Dziwne, że tak późno
- Czy będzie 4. sezon 1670? Prośmy o to i o pomyślność dla Polski
- 24 godziny. Tyle brutalnemu thrillerowi zajęło zostanie hitem
- Netflix zdecydował, co z nowym Squid Game. Na śmietnik
Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).