Polska publiczność z reguły bywa wyczulona na filmy, które rozgrywają się w naszym kraju, ale nie czynią go w jakikolwiek sposób podmiotowym. Jeden z tytułów, który właśnie wleciał na HBO Max, "Prawdziwy ból", na szczęście pod tym względem nie rozczarowuje.

Polska scenografia nieraz była i jest wykorzystywana w filmach międzynarodowych i mainstreamowych - całkiem niedawno wrocławska Hala Stulecia znalazła się w "Igrzyskach śmierci", Henry Cavill kręci teraz w Polsce "Nieśmiertelnego". Łatwo jednak czasem odnieść wrażenie, że jako kraj mający za sobą bogatą kinematograficzną historię, Polska niestety wciąż nie jest wystarczająco doceniana na salonach. Kamyczkiem dorzuconym do próby zmiany tego stanu okazał się nakręcony przez Jessego Eisenberga film, który jest widocznym listem miłosnym do naszego kraju i spojrzeniem na jego przeszłość.
Ten film wzruszy was do łez. Prawdziwy ból już w HBO Max
David (Jesse Eisenberg) i Benji (Kieran Culkin) Kaplanowie są kuzynami. W dzieciństwie byli sobie bardzo bliscy, ale realia dorosłego życia sprawiły, że obaj mężczyźni de facto ulegli rozdzieleniu. Ponownie łączy ich rodzinna tragedia, bowiem umiera ukochana babcia, z którą byli blisko - zwłaszcza Benji - związani. Kuzyni, chcąc uhonorować jej pamięć, poznać strony, w których się wychowywała, decydują się na wzięcie udziału w zorganizowanej wycieczce, która, jak mawia przewodnik, jest "podróżą śladami bólu".
Jesse Eisenberg występuje tutaj w de facto trzech rolach - reżysera, scenarzysty i pierwszoplanowego aktora. Niby podział na poziomie charakterologicznym jest dość klarowny: David to wycofany i aspołeczny pracoholik o nerdowskiej aparycji, Benji zaś rysowany jest jako ekstrawertyczny lekkoduch z sympatią do zioła. Dla widza nie jest tajemnicą, że pod tymi szufladkami kryje się więcej, a sposób, w jaki Eisenberg-reżyser dawkuje informacje o kuzynach i "wrzuca" je w historię, ujmuje, nadaje ich postaciom jeszcze więcej koloru. Poznajemy ich, emocje, które w sobie noszą, a także długo chowane pragnienie, by je uwolnić i skonfrontować się nawzajem.
Jeśli chodzi o "wykorzystanie Polski" - są osoby, które mogą się rozczarować ograniczeniem lokacji do Warszawy, Lublina, obozu Majdanek i okolicznych terenów. Jest to jednak spójne - na żadnym poziomie historii nie obiecywano, że dostaniemy tour po całym kraju. Fajnie wykorzystano zróżnicowanie wizualne polskich miejsc - od nowoczesnych przestrzeni po takie, które pamiętają więcej niż czasy PRL.
"Prawdziwy ból" jest uczciwy ze swoim tytułem - określiłbym, że zgodnie z nim, jest do bólu prawdziwy. Zwłaszcza na poziomie emocjonalnej inteligencji tej historii. Jesse Eisenberg popisał się w roli reżysera i scenarzysty, ale aktorsko wykonał rewelacyjną robotę. Doskonale oddał Davida jako chodzący kłębek nerwów, stojący w cieniu kuzyna i nieraz w kontrze do ekranowych wydarzeń (choć nie czuć w nim grama złej woli) i widzący w Benji kogoś, kim jednocześnie chciałby i nie chciałby być. Jego monolog w restauracji to jeden z tych momentów, który łapie za gardło.
Królem aktorstwa jest tu jednak Kieran Culkin. Nic dziwnego, że odebrał za rolę w "Prawdziwym bólu" Oscara. Aktor rozsadza ekran charyzmą, urokiem osobistym, a także najzwyczajniejszym ciepłem swojego bohatera. Tak rozbrajającej humorem i boleśnie wzruszającej naraz postaci nie widziałem już dawno w kinie. Culkin musiał lawirować między tymi dwoma rejestrami i zrobił to fenomenalnie - raz widz dostrzega w nim człowieka ze skłonnością do niepotrzebnego ryzyka i pewnej autodestrukcji, a raz godnego współczucia, połamanego emocjonalnie i życiowo mężczyznę, który bardzo potrzebuje wsparcia.
"Prawdziwy ból" to film, który powinien spodobać się polskiej publiczności. Jest jednak dziełem znacznie wykraczającym poza jedną grupę odbiorców. Jesse Eisenberg stworzył mądre, emocjonalne kino o słodko-gorzkiej braterskiej miłości. Dobrze jest wyposażyć się w chusteczki, zanim klikniecie "oglądaj". Serio.
"Prawdziwy ból" od 6 czerwca w HBO Max.
Czytaj więcej w Spider's Web:



















