Na HBO Max trafił jeden z najpiękniejszych obrazów ostatniego roku - i jest to pierwszy raz, gdy możecie sprawdzić go w abonamencie, bez dodatkowych opłat. A dlaczego uważam, że powinniście to zrobić?

Anker (Nikolaj Lie Kaas), porywczy gość, właśnie wyszedł z więzienia, w którym spędził dobre 14 lat za rabunek. Nie zamierza jednak odciąć się od dawnego życia grubą kreską, przeciwnie: planuje znaleźć i odzyskać skradzione pieniądze. Rzecz w tym, że tylko jedna osoba zna ich lokalizację: Manfred, jego brat (w tej roli Mads Mikkelsen). Co jest o tyle problematyczne, że u Manfreda rozwinęło się pewne psychiczne zaburzenie, na skutek którego ten uważa się za Johna Lennona. Anker nie zamierza jednak odpuszczać: bracia wyruszają w podróż, by odnaleźć kasę - a przy okazji dowiedzieć się o sobie czegoś więcej.
To już trzeci z rzędu film Andersa Thomasa Jensena z Mikkelsenem - dwa z nich wyreżyserował („Wikinga” oraz „Jeźdźców sprawiedliwości”), jeden tylko napisał (fantastycznego „Bękarta”). Być może widzieliście tamte filmy i pozwoliły wam one nabrać do twórcy zaufania - jeśli tak jest, to jego najnowsze dzieło jedynie je umocni.
Co obejrzeć w HBO Max w ten weekend? Ostatni wiking - polecajka
Jak to nieraz w dobrym duńskim kinie bywa: obraz Jensena łączy mocny, nieraz mroczny dowcip, absurd i bardzo czułą opowieść o ludziach wewnętrznie połamanych. „Ostatni wiking” sprawdza się zarazem jako czarna komedia, psychologiczny dramat i rodzinna historia. Reżyser posiada cudowną umiejętność swobodnego przepływania od groteski do wzruszenia; ekscentryczny humor przeplata się z motywami samotności, utraconej tożsamości, pamięci i potrzeby bliskości. Jak nietrudno się domyślić, motyw poszukiwania ukrytego łupu jest w rzeczywistości metaforą odzyskiwania własnego życia i relacji z drugim człowiekiem.
No właśnie: relacji. Sercem filmu jest właśnie ona - pełna wściekłości, niespełnionych oczekiwań i skrywanej czułości. Robi wrażenie zarówno na polu scenariusza, jak i na gruncie aktorskim: Mads Mikkelsen i Nikolaj Lie Kaas są tu niesamowici. Mikkelsen funduje widzom jedną z najbardziej nietypowych ról w swojej karierze - jego Manfred, człowiek zagubiony psychicznie i uciekający w osobowość Lennona, w spojrzeniach i ekspresji kumuluje cały ten tragizm, jednocześnie rozczulając dziecięcą niewinnością i bawiąc kompletnym absurdem. Artysta nie poszedł w łatwe przerysowanie i - zamiast kabaretowej ekscentryczności - zdecydował się na portret przekonująco kruchy i poruszający. Doceniam też, że mimo całego tego szaleństwa bohater pozostaje bardzo ludzki.
Każdy miłośnik komediodramatów (czy też: tragikomedii) podszytych pojechanym, gęstym, czarnym humorem (który jednak ani na moment nie przekształca tych pełnokrwistych postaci w żart), powinien docenić „Wikinga”. Jensen potrafi śmiać się z ludzkich bolączek i desperacji bez cynizmu, dzięki czemu nawet najbardziej groteskowe sceny mają odpowiedni emocjonalny ciężar. No i ta atmosfera: melancholijna, lekko odrealniona, chwilami wręcz baśniowa. To jedna z tych historii, które pod płaszczykiem kryminalnej farsy mówią o rzeczach bardzo poważnych, łapią za serce, a jednocześnie zapewniają sporo rozrywki. Seans obowiązkowy.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Stamtąd naśladuje serial Netfliksa? Klimat jest ten sam
- Afera o wodę na koncercie Taco Hemingwaya. Dlaczego była tak droga?
- Uwielbiany kryminał Netfliksa wrócił z 2. sezonem. Mnie wciągnął bez reszty
- Nowości Disney+ na czerwiec 2026. Jestem zachwycona
- Widzowie oszaleli na punkcie serialu Prime Video. Błagają o więcej



















