Na Apple TV zadebiutował właśnie nowy thriller. "Przylądek strachu" to już trzecia adaptacja książki "The Executioners" Johna D. MacDonalda. Aczkolwiek po raz pierwszy dostaliśmy serialową wersję opowieści. Jak wypada?

Niech nikogo nie zdziwię, że na liście płac nowego thrillera Apple TV znajduje się nazwisko Martina Scorsesego. Jest on producentem serialowego "Przylądka strachu". Co więcej, twórcy nawet nie ukrywają, że w dużej mierze bardziej niż książką Johna D. MacDonalda inspirowali się jej adaptacją od twórcy "Taksówkarza". Już w drugim odcinku zobaczymy ujęcie wręcz żywcem wyjęte z filmu z 1991 roku. Javier Bardem staje w nim z rozpostartymi ramionami, prezentując wszystkie tatuaże Maksa Cady'ego w ten sam sposób, jak 35 lat temu robił to Robert De Niro.
W każdej z pełnometrażowych adaptacji "The Executioners" to właśnie czarny charakter kradł całe show. W wersji z 1962 roku Max Cady w interpretacji Roberta Mitchuma był metodycznym drapieżnikiem polującym na swoją ofiarę. Niemal 30 lat później De Niro wzbogacił go o czyste, brutalne szaleństwo. Bardem oscyluje gdzieś między tymi dwoma podejściami. Wydaje się oślizgły niczym redneck z filmu Scorsesego, ale też potrafi uwieść swoją charyzmą. Jego bohater to przebiegły manipulant, który z brudnymi buciorami wchodzi w życie małżeństwa prawników.
Przylądek strachu - recenzja thrillera Apple TV
Anna Bowden pracuje w organizacji, która działa na rzecz osób niesłusznie skazanych. Cady jest jedną z takich ofiar - jak sam mówi - amerykańskiego systemu niesprawiedliwości. Tylko czy na pewno? Utrzymuje co prawda, że nie zabił swojej ciężarnej żony, ale w jednej z pierwszych scen widzimy, jak nakłania kochankę do samobójstwa i przyznania się do morderstwa jego partnerki. To nam sugeruje, że pod uwodzącym uśmiechem niewiniątka, kryją się niecne intencje.
Cała dramaturgia w pierwszych dwóch odcinkach "Przylądku strachu" wynika z pytania, co Cady tak naprawdę knuje. Po wyjściu z więzienia, gdzie spędził kilkanaście lat, wchodzi na charytatywną imprezę organizacji, w której pracuje Anna. Twórcy bardzo późno pokazują nam jego twarz. Najpierw podążają za nim z kamerą, każąc przyglądać się wytatuowanemu karkowi. Umiejętnie budują w ten sposób napięcie, aż w końcu pozwalają się Bardemowi wyłonić z półcienia, kiedy przejmuje mikrofon. Co prawda nakłania bogaczy do sięgnięcia do portfeli, ale jego dawna obrończyni wraz z mężem Tomem spoglądają na niego z niepokojem. Mają ku temu dobry powód.
Twórcy cały czas zachowują powagę, nawet kiedy wchodzą na tereny fabularnych absurdów rodem z taniej telenoweli.
Przecież Anna broniąc Cady'ego zakochała się w Tomie - prokuratorze, za którego później wyszła. Cady ma więc słuszne powody, żeby się wściekać i czuć oszukanym. Ba! Nawet zakładając, że rzeczywiście popełnił zbrodnię, łatwo mu przyklasnąć, gdy odwiedza dom bohaterów i rozgląda się, jakby w swoim mniemaniu też zasłużył na ogromną nieruchomość z basenem i szczęśliwą rodzinę. Czeka się, aż wreszcie przestanie ukrywać prawdziwe intencje i przejdzie do konkretów.
Problem w tym, że scenariusz "Przylądka strachu" mocno nie domaga. O ile znacznie łatwiej utrzymać napięcie w pełnometrażowym filmie, o tyle w dziesięcioodcinkowym serialu bardzo często pada. Przynajmniej w dwóch pierwszych epizodach, kiedy twórcy rozkładają jeszcze pionki na swej fabularnej planszy. Gdy tylko Zach - nastoletni syn Anny i Toma - rozpoczyna przez internet dyskusję z koleżanką z gry, my z łatwością domyślamy się, kto jest po drugiej stronie. Musimy jednak sporo poczekać, aż w scenie z przesadnie podbijającą emocje muzyką i przekrzywionym kątem kamery zorientuje się również matka chłopaka.
Twórcy sięgają po mnóstwo zabiegów formalnych, żeby wzmocnić swoją opowieść. Nie stronią nawet od sięgania po motywy z filmu Scorsesego, bo też lubią ujęcia w negatywie, a nawet kąpią pojedyncze kadry w krwistej czerwieni. Próbują w ten wytrącić nas ze strefy komfortu. Uderzyć wręcz. Przy tak rozwleczonym scenariuszu rzadko im się to udaje. Choć miewają oczywiście przebłyski, bo chociażby powrót po całym dniu nieobecności otumanionego narkotykami Zacha wypada całkiem udanie. Nawet jeśli zadławienie częścią własnego ciała wydaje się naciągane, wciąż potrafi wywołać silne emocje.
Takich momentów jest jednak niewiele, przez co "Przylądek strachu" ogląda się dla Bardema.
To jego spektakl. I on o tym wie. Ze swoimi teatralnymi gestami, którym kamera lubi przyglądać się od dołu, Bardem włada całą ekranową przestrzenią. Gdy tylko się pojawia, żeby coś namotać i zagęścić atmosferę, produkcja od razu się ożywia. Co prawda w "To nie jest kraj dla starych ludzi" aktor udowodnił, że mniej znaczy więcej i potrafi przerazić oszczędnymi środkami wyrazu, ale tutaj popada w coraz większą przesadę. Jego występ ma dzięki temu szansę wznieść "Przylądek strachu" na jeszcze wyższy poziom. Choć już teraz przecież tylko z jego powodu chce się odpalić kolejny odcinek.
Więcej o Apple TV poczytasz na Spider's Web:
- Czy właśnie dostaliśmy najlepszy thriller 2026 roku? Zapiera dech i miażdży
- Apple zapowiada kontynuację najlepszego serialu science fiction. Ale emocje
- Obejrzałem film Johna Travolty w Apple TV. Musisz zrobić to samo
- Nowy serial wypełnia pustkę po jednym z najlepszych sci-fi wszech czasów
- To najwyżej oceniany horror na Apple TV. Widzowie i krytycy zgodni
- Tytuł serialu: Przylądek strachu
- Lata emisji: 2026
- Liczba sezonów: 1
- Twórca: Nick Antosca
- Obsada: Amy Adams, Javier Bardem, Patrick Wilson
- Nasza ocena: 6/10



















