REKLAMA

Resident Evil bije rekordy w box office. Tego się spodziewałem

Powiedzmy sobie szczerze, najnowsze "Resident Evil" nie miało zbyt wysoko postawionej przez poprzedników poprzeczki, jeśli chodzio jakość. Widzowie z całego świata chętnie zmierzają do kin, by przekonać się, co przygotował dla nich Zach Cregger. To ma swoje odzwierciedlenie w wynikach finansowych, które są bardzo obiecujące.

resident evil box office
REKLAMA

Filmowa seria "Resident Evil" liczy sobie już prawie ćwierć wieku - po raz pierwszy, film spod tego szyldu trafił na ekrany kin w 2002 roku. Od tamtego momentu trudno mówić o wielkim progresie - choć powstało wiele kontynuacji, praktycznie w żadnym przypadku nie dało się mówić o pełnej satysfakcji. Patrząc na szeroki odbiór publiczności względem tegorocznego filmu, zdaje się, że wystarczyło po prostu oddać projekt w ręce dobrego reżysera. Takiego, jak Zach Cregger.

REKLAMA

Resident Evil świetnie sobie radzi. Bije własne rekordy

Głównym bohaterem nowego "Resident Evil" jest Bryan (Austin Abrams) - młody kurier medyczny, który powinien wracać do domu. Czeka tam na niego partnerka, która przez telefon właśnie poinformowała go o tym, że zostanie ojcem. Nieco spanikowany chłopak decyduje się wziąć ostatnie zlecenie i dorobić więcej pieniędzy. Zostaje wysłany do Racoon City, gdzie ma dostarczyć ważną przesyłkę. Droga do wypełnienia tego zadania okaże się jednak śmiertelnie niebezpieczna, gdy na drodze Bryana staną przerażające potwory.

Biorąc pod uwagę marketingowy szum wokół tego filmu, były jasne przynajmniej dwie rzeczy: po pierwsze, że ludzie są zainteresowani nowym "Resident Evil", a po drugie, że Zach Cregger wzburzył fanów gry deklaracjami, że nie planuje nawiązywać zbyt mocno do poprzednich filmów. Mnie to ucieszyło - jeśli robić dobry reboot, to ostatnim pożądanym działaniem ze strony twórcy byłby festiwal easter-eggów i męczący fanserwis. Biorąc pod uwagę to, jakie liczby wykręcił film Creggera, czuję, że osób podobnie myślących jest więcej.

Jak poinformowało Deadline, "Resident Evil" ma się czym chwalić, jeśli chodzi o zarobek. Na konto filmu trafiło 108,3 mln dolarów z całego świata. Jest to najlepsze otwarcie w historii całej serii, a także najlepszy debiut w karierze samego Zacha Creggera. To jednak nie koniec - tegoroczny film przebił również pod tym względem oryginał z 2002 roku, który zaliczył wówczas otwarcie rzędu 102,9 mln. Wynik "Resident Evil" z 2026 roku otwiera drzwi do tego, by stać się najbardziej dochodową odsłoną serii - póki co ten tytuł dzierży "Resident Evil: The Final Chapter" z 2016 roku. Film ten zarobił 312 milionów dolarów, z czego, jak donosi portal, ponad połowa to chiński rynek.

Biorąc pod uwagę rozpęd, z jakim "Resident Evil" wjechało do kin i to, jak spore emocje wywołuje, jestem w stanie założyć, że tytuł najbardziej kasowego filmu z serii wkrótce trafi do Zacha Creggera. Przy obecnym pułapie 108,3 mln zarobionych tylko w jeden weekend, osiągnięcie wyniku "The Final Chapter" lub przebicie go, nie powinno być najtrudniejszym wyzwaniem na świecie. Jest to naprawdę intrygujące zjawisko - Cregger na wielu poziomach obrał zupełnie inny (i zdecydowanie mniej cieszący się sympatią wielkich fanów gry czy filmów) kierunek, niż dotychczasowi twórcy, a nie dość, że stworzył najlepszy film spośród wszystkich dotychczasowych, to jeszcze ma szansę przynieść najwięcej pieniędzy tej marce. Powiedziałbym, że to szok, ale każdy, kto zna twórczość Zacha Creggera, musiał się spodziewać, że właśnie tak to się skończy.

Obserwuj nas w Google Discover
REKLAMA

Czytaj więcej w Spider's Web:

REKLAMA
Adam Kudyba
Redaktor

W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.

REKLAMA
REKLAMA