REKLAMA

O zbrodniach Mansona wiedziałam wszystko. Serial Netfliksa i tak mnie zaskoczył

"Taśmy Charlesa Mansona" to kolejny miniserial true crime, który dołączył do kolekcji "Rozmów z mordercą". Przypominał on o makabrycznym zabójstwie Sharon Tate, żony polskiego reżysera Romana Polańskiego, a także jej przyjaciół i osób postronnych. Produkcja omawia nie tylko zbrodnię, do której doszło prawie 60 lat temu, ale również jej nieoczywisty motyw. Uzmysłowiłam sobie wówczas, że być może wspomniane ofiary nadal by żyły, gdyby nie jedno przypadkowe morderstwo.

rozmowy z morderca tasmy charlesa mansona opinia serial netflix

Kiedy zobaczyłam, że na Netfliksie pojawił się true crime o Charlesie Mansonie, serce zabiło mi szybciej. Przypomniały mi się wówczas czasy, kiedy z ciekawością pochłaniałam książki na temat Mansona i jego Rodziny, co zaowocowało nawet pracą licencjacką. Dzięki temu takie publikacje jak "Helter Skelter. Prawdziwa historia morderstw, które wstrząsnęły Hollywood" prokuratora Vincenta Bugliosiego i Curta Gentry'ego, "Manson. CIA, narkotyki, mroczne tajemnice Hollywood" Dana Piepenbringa i Tom O'Neilla czy "Ludzkie potwory. Kobiety Mansona i banalność zła" Nikki Meredith miałam w małym palcu.

Zaczytywałam się w tych książkach, ponieważ w tej potwornej zbrodni było coś magnetyzującego, co nie pozwalało przestać o niej myśleć. Manson nie był przede wszystkim mordercą sensu stricto, ponieważ żadnej ze znanych nam ofiar nie zabił swoimi rękami. Działał w białych rękawiczkach, manipulując zagubionymi członkami Rodziny, w tym młodymi hippiskami, które, zaślepione miłością do swojego duchowego przewodnika, potrafiły dla niego zabić w sposób niewyobrażalnie potworny.

Zasiadłam więc do seansu z niemałą wiedzą na temat Mansona i Rodziny, a mimo to oglądałam produkcję ze sporym zaciekawieniem. Wszystko przez to, że rzuciła ona światło na historię, którą bardzo dobrze znałam. Teraz, po latach, uzmysłowiłam sobie, że motyw zabójstw był zupełnie inny. Tak nędzna, wręcz śmieszna, motywacja sprawiła, że śmierć ofiar wydaje się być jeszcze bardziej bezsensowna.

Rozmowy z mordercą: Taśmy Charlesa Mansona - opinia o true crime na Netflix

"Rozmowy z mordercą: Taśmy Charlesa Mansona" to 3-odcinkowy serial dokumentalny, który jest częścią kolekcji Netfliksa. Produkcja w reżyserii Joe Berlingera skupia się na morderstwie Sharon Tate i jej przyjaciół, małżeństwa LaBianca oraz muzyka Gary'ego Hinman, ujawniając mechanizmy werbowania młodych osób do sekty Mansona. W serialu wypowiadają się byłe członkinie Rodziny - Catherine Share, Dianne Lake i Stephanie Schram - a także dziennikarze i inne osoby w jakiś sposób powiązane ze sprawą. Odcinki wzbogacone są również o nigdy wcześniej niepublikowane wypowiedzi Mansona.

"Taśmy Charlesa Mansona" rozpoczynają się od mrożących krew w żyłach ujęć, kiedy 8 sierpnia 1969 roku pod adresem 10050 Cielo Drive odnaleziono ciała pięciu osób: żony polskiego reżysera Romana Polańskiego Sharon Tate, która w chwili morderstwa była w ósmym miesiącu ciąży, słynnego fryzjera gwiazd Jaya Sebringa, dziedziczki fortuny Abigail Folger, przyjaciela Polańskiego Wojciecha Frykowskiego oraz Stevena Parenta. Następnego dnia policja odkryła, że popełniono kolejne morderstwo. Tym razem ofiarami byli Leno i Rosemary LaBianca. Na obydwu miejscach zbrodni pozostawiono wykonany krwią napis "świnie".

Dokument nie analizuje jednak wyłącznie przebiegu tej zbrodni. Twórca pochyla się również na tym, jakie wydarzenia miały na nią wpływ, łącznie ze specyfiką lat 60., kiedy prężnie rozwijał się ruch hippisowski, a także trudnym dzieciństwem Mansona. Produkcja pokazuje w jaki sposób werbował dziewczęta do Rodziny, jak manipulował członkami sekty i jak bardzo był oderwany od rzeczywistości (dziś powiedzielibyśmy, że był po prostu delulu), biorąc pod uwagę, że wszystko sprowadzało się do jego marzenia o zostaniu gwiazdą muzyki. Zespół The Beatles wydawał się początkowo niewinną inspiracją, dopóki światła nie ujrzał "White Album". Manson zaczął wówczas obsesyjne analizować piosenki i tak wysnuł wniosek, że zbliża się wojna rasowa, którą nazwał tytułem jednej z piosenek Beatlesów, "Helter Skelter".

To, co wydało mi się najbardziej istotne w tym serialu, był wniosek, że Manson był po prostu szalonym wykolejeńcem i egocentrykiem. Zbrodnie, które zlecił swoim podopiecznym, wcale nie wynikały z tego, że był wizjonerem, który przewidział wojnę rasową. On nie był nikim wyjątkowym - był niskim, chuderlawym facecikiem, chcącym chronić własny tyłek. Wszystko przez przypadkową zbrodnię na czarnoskórym dilerze narkotyków, która doprowadziła do kolejnej zbrodni. Ta zaś zapoczątkowała wszystkie późniejsze wydarzenia.

Po nieplanowanym zabójstwie Bernarda "Lotsapoppa" Crowe'a, który domagał się skradzionych przez Bobby'ego Beausoleila pieniędzy, Manson, w zamian za stanięcie w jego obronie, pośrednio nakłonił chłopaka do zabójstwa Gary'ego Hinmana. Beausoleil trafił za to do więzienia. Rodzina zaczęła wówczas obmyślać plan, jak wyciągnąć zza krat swojego "brata", aż w końcu ktoś wpadł na pomysł, aby zacząć popełniać kolejne zbrodnie. Manson obawiał się, że Bobby zacznie sypać, dlatego również zależało mu na tym, by chłopak opuścił więzienie. Zgodnie z twierdzeniem serialu to właśnie to był główny motyw zabójstwa Sharon Tate i jej przyjaciół. Sprawia to, że sprawa staje się jeszcze bardziej przygnębiająca.

Czytaj więcej w Spider's Web:

Anna Bortniak
Redaktor

Absolwentka studiów dziennikarskich. Robi to, co lubi, czyli pisze – o serialach i filmach. Miłośniczka kryminałów tych na ekranie i na papierze. W słuchawkach raczej rap, ale często też metal. Na co dzień poukładana, chociaż często zdarza jej się nabałaganić w słowach. Zakochana w Norwegii, dobrej, czarnej kawie i świeczkach z Pepco. Uwielbia rozmawiać i słuchać ludzi, dlatego marzy jej się napisanie reportażu, tylko jeszcze nie wie, o czym.