REKLAMA

Nic piękniejszego w ten weekend nie obejrzysz. HBO Max dodało cudny film

HBO Max dodało jeden z piękniejszych - w nieoczywisty sposób - filmów ostatnich lat. Z absolutnie wybitnym duetem pierwszoplanowym.

ścieżki życia film co obejrzeć

Nie. „Ścieżki życia” nie są jednym z tych ckliwych, banalnych, uciekających się do tanich emocjonalnych chwytów filmów, choć zarys fabuły może coś takiego sugerować. Oto pewne dojrzałe małżeństwo traci dom i pieniądze, a zatem i poczucie bezpieczeństwa - a w dodatku dowiaduje się o ciężkiej chorobie męża. Zamiast próbować poukładać życie w tradycyjny sposób, Raynor i Moth Winn decydują się ruszyć przed siebie. Ich celem staje się South West Coast Path - liczący ponad tysiąc kilometrów szlak biegnący wzdłuż południowo-zachodniego wybrzeża Anglii. Mają ze sobą namiot, plecaki i bardzo niewiele pieniędzy.

To ekranizacja bestsellerowych wspomnień Raynor Winn pt. „The Salt Path”, wydanych w 2018 r. Książka sprzedała się w ponad dwóch milionach egzemplarzy i stała się jednym z najgłośniejszych brytyjskich przykładów literatury o późnym życiowym odrodzeniu. Obraz zrealizowano jeszcze zanim w 2025 pojawiły się kontrowersje i wątpliwości dotyczące prawdziwości rzekomych wspomnień Winn, skupmy się jednak na samym filmie. Warto.

Ścieżki życia - co obejrzeć w HBO Max?

Najważniejsze w „Ścieżkach życia” jest to, co dzieje się pomiędzy dwojgiem ludzi, którzy po kilkudziesięciu latach wspólnego życia zostają pozbawieni niemal wszystkiego poza sobą nawzajem. Tym bardziej doceniam, że relacja Raynor i Motha nie jest nakreślona w stylu romantycznego melodramatu. To zaskakująco wiarygodny i ludzko portret wieloletniej bliskości, w której miłość objawia się w drobnych gestach, wspólnym milczeniu, żartach, trosce. Przekonujące o tyle bardziej, że choć Anderson i Isaacs grają emocjonalnie, to bez przesadnej ekspresji. Stawiają na niuanse i powściągliwość.

Chemia między nimi pozwala widzowi przetrwać największy problem filmu - konstrukcję scenariusza. Ta jest epizodyczna, opiera się na przedstawianiu kolejnych etapów, z których każdy jest jakąś wariacją poprzedniego (wstać, wędrować, znaleźć miejsce noclegowe, coś zjeść, przetrwać kolejny dzień). Niestety twórcy nie zawsze potrafią uatrakcyjnić tę monotonię - choćby przekuwając ją w kontemplację. Mimo tego po pewnym czasie okazuje się, że opowieść czerpie swoją siłę ze sposobu prowadzenia relacji. Pozytywne wrażenie narasta stopniowo; można docenić, że zamiast szukać wielkich wolt i katastrof, obraz skupia się na codziennym doświadczaniu biedy, wykluczenia i walce o przetrwanie. Dzięki temu - i dzięki sposobie prowadzenia postaci - nawet potencjalnie banalne przesłania o życiu chwilą oraz sile długotrwałej relacji zyskują emocjonalną wiarygodność.

Ostatecznie dostajemy klasyczne kino drogi - pozbawione typowych atrakcji kina survivalowego, za to w pełni skupione na dwójce ludzi (ich miłości, niezłomności), którzy próbują uczynić ze swoich dramatów - i tego, co pozostało im z życia - coś możliwego do zniesienia. A to wszystko kaznodziejstwa, natchnionych monologów i prawienia tanich morałów. Dodajmy do tego olśniewająco piękne zdjęcia i zostawienie widza z tą krzepiącą, piękną myślą, że dojrzałe relacje u schyłku życia są czymś jak najbardziej możliwym. Cóż, do mnie trafia. Prosto w serduszko.

Czytaj więcej w Spider's Web:

Michał Jarecki
Redaktor

Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).