Trzeba to otwarcie przyznać - nowy odcinek "Stamtąd", będący pomostem do dwóch ostatnich epizodów 4. sezonu jest znacząco słabszy. Mocno daje pożywkę tym, którzy twierdzą, że zachowanie bohaterów jest zupełnie bez sensu.

Zapowiadało się, że 8. odcinek będzie momentem, w którym nie tylko Sophia jeszcze mocniej zintensyfikuje swoje działania, ale przede wszystkim, że zostanie wreszcie zorganizowana misja zejścia do tuneli. O ile to pierwsze jako tako się sprawdza, o tyle w przypadku realizacji koncepcji wykopania kości wciąż mamy do czynienia z kręceniem się w kółko i niepotrzebnymi "wojnami podjazdowymi". Za mało czynu, za dużo słów, zwłaszcza bezsensownych.
Boyd, Ellis i Tabitha to antybohaterowie 8. odcinka Stamtąd. Co oni wyprawiają?
Dlatego właśnie muszę zacząć mój festiwal żalu od zarzutów do Boyda. Nie wolno pomijać przy tym jego doświadczeń - to on, swoimi rękami, został zmuszony do zabicia własnej żony, by uratować syna, Ellisa. To na jego oczach potwory rozszarpały mamę Kenny'ego. To on zmaga się z własnymi fizycznymi ograniczeniami i walczy, bo zdaje się mieć jako jedyny odpowiednią charyzmę i posłuch, by prowadzić ludzi. Facet jest chodzącą traumą, a jego plecy są zbyt słabe na tak wielki rozmiar odpowiedzialności. Boyd tyle przeżył i widział, że jego uparty sprzeciw wobec planów Jade'a jest irracjonalny i głupi.
Mimo istniejących wad pomysłu Jade'a, nawet Kenny, generalnie sceptyczny, stwierdził, że to ma szansę wypalić. Boyd jednak w zupełnie niezrozumiały sposób odsuwa od siebie możliwość przyznania tego samego. Zapewne sporą rolę odgrywa w tym jego poczucie odpowiedzialności, rozpaczliwą niechęć do poświęcania kogokolwiek, ale losy bohaterów są już na takim etapie, że nie da się tego uniknąć. Trzeba zaryzykować, a uparta postawa Boyda prędzej zaszkodzi niż pomoże.
W grupie wkurzających bohaterów znalazł się również inny wspomniany bohater z familii Stevensów - Ellis. Jego rola w 4. sezonie jest niezbyt sprawcza - jest raczej dodatkiem, ważnym dla Boyda, ale dodatkiem. W 8. odcinku rozmawia z Fatimą oraz z leczącymi ją Kristi i Marielle. Fatima przyznaje się do poczucia połączenia ze Smileyem (uśmiechniętym potworem), zyskania swego rodzaju kontroli, mocy pozwalającej jej na wpływanie na jego zachowania. Ma to swoje skutki fizyczne - na brzuchu Fatimy są widoczne dziwne, niemożliwe do medycznego zidentyfikowania, ślady.
Ellis oczywiście ma prawo się przejmować i troszczyć o ukochaną (w końcu są małżeństwem), jednak on cierpi na podobny syndrom, co Boyd - umotywowany własnymi lękami, neguje to, co może być przydatne dla ogółu. Nie ma co ukrywać - moc Fatimy to as w rękawie, który zasługuje na zgłębienie i wykorzystanie wobec większego dobra, a sceptycyzm Ellisa wygląda tak, jakby nigdy wcześniej nie widział dziwnych rzeczy, które działy się w mieście i w ogóle nie czuł, jak ważne jest to, co spotkało Fatimę.
Wisienką na torcie niezrozumiałego zachowania jest jednak zupełnie kto inny - Tabitha.
Od dawna widać wśród komentujących, że Tabitha Matthews utrzymuje się na prowadzeniu, jeśli chodzi o ranking najdziwniej zachowujących się bohaterów "Stamtąd". Abstrahując od prawdziwości tej tezy, najnowszy odcinek tylko potwierdzi te odczucia. Biorąc pod uwagę przemyślenia z poprzedniego odcinka, Ethan ma jak najbardziej prawo mieć w głowie teorię, według której może go spotkać ten sam los, co Victora - samotność, gdy cała reszta zginie. Chłopiec chce nauczyć się od Victora, jak przetrwać, gdyby do takiej sytuacji doszło. Co robi w związku z tym Tabitha?
Sabotuje to. Może nie dosłownie, natomiast najpierw ledwo się zgadza na "kurs przetrwania", a gdy tylko Victor zaczyna mówić Ethanowi trudniejsze rzeczy, bohaterka interweniuje, mówiąc Victorowi, żeby nie straszył jej syna, protestuje, mówi, że nie dopuści do tego, by był sam. Później posuwa się jeszcze dalej, mówiąc nawet, że jej przeznaczeniem jest nie tylko uwolnienie dzieci, ale także i Victora - deklaruje, że zabierze go do domu.
Ciężko o głupsze słowa i czyny z jej strony - zamiast pozwolić synowi na nauczenie się praktycznej formy przetrwania (zwłaszcza od kogoś, kto żył w tym miejscu 40 lat), torpeduje te próby, a na dodatek gra na emocjach i Ethana i Victora, składając obietnice, których realizacji nie ma szans zagwarantować. Ciężko o gorsze postępowanie, zwłaszcza w takiej sytuacji. Wygląda na to, że Ethan i Victor (będący w jakimś sensie dzieckiem w ciele mężczyzny) prezentują większą inteligencję i dojrzałość, niż dorosła bohaterka. Dziwne i niezrozumiałe.
Więcej o "Stamtąd" poczytasz na Spider's Web:
W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.