"Filip": musicie zobaczyć ten film na Netfliksie. Zobaczycie w nim najlepszą polską kreację aktorską tego roku
Kilka dni temu do oferty Netfliksa trafił „Filip” Michała Kwiecinskiego – bezdyskusyjnie jeden z najlepszych polskich filmów tego roku. Jeśli nie obejrzeliście go w kinie, pozwólcie, że wymienię kilka niepodważalnych powodów, dla których warto nadrobić to niedopatrzenie i zapoznać się z obrazem w streamingu.
Kultowy "Zły" Tyrmanda będzie grą wideo. Czeka nas przygodówka ociekająca klimatem
Leopold Tyrmand całkiem słusznie cieszy się opinią pisarza, który wciąż roztacza spory czar nad polskimi czytelnikami. A ze sławy twórcy lubią korzystać też inne media. Dlatego kilka lat temu cieszyliśmy się świetną komedią „Pan T.” bazującą na jego życiu, a wkrótce dostaniemy też grę wideo inspirowaną jego twórczością. Czym dokładnie będzie „Zły: Człowiek o białych oczach”?
Polskie kino bardzo potrzebowało inteligentnej i zabawnej komedii. „Pan T.” stanął na wysokości zadania
Film „Pan T.” wywołał przed premierą ogólnopolska debatę na temat granic artystycznej wolności i wykorzystywania elementów cudzego dzieła, żeby stworzyć coś nowego. Nowej produkcji Marcina Krzyształowicza nie warto jednak bojkotować, a za to koniecznie trzeba zobaczyć.
Jest już zwiastun filmu „Pan T.”, ale w sieci mówi się tylko o kłopotach twórców z prawami autorskimi
„Pan T.” w reżyserii Marcina Kryształowicza zadebiutował na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni we wrześniu, zyskując przychylność premierowej widowni. Obraz budzi jednak kontrowersje, gdyż losy ekranowego bohatera łudząco przypominają losy polskiego pisarza, Leopolda Tyrmanda. Sęk w tym, że nikt nie zapytał spadkobierców jego twórczości o zgodę na ich adaptację.
Najpoczytniejszy kryminał napisany w czasach PRL-u, „Zły” Leopolda Tyrmanda, doczeka się ekranizacji. Reżyserem filmu został Xawery Żuławski, twórca „Wojny polsko-ruskiej” oraz „Chaosu”.
O Tyrmandzie pisałem już przy okazji „Cywilizacji komunizmu”. Ile ten człowiek potrafił wytworzyć w swoim niewielkim ciele żółci i jadu wie tylko ten, kto przeczytał tę książkę. Z drugiej strony gdzieś to całe zło autor „Złego” musiał oddawać. I nie oddawał go otoczeniu, jak Hłasko waląc po mordach kolegów-poetów, ale na parkiecie w rytmie jazzu.