REKLAMA

Facebook kocha, gdy się nienawidzicie. The Social Reckoning - recenzja

Na ekrany kin wchodzi właśnie „The Social Reckoning: W sieci konsekwencji”, czyli hollywoodzki powrót do postaci Marka Zuckerberga i Facebooka po 16 latach od premiery znakomitego „The Social Network” Davida Finchera. Tym razem jednak to Aaron Sorkin, scenarzysta tamtego obrazu, odpowiada zarówno za skrypt i reżyserię. Jak poradził sobie z podjętym tematem?

OCENA :
6/10
social reckoning film recenzja
REKLAMA

Należy podkreślić, że „The Social Reckoning: W sieci konsekwencji” to nie jest „The Social Network 2” w sensie klasycznej fabularnej kontynuacji. To raczej nowa opowieść o Facebooku, skupiona na zupełnie innym etapie jego istnienia. Jak ładnie to ujął sam Sorkin: o ile poprzedni film pochylał się nad narodzinami serwisu, ten jest o tym, czym serwis się stał i jak wpłynął na społeczeństwo.

REKLAMA

I tym razem mamy - rzecz jasna - do czynienia z prawdziwymi postaciami i wydarzeniami. W 2019 r. Sorkin zaczął intensywniej interesować się udziałem Facebooka w debacie publicznej. Napisał zresztą wówczas tekst w „New York Timesie” skierowany bezpośrednio do Marka Zuckerberga. Chodziło m.in. o decyzję Facebooka, by nie weryfikować prawdziwości informacji przekazywanych w spotach politycznych.

Sorkin był zdania, że platforma pozwala na rozpowszechnianie kłamstw na taką skalę, jakiej tradycyjne media nigdy by nie zaakceptowały. Wreszcie Zuck odpowiedział mu, cytując dialog z, uwaga, filmu Sorkina „The American President” o wolności słowa. Filmowiec komentuje zresztą tę kwestię w swoim filmie. Podkreśla w nim, że każdy ma prawo swobodnego wyrażania swojego zdania, ale nie każdy zasługuje na to, by wpuścić go na mównicę i wręczyć mikrofon.

REKLAMA

Po szturmie na kapitol w 2021 r. Sorkin zaczął postrzegać Facebooka - słusznie - jako jeden z elementów infrastruktury odpowiedzialnej za dezinformację, radykalizację i polityczną przemoc. Temat aż prosił się o filmowe omówienie, jednak twórca przez długi czas nie chciał kręcić. Powód był prosty: „The Social Network” stał się jednym z najważniejszych obrazów XXI wieku. Sorkin dostał Oscara za scenariusz, Fincher wykreował jeden z najbardziej rozpoznawalnych stylów dekady, a historia Zuckerberga została trwale związana z obliczem Jessego Eisenberga.

the social reckoning recenzja opinia film

Przełom nastąpił w momencie, w którym poznał Frances Haugen i Jeffa Horwitza oraz zgłębił ich historię. Zdecydował się działać. Fincher nie mógł stanąć za kamerą w związku ze zobowiązaniami względem Netfliksa, wobec czego Sorkin zajął się całością. Udało mu się też zaangażować Jeffa Cronenwetha, który odpowiadał za zdjęcia „The Social Network”. Efekt?

REKLAMA

The Social Reckoning: W sieci konsekwencji - recenzja filmu

To właśnie Haugen i Horowitz są głównymi bohaterami „The Social Reckoning”. Znająca świat tech-gigantów od podszewki Haugen - po pracy w Google’u, Pintereście i Yelpie - pracowała właśnie dla Facebooka jako product manager. Zajmowała się tam m.in. systemami związanymi z dezinformacją, bezpieczeństwem i integralnością platformy. Z czasem zaczęła dostrzegać pewien wzorzec dotyczący wpływu serwisu na użytkowników - tego, jak ich radykalizuje, premiując udostępnienia, które najczęściej dotyczą polaryzujących treści. A także tego, że algorytmy podsuwają użytkownikom strony i grupy podsycające skrajne emocje (i tak na przykład 64 proc. uczestników radykalizujących politycznie grup dołączyło do nich właśnie dzięki algorytmom), podżegają do przemocy i konfliktów. Zauważyła, jak wiele istotnych badań i wniosków na ten temat Facebook ukrywa. Kobieta skontaktowała się z Horowitzem, dziennikarzem „The Washington Post”, i zaczęła dostarczać mu dowodów, które ten miał wykorzystać w wymierzonym w Facebooka artykule. Sorkin przybliża historię tych postaci i ich dziennikarskiej pracy, począwszy od 2019 r., aż do dnia zeznawania Haugen w Kongresie USA.

W swoim obrazie reżyser pokazuje, co się dzieje, kiedy prywatna firma tworzy globalną infrastrukturę komunikacyjną, ale nie ponosi takiej samej odpowiedzialności jak publiczna instytucja. Surowo krytykuje Facebooka i postawę Zuckerberga, rozlicza się z nim, jednocześnie przestrzegając przed uproszczeniem, według którego firma po prostu „chce zarabiać na nienawiści”. Zamiast tego rzetelnie opisuje problem bardziej typowy dla Doliny Krzemowej: firma stworzyła niezwykle skuteczny produkt, długo nie brała pod uwagę jego skutków ubocznych, później ignorowała ich skalę i znaczenie, a kiedy zaczęła je rozumieć, zmiana kursu okazała bardzo trudna. Ma też coś do powiedzenia na temat dziennikarstwa śledczego i wolności słowa - dyskusji o niej nie da się sprowadzić do prostych odpowiedzi i Sorkin nieraz o tym przypomina.

„The Social Reckoning” jest zatem filmem uczciwym scenariuszowo, bardzo aktualnym i słusznym już na poziomie koncepcji.

Niezmiennie ważne jest przecież podkreślać absurdalnie wielki wpływ wielkich firm technologicznych na konflikty i problemy współczesności. Jednocześnie Sorkin opowiada tę historię w sposób jak najmniej odwracający uwagę od esencji. Zadaniem bohaterów jest tu wyłącznie atrakcyjne relacjonowanie faktów. Mikey Madison i Jeremy Allen White jako Haugen i Horowitz skupiają na sobie uwagę, a jednocześnie są bardzo powściągliwi. Jeremy Strong nie gra, a po prostu staje się Zuckerbergiem, a Bill Burr i reszta drugiego planu wydaje się stworzona do wyrzucania z siebie niezmiennie zwartych, ciętych, błyskotliwych dialogów autorstwa Sorkina. Słucha się ich z wielką satysfakcją - przy pełnej świadomości, że ludzie nie rozmawiają ze sobą w taki sposób.

REKLAMA

Można jednak wiele zarzucić tempu, a reżyseria, niestety, wypada płasko i nieciekawie, przywodząc na myśl produkcję telewizyjną - tym bardziej w porównaniu z pracą Finchera, którego uniknąć nie sposób. Na szczęście sama (prawdziwa) historia jest na tyle ciekawa, angażująca, niepokojąca i - czujemy to - ważna, że gwarantuje seansowi wystarczająco dużo emocjonalnej siły. A jednak trochę szkoda - bo inny reżyser mógłby wydobyć jej znacznie więcej.

THE SOCIAL RECKONING: W sieci konsekwencji - w kinach od 9 października.

REKLAMA

Czytaj więcej w Spider's Web:

Michał Jarecki
Redaktor

Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).

REKLAMA
REKLAMA