Po siedmiu latach od premiery udanej, ale przez wielu nazywanej niepotrzebną „czwórki”, Pixar zaprezentował światu 5. już odsłonę serii „Toy Story”. Ciekawe, że twórcy dopiero teraz postanowili pochylić się nad tematem podręcznych ekranów wypierających tradycyjne zabawki - nie są to przecież kwestie pierwszej świeżości. A jednak udało im się dotknąć zagadnienia w sposób, który pozwala przymknąć oko na spóźnione przybycie na imprezę.

Nie przepadam za nadużywaniem słowa „niepotrzebny” względem kina i tekstów kultury w ogóle - na upartego można by je przecież dokleić do zdecydowanej większości produkcji. Nawet skrajnie zmęczony remake’ozą i sequelozą staram się nie ulegać tej pokusie, tym bardziej, że jest to kwestia relatywna i dyskusyjna w większości (choć, jasne, nie w każdym) przypadków. Choć pierwsze „Toy Story” oglądałem na VHS blisko trzy dekady temu i obecnie zdecydowanie nie jestem już targetem cyklu (spośród nowości Pixara, ta rezonuje ze mną najmniej), na pewno nie negowałbym prawa bytu wspomnianej 4. części - to przecież naprawdę niezła animacja, choć „trójka” była niewątpliwie doskonałym zamknięciem trylogii i nic by się nie stało, gdyby Pixar na niej poprzestał. Jeśli zaś chodzi o część 5., pokusiłbym się wręcz o stwierdzenie, że jest to odsłona jak najbardziej potrzebna - jest bowiem zaktualizowaną „jedynką” dla kolejnego pokolenia dzieciaków, opowieścią fabularnie adekwatną.
Toy Story 5 - recenzja filmu Pixara
Współscenarzysta 1., 2. i 4. części, Andrew Stanton, po raz pierwszy w historii serii zajął się również reżyserią - wraz z McKenną Harris. Snuta przez duet opowieść przenosi fabularny ciężar na Jessie, stawiając zabawki przed zupełnie nowym typem przeciwnika: technologią. Ośmioletnia Bonnie, dotychczas wyróżniająca się na tle rówieśników zamiłowaniem do bardziej tradycyjnych zabaw, rezygnuje z zanurzania się w swojej wyobraźni na rzecz nowego prezentu: tabletu Lilipad, który stopniowo wypiera dawnych ulubieńców. Jessie, Buzz i pozostali bohaterowie postanawiają przypomnieć dziewczynce, że to pozaekranowy świat jest tym najpiękniejszym. Podejmując nierówną walkę o uwagę dziecka z czymś nowszym i atrakcyjniejszym (jak niegdyś - przypomnę - Chudy), będą musieli zmierzyć się z trudnym pytaniem: czy w cyfrowej erze jest jeszcze miejsce dla zabawek takich jak oni?
Odpowiedź udzielana przez film wcale nie jest taka oczywista. Przez pewien czas fabuła zdaje się zmierzać w dość rozczarowującym, przewidywalnym do bólu kierunku, który wybrzmi frazesami pokroju „kiedyś to było”. Powie, jak to elektronika zabiła wszystko to, co najpiękniejsze, a dawne sposoby spędzania wolnego czasu przez dzieci były znacznie bardziej wartościowe niż te współczesne, które powoli przekształcają dzieciaki w uzależnione od ekranu zombie.
Żeby nie było: pewnie, że jest w tym sporo prawdy.
Film Pixara słusznie punktuje problemy i niebezpieczeństwa wynikające z zostawianiem dzieciaków samych sobie, przyklejonych do mobilnych komputerków. Przykładowo: Lilipad składa dziewczynce niewypowiedzianą obietnicę dopasowania się, zyskania nowych znajomych i ich akceptacji. Czy ją spełnia - możecie się domyślić. Tak czy inaczej, tym razem prześledzimy starcie o wadze znacznie cięższej, niż to sprzed trzydziestu lat - nie toczy się ono bowiem wyłącznie o uwagę, a o bezpieczeństwo i, zgadza się, zdrowie. Opowieść dodatkowo pogłębia decyzja o postawienie w jej centrum postaci, która raz już doświadczyła odrzucenia.
Jak wspominałem, przez pewien czas wydaje się, że doskonale wiemy, dokąd to wszystko zmierza - i jest to ta mniej atrakcyjna część seansu. Ciekawiej robi się wtedy, gdy Jessie zyskuje nowych sprzymierzeńców, którzy istotnie zmieniają jej optykę, a tym samym - perspektywę całej opowieści. Pixar odpuszcza pastwienie się nad technologią, czynienie z niej jednowymiarowego antagonisty, ostatecznego zagrożenia i zła. Wybiera drogę refleksji, bezbłędnie portretując lęki starszego pokolenia, które z obawą spogląda na (pozornie!) zagubione młodsze generacje. Oczywiście, jest to wciąż droga bezpieczna, ale i uwypuklająca wcale niezwiązane z technologią, mądre przesłanie: takie o wartości bycia sobą, o odwadze do tego, by pokazać innym, kim naprawdę jesteśmy. To właśnie ono jest największą siłą tego filmu.
Mógłbym dodać, że „Toy Story 5” - mimo powyższych, potężnych walorów i wartości - jest zarazem chyba pierwszym filmem Pixara, na którym tak się wynudziłem i który rozbawił mnie bodaj tylko jednym gagiem (proszę nie wypominać mi wieku, bo nawet słabszy „Zwierzogród 2” zapewnił mi więcej uśmiechu czy emocji). Byłoby to jednak nieuczciwe - nie tylko dlatego, że mówimy o kolejnej odsłonie tego cyklu Pixara, który bardziej niż inne skierowany jest do najmłodszych widzów, ale również dlatego, że to kwestie na tyle indywidualne, że trudno o nich dyskutować. Zamiast tego napiszę, że Stanton podołał: „piątka” nie przynosi serii wstydu. Jest przemyślana, mądra i - z całą pewnością - rozrywkowa oraz dopieszczona audiowizualnie. Polecam zabrać dzieciaki do kin.
Toy Story 5 - kiedy premiera w kinach? Obsada
TOY STORY 5 znajdziecie w kinowych repertuarach od 17 czerwca. Oryginalna głosowa obsada prezentuje się następująco:
- Tom Hanks – Chudy
- Tim Allen – Buzz Astral
- Joan Cusack – Jessie
- Greta Lee – Lilypad
- Conan O'Brien – Pierre Papier
- Tony Hale – Sztuciek
- Craig Robinson – Atlas
- Shelby Rabara – Focia
- Scarlett Spears – Bonnie
- Mykal-Michelle Harris – Blaze
- John Ratzenberger – Hamm
- Wallace Shawn – Rex
- Blake Clark – Cienki
- Jeff Bergman – Pan Bulwa
- Anna Vocino – Pani Bulwa
- Bonnie Hunt – Dolly
- Kristen Schaal – Trixie
- John Hopkins – Pan Szpikulec
- Melissa Villaseñor – Karen Beverly
- Annie Potts – Bou
- Keanu Reeves – Druh Wybuch
- Ernie Hudson – Kapral Carl
- Alan Cumming – Bullseye
- Bad Bunny – Pizza w Oksach
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Kiedy premiera 3. sezonu Rodu Smoka? Harmonogram odcinków serialu
- Odłóż ten telefon. Przy nowym serialu Netfliksa nie będzie ci potrzebny
- Netflix odpuścił Warner Bros. Teraz ma nowy cel
- Do streamingu wleciał właśnie najlepszy finał, jaki zobaczycie w 2026 roku
- Emily Blunt odrzuciła rozczarowującą propozycję Spielberga. I zrobiła to sama
Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).