REKLAMA

Najlepszy kryminał wszech czasów od HBO może powrócić. McConaughey potwierdza

Wiecie, o czym mowa. Rzadko kiedy tak wiele osób pozostaje zgodnych co do tego, że dany tytuł jest absolutnym mistrzostwem w swoim gatunku. I rzadko kiedy tak wiele osób marzy o kontynuacji. Okazuje się, że możemy się jej doczekać. Chodzi, rzecz jasna, o 1. sezon „Detektywa”.

detektyw sezon 1 serial powrót kontynuacja hbo mcconaughey

Serial „Detektyw” („True Detective”) wciąż ma się świetnie. 4. sezon o podtytule „Kraina nocy” zapewnił antologii w 2024 r. najwyższą oglądalność w jej historii, a Issa López pracuje obecnie nad 5. sezonem, którego akcja ma rozgrywać się w Nowym Jorku. W gruncie rzeczy franczyza jest w najlepszej kondycji od lat. Mimo to żadna z tych informacji nie odpowiedziała na pytanie, które najbardziej interesuje fanów: czy Rust Cohle i Marty Hart mogliby jeszcze kiedyś powrócić? „Detektyw” jest przecież serialem, który w świadomości wielu widzów funkcjonuje przede wszystkim jako 1. sezon, a pozostałe odsłony tej serii mogłyby już nie istnieć. Nie oznacza to, że sezon 3. czy 4. są nieudane - po prostu dysproporcja między wybitną „jedynką” a kolejnymi opowieściami o detektywach jest olbrzymia.

Wspaniała wiadomość: serialowy Rust, czyli Matthew McConaughey, potwierdził, że temat jest na tapecie. 

Detektyw - najlepszy sezon serialu HBO może dostać wyczekiwaną kontynuację 

Zacznijmy od tego, że według „Variety” twórca Nic Pizzolatto już wcześniej sugerował możliwość kontynuacji 1. serii. W ubiegłym roku przyznał nawet, że ma pomysł na kolejną historię dla bohaterów granych przez McConaugheya i Woody’ego Harrelsona. Wówczas brzmiało to jednak raczej jak luźna myśl twórcy. Teraz McConaughey osobiście potwierdził w podcaście Josha Horowitza, że brał udział w rozmowach o powrocie do roli. 

„On będzie jeszcze prowadził rozmowy na ten temat, ma kilka pomysłów i dyskutowaliśmy już o kilku z nich” - powiedział aktor, gdy Horowitz wspomniał o wcześniejszych komentarzach Pizzolatto. Stwierdził również, że jeśli twórca „chce wejść z powrotem w odpowiedni stan umysłu, serca i ducha, żeby coś napisać”, to zdaniem McConaugheya warto byłoby to zrobić, ponieważ 1. sezon „nadawał na zupełnie innej częstotliwości”.

Słuszna uwaga. Oryginany sezon zadziałał najpewniej dzięki połączeniu kilku elementów, które dziś bardzo trudno byłoby odtworzyć. Pizzolatto samodzielnie napisał wszystkie osiem odcinków - co już wtedy było czymś nietypowym, a obecnie jest niemal niespotykane, ponieważ nawet prestiżowe seriale powstają zazwyczaj w ramach tak zwanych pokojów scenarzystów. Cary Joji Fukunaga, który później wyreżyserował Bonda („Nie czas umierać”), odpowiadał za reżyserię całego sezonu, nadając mu wizualną spójność, która wpłynęła zarówno na atmosferę serialu, jak i na słynne, sześciominutowe ujęcie bez cięć z 4. odcinka. Do dziś jest to jedna z najczęściej omawianych sekwencji w historii HBO.

Co więcej, McConaughey i Harrelson dołączyli do projektu w czasach, gdy angażowanie się gwiazd filmowych w telewizję wciąż postrzegano jako krok wstecz karierze. „True Detective”, wraz z kilkoma innymi serialami z tamtego okresu, przyczynił się do zmiany tego podejścia. Sam McConaughey zdawał się nawiązywać do tego w wywiadzie, zauważając, że serial pojawił się „w czasach, gdy seriale nie były czymś, do czego aktorzy tacy jak ja czy Woody Harrelson po prostu wskakiwali”.

Aktor wydaje się doskonale świadomy tego, jak rzadko udaje się osiągnąć tak idealne połączenie różnych komponentów. Każdy kolejny sezon był w mniejszym lub większym stopniu porównywany z pierwszym - i wypadał przy nim blado. 2. sezon z 2015 r., z Colinem Farrellem i Vince’em Vaughnem, zastąpił Fukunagę grupą zmieniających się reżyserów i stał się przykładem tego, czego w przypadku tej franczyzy należy unikać. Trzeci sezon z Mahershalą Alim częściowo odbudował zaufanie widzów, a „Kraina nocy” zdobyła nagrody Emmy, ale żaden z nich nie zdołał wymazać przekonania części fanów, że serial osiągnął szczyt wraz z 8. odcinkiem 1. sezonu.

Co ciekawe, McConaughey wypowiedział się na ten temat podczas promocji filmu „Wszyscy moi wrogowie”, jego pierwszego filmu aktorskiego od czasu „Dżentelmenów” z 2019 r. Nie bez znaczenia jest również fakt, że relacje między aktorami wciąż pozostają bardzo ciepłe. McConaughey i Harrelson niedawno ponownie spotkali się na planie produkcji Apple TV pt. „Bracia”, w której grają fikcyjne wersje samych siebie i dowiadują się, że być może mają wspólnego ojca. McConaughey jest również związany z przygotowywanym przez Pizzolatto filmem o Mike’u Hammerze.

Podsumowując: Rust Cohle i Marty Hart mogą jeszcze kiedyś wrócić, a co ważne - sam McConaughey potwierdził, że temat był przedmiotem jego rozmów z Pizzolatto (mimo tego, że aktor kiedyś stwierdził, że nie przepada za sequelami). Pozostaje czekać, aż słowo stanie się ciałem. A póki co możecie wracać do najlepszego kryminału dzięki HBO Max.

Czytaj więcej w Spider's Web:

Michał Jarecki
Redaktor

Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).