O niewielu filmach animowanych mogę to powiedzieć, ale czuję się fanem oryginalnej "Vaiany". Disney zatriumfował, tworząc świetną i skrojoną na swoje czasy bohaterkę, z którą łatwo się utożsamić. Studio jednak nie lubi próżni i postanowiło skapitalizować ten sukces, serwując nam live-action, które może i będzie niezłe - jest jednak zupełnie pozbawione sensu.

Moje uwielbienie wobec disneyowskich dzieł jest skierowane przede wszystkim do filmów z lat 90. i 2000. "Aladyn", "Dzwonnik z Notre Dame", "Księżniczka i żaba" - to tytuły zajmujące szczególne miejsce w moim sercu, jeśli chodzi o kino animowane. Nie mam w sobie takiego pesymizmu i wcale nie uważam, że Disney z czasem się "skończył", ale jestem w stanie się z czystym sumieniem założyć, że mało który film od studia spod znaku Myszki Miki z ostatnich 10 lat zyska za kilka dekad miano klasyka. Uważam, że najbliżej tego określenia jest właśnie "Vaiana: Skarb oceanu".
Vaiana to wzór bohaterki. Dla Disneya - kura znosząca złote jaja
Animowana opowieść o Vaianie trafił na wielki ekran w 2016 roku, a zatem 10 lat temu. Film trafił na podatny grunt - wykreował bohaterkę, która jest przywiązana do swojej społeczności, ma świadomość tradycji, ale zarazem kieruje się niezależnością, a do poszukiwania własnej tożsamości używa zarówno rozumu, jak i serca. Jest przy tym ludzka - choć ambitna, to nie nieomylna. Utalentowana, ale popełniająca błędy. Zdolna, ale bez pomocy półboga Mauiego pozbawiona pewnych narzędzi. Wzór do naśladowania, ale nie pomnik.
Innymi słowy, Disneyowi się udało. "Vaiana: Skarb oceanu" nie tylko była sukcesem finansowym (665 mln dolarów w box office przy 150 mln budżetu, nie mówiąc już o sequelu, który wykręcił miliard), ale też sygnałem wysłanym w świat: "patrzcie, umiemy robić dobre, oryginalne kino, na które chce się chodzić". Sequel nie był już tak świetny, w widoczny sposób odcinał kupony od popularności oryginału, ale jednak podtrzymywał tę magię, budował świat przedstawiony na tyle, że mnie, jako widzowi, dalej chce się w nim być, poznawać i towarzyszyć głównej bohaterce w jej podróży.
Zanim jednak dojdzie do premiery "Vaiany 3" (nad którą prace niedawno potwierdził Dwayne Johnson), z drogi ku mecie cofniemy się na start. Disney, skuszony ogromnym wynikiem drugiej części, postanowił bowiem pójść za ciosem i…nakręcić live-action, które jest remake'em pierwszej odsłony. Od jej premiery minęła zaledwie dekada (relatywnie mało, choć współcześnie mało kogo już obchodzą takie przerwy) i niekoniecznie widać w tym sens. Zwłaszcza, że, oglądając zwiastun filmu, ciężko się doszukać czegokolwiek, czego byśmy nie widzieli w animacji. Ba, nawet niektóre dialogi są toczka w toczkę wzięte z oryginału.
Żeby nie było - nie kwestionuję zasadności kręcenia filmowych wersji live-action. Ba, niektóre szczerze lubię. Zwłaszcza te, które wnoszą coś nowego, mieszają, innymi słowy: nie oferują nam kopii tego, co znamy z animowanego pierwowzoru. "Mufasa: Król Lew" Barry'ego Jenkinsa wyciągnął wnioski z marnej podróby kultowego oryginału wykonanej przez Jona Favreau, opowiedział niedotykaną zbyt chętnie historię początków Skazy i Mufasy i zrobił to z polotem oraz energią. "Lilo i Stitch" zaś oddało więcej pola siostrze głównej bohaterki, Nani. To okazało się doskonałym fabularnym posunięciem, kluczem do pełniejszego zrozumienia jej relacji z Lilo oraz pojęcia rodzinnego przesłania filmu.
Biorąc jednak pod uwagę to, co na ten moment wiemy o "Vaianie", raczej ciężko doszukiwać się elementów, które mogłyby zostać rozegrane inaczej. W zasadzie zwiastun przeprowadza nas przez wszystko, co znamy z oryginału: Vaiana odkrywa swoją tożsamość, czuje przynależność do wyspy, rusza w świat, Maui jest dupkiem, ale ostatecznie jej pomoże, jest śmieszny kurczak, krab Tamatoa, przerażający potwór w ostatecznym starciu, duch babci. Cała historia jest już nie tylko znana, ale i opowiedziana przez zwiastun. Szykuje nam się również muzyczna powtórka z rozrywki - na pewno usłyszymy kultowe "Pół kroku stąd" oraz "Drobnostkę".
Mimo wielu obaw o jakość tego filmu, zwłaszcza wizualną (niestety, w porównaniu z oryginałem, live action wygląda na dość mocno wyprane z ciekawych kolorów), są jednak elementy, które niezmiennie wzniecają we mnie iskierki ekscytacji. Reżyserem tegorocznej wersji został człowiek, którego nazwisko zna każdy szanujący się fan "Hamiltona" (wybitnego scenicznego musicalu o początkach Stanów Zjednoczonych). Mowa o Thomasie Kailu, który pełnił tę samą funkcję właśnie w przypadku dostępnego do obejrzenia na Disney+, rejestrowanego na żywo musicalu.
Zanim Kail wyreżyserował na Broadwayu "Hamiltona", zrobił to samo w przypadku innego musicalowego klasyka, "In the Heights". Kolejnym plusem jest to, że w składzie "Vaiany" znajdzie się również Lin-Manuel Miranda - znająca się dobrze z Kailem, ikona musicalowego świata, reżyser, twórca muzyki i - co najważniejsze w przypadku filmu - autor piosenek do oryginału, w tym "How Far I'll Go" ("Pół kroku stąd"). Kail i Miranda to fachowcy, którzy wiedzą jak nie tylko zrobić dobre muzyczne show, ale przede wszystkim - pokazać je publiczności.
Zwiastun sugeruje, że ten aspekt będzie raczej na dobrym poziomie; wydaje się, że wokalnie Catherine Laga'aia i Dwayne Johnson (plus Martyna Juszczyk oraz Leszek Lichota w polskiej wersji) udźwigną wyzwanie. Nawet mimo tego, że zarzuty polegające na twierdzeniach, jakoby ten film karmił przede wszystkim ego The Rocka (co, znając jego historię m.in. z "Black Adamem", nie byłoby niemożliwe), to wewnętrznie czuję, że gdy wraca on do świata Vaiany, robi to z pasją i oddaniem wobec kulturowego dziedzictwa, które bohaterka reprezentuje.
Może mam uprzedzenia po zwiastunie, a "Vaiana" z 2026 roku rzeczywiście wniesie coś nowego. Bardzo chciałbym wyjść z seansu z poczuciem błędnego podejścia, rozwianych wątpliwości - po prostu zrozumieć, że się pomyliłem i niepotrzebnie rysowałem ciemne wizje. Cieszę się z ponownego spotkania z główną bohaterką, ale na ten moment nie mam żadnych argumentów, by bronić sensu powstania live-action z jej udziałem. Dla Disneya może to drobnostka, kolejny tytuł, który na siebie potężnie zarobi, ale dla mnie - dość smutne ryzyko pustej gry na nostalgii. Ale może będzie inaczej?
"Vaiana" w kinach od 10 lipca.
Czytaj więcej w Spider's Web:
- Nadchodzą Szybcy i wściekli 11. Vin Diesel zapowiada koniec serii
- Pierwsze opinie o Odysei są równie epickie co sam film. Arcydzieło?
- Pierwszy film AI jest takim hitem, że już dostał sequel. Kiedy w Polsce?
- Czy powstanie Iluzja 4? Aktor wyjaśnia
- Sabrina Carpenter w Marvelu? Aktorka ma zostać mutantką
W serwisie zajmuje się przede wszystkim recenzjami filmowymi i informacjami ze świata kina. Student dziennikarstwa i politologii. Miłośnik kina grozy, który na maratony horrorów chodzi rzadziej, niż chciałby. Wielbiciel musicali, z których piosenki wypełniają większość playlisty na Spotify. Wcześniej publikował w Ostatniej Tawernie oraz Movies Room.