Nowa Vaiana przekroczyła granicę. Mam dość - recenzja

„Vaiana”, kolejny projekt przetwarzający oryginalną animację Disneya na wersję live action, właśnie wchodzi do kin. I spełnia wszystkie moje największe obawy - nie ma bowiem do zaoferowania absolutnie nic ponad to, co dał nam film Rona Clementsa i Johna Muskera zaledwie dekadę temu.

OCENA :
4/10
Nowa Vaiana przekroczyła granicę. Mam dość - recenzja

Mój stosunek do remake’ów live action klasyków Disneya - starszych i, zwłaszcza, nowszych - jest niezmiennie sceptyczny. Wychodzę z założenia, że remake ma sens wówczas, gdy kolejna wersja proponuje coś nowego - nowe podejście do podejmowanych tematów, aktualizację przestarzałych wątków, świeżą perspektywę, rozbudowę fabuły, cokolwiek, co rzeczywiście uzasadnia realizację i powrót do scenariuszowej bazy. Jeśli zaś celem jest przedstawienie tego samego, z tą tylko różnicą, że w wydaniu aktorskim - to, wybaczcie, trochę za mało.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z faktu, że za niezbyt sensownymi tłumaczeniami o uatrakcyjnieniu klasycznej historii dla młodszych pokoleń („Vaianę” wydano przecież w 2016 r.!) stoi chęć łatwego zarobku na gotowym, sprawdzonym, docenionym scenariuszu - choć w ostatnim czasie nie jest to już, na szczęście, nic pewnego. I oby tej pewności ubywało. Tego typu pustego, bezdusznego odtwórstwa - przyodzianego w paskudne szaty sztucznego, niedorobionego CGI - nie powinno się akceptować i wspierać portfelem.

Niestety, „Vaiana” Thomasa Kaila jest właśnie takim remake’iem - powtarzalnym, bezdusznym i nieładnym. 

Vaiana - recenzja filmu

Gwoli przypomnienia: Vaiana, córka wodza polinezyjskiej wyspy Motunui, od najmłodszych lat czuje niezwykłą więź z oceanem i marzy o odkrywaniu świata poza rafą otaczającą jej dom. Gdy tajemnicza klątwa zaczyna niszczyć wyspę i zagrażać jej mieszkańcom, dziewczyna wyrusza w niebezpieczną podróż, by odnaleźć legendarnego półboga Maui. Razem muszą zwrócić skradzione serce bogini Te Fiti, stawić czoła potężnym morskim stworzeniom i odkryć, że prawdziwa siła bohatera - naturalnie - nie wynika z niezwykłych mocy, lecz z odwagi, odpowiedzialności i świadomości własnej tożsamości. Między innymi.

Gdyby był to przynajmniej wierny remake dzieła sprzed kilkudziesięciu lat, można by to było jeszcze jakoś tłumaczyć - mówimy jednak o niezmiennie świeżej produkcji Disneya cieszącej się niesłabnącą popularnością. „Vaiana” z 2026 zachowawczo, mechanicznie odtwarza tę z 2016 r. niemal kadr po kadrze, nie dodając zbyt wiele od siebie, na nowo definiując słowo „niepotrzebne” w kontekście branży filmowej. 

Skoro oryginalna „Vaiana” pozostaje świeża, aktualna, mądra i rozrywkowa, po co sięgać po film, który psuje dobre wrażenie nienaturalnymi, mizernymi animacjami kolejnych lokacji, wody czy zwierzęcych postaci?

Jasne, jeśli nie liczyć efektów, trudno mieć większe zastrzeżenia względem rzemiosła: zdjęcia, poziom realizacji, szacunek dla polinezyjskiej kultury (ukłony za angaż aktorów wywodzących się z kultur Pacyfiku) - wszystko działa, jak należy. Plenery, kostiumy, wspaniała chemia między Dwayne’em Johnsonem i Catherine Laga’aią i w ogóle bezbłędny, autentyczny, pełen naturalnego wdzięku debiut tej drugiej - te komponenty też dają radę. Podobnie jak sedno - czyli doceniona już niegdyś opowieść o poszukiwaniu swojej tożsamości.

To wciąż za mało. „Viana” powtarza fabułę, dialogi i numery muzyczne, ale nie potrafi odtworzyć energii, humoru czy poczucia magii oryginału. Paradoksalnie większy „realizm” odbiera historii baśniową lekkość - fantastyczne (i nie tylko takie) stworzenia wyglądają przez to mniej przekonująco niż w animacji, a wszechobecne CGI sprawia, że określenie „live action” wydaje się momentami bardzo umowne.

Oczywiście: jestem przekonany, że młodsze dzieciaki będą się na filmie nieźle bawić, niezależnie od tego, czy znają oryginał, czy nie. Pozostali powinni jednak wesprzeć mnie w narzekaniach na zmęczenie samą strategią Disneya i odpuścić sobie ten pusty korporacyjny produkt. Pora dać wielkim wytwórniom sygnał, że widownia wciąż ceni sobie kreatywność. 

Film obejrzycie w kinach od 10 lipca.

Czytaj więcej w Spider's Web:

Vaiana - obsada oryginalna

  • Catherine Lagaʻaia - Vaiana (Moana)
  • Dwayne Johnson - Maui
  • John Tui - wódz Tui, ojciec Vaiany
  • Frankie Adams - Sina, matka Vaiany
  • Rena Owen - Tala, babcia Vaiany
  • Jemaine Clement - Tamatoa (głos gigantycznego kraba)
Michał Jarecki
Redaktor

Dla Rozrywka Spider’s Web najchętniej bloguje o branży filmowej, krytycznym (lub pełnym uwielbienia) okiem przyglądając się nowościom na ekranach kin i w serwisach streamingowych. Kinoman, filmoznawca, szczerze miłujący zarówno arthouse, jak i naszpikowane akcją popcorniaki. Niemal cały swój czas wolny poświęca kulturze w najróżniejszych jej formach. Wciąż dokształca się filmoznawczo; o sztukach wizualnych pisze od lat, początkowo raczej hobbystycznie, a od dłuższego czasu – zawodowo. Gościł w Radiowej Czwórce czy telewizji publicznej; można go było przeczytać m.in. w miesięczniku „Kino”, „Nowej Fantastyce” czy na łamach innych serwisów (recenzje, felietony, newsy, wywiady).